Środa, 08 października 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Ależ tu brzydko!

To było moje pierwsze wrażenie, gdy przyjechałem do Ameryki. Co prawda, było to aż 18 lat temu, ale na pewno wielu Czytelników mieszka tu równie długo. I pewnie podobne mieli wrażenia.


Bluberries
Hélène Vallée


Wielu z nas przytłoczyła po przyjeździe nie tyle bieda, kontrasty społeczne czy trudy życia, ale brzydota. Domków na Greenpoincie, syntetycznych dresów i białych sneakersów noszonych świątek-piątek przez Amerykanów. Wykładanych sztuczną boazerią sal domów narodowych, w których pyszniły się w gablotach, wykonane ze złoconego plastiku, trofea w kształcie siedzącego na kolumnie orła.

Wielu z nas przytłoczyła po przyjeździe nie tyle bieda, kontrasty społeczne czy trudy życia, ale brzydota. Domków na Greenpoincie, syntetycznych dresów i białych sneakersów noszonych świątek-piątek przez Amerykanów. Wykładanych sztuczną boazerią sal domów narodowych, w których pyszniły się w gablotach, wykonane ze złoconego plastiku, trofea w kształcie siedzącego na kolumnie orła.

To, co widzieliśmy, porównywaliśmy z ubierającymi się z gustem Polkami i starannie urządzonymi mieszkaniami w kraju. Potem, po zmianach w 1989 roku, zachwycaliśmy się Polaków troską o detal i rozestetyzowaniem widocznym w wystroju nowych kawiarń i sklepów. (Nie mówiąc już o wrażeniach z wakacyjnych wypadów do Włoch czy Niemiec). A tu mieliśmy oświetlony jarzeniówami Wal-Mart, sprzedające kawę deli z wyłożonymi różową formicą blatami oraz samochody z pluszowymi, wiśniowymi kanapami zamiast sportowych siedzeń.

Przebywając w brzydkim otoczeniu, subiektywnie czuliśmy się biedniejsi i mniej szczęśliwi, niż być powinniśmy.

Minęło kilkanaście lat – i odkrywam, że moje (europejskie? polskie? własne?) zamiłowanie do estetyki nie jest już czymś wyjątkowym. Pamiętam, jak znajomy zrobił wielkie oczy, gdy powiedziałem, że kupiłem talerze w kolorze harmonizującym z resztą pokoju. – Talerze to talerze – pewnie pomyślał – zbieranina poobtłukiwanych naczyń albo jeszcze gorzej: papierowe tacki do jednorazowego użytku. Srebra i Rosenthale miały być TAM, po powrocie z dużą kasą do wyśnionej Europy.

Jest rok 2007. Jeszcze wiele jest tanich, nieprzyjemnie oświetlonych deli i dinerów, a niejedna agencja i stołówka w polskiej dzielnicy wyglądają jak dekoracja do filmu „Miś”. Ale to się zmienia – i strasznie się z tego cieszę.

Każdy nowy biznes – restauracja, sklep, kiosk – podnosi teraz estetyczną poprzeczkę. W Nowym Jorku zainstalowano na przystankach wiaty wykonane z matowej stali nierdzewnej, estetyczne są nowe budki telefoniczne. W polskiej dzielnicy Greenpoint, po pierwszych jaskółkach piękna – sklepie The Garden oraz klubach Europa i Exit – pojawiły się kolejne estetycznie urządzone sklepy, biura i restauracje. Jedne są w stylu polskiej oberży, inne epatują nowoczesnością. Wszystko jedno – jest ładniej. Nawet w tanim supermarkecie C-Town zmieniono szarą podłogę z PCV na płytki w kolorze wypalonej gliny, pomalowano ściany w przytulne barwy i zainstalowano ciepłe oświetlenie.

Ludzie zwracają większą uwagę na kształt przedmiotów, na piękno każdego sprzętu, i niekonieczne robią to na pokaz. W książce „The Substance of Style” Virginia Postrel zwraca uwagę, że jest to trend ogólnoświatowy. W Turcji, gdzie do niedawna było jedno pismo poświęcone dekoracji wnętrz, jest ich obecnie 40. Japonia i Korea Południowa stały się ważnymi centrami designu. Dla Włoch wzornictwo stało się najważniejszą, obok turystyki, gałęzią ekonomii! W laboratoriach chemicznych amerykańskiego koncernu General Electric składuje się, na sprzedaż, tysiące próbek tworzyw sztucznych o żądanym przez klienta kolorze i fakturze. Jak pisze Postrel, w sklepach Great Indoors można obecnie kupić 250 rodzajów kranów łazienkowych i 1500 różnych uchwytów do szuflad. Postrel nie zgadza się z tezą, że kupujemy rzeczy ładne czy markowe wyłącznie z powodu presji speców od marketingu albo na pokaz, aby poczuć się ważniejszymi. Daje przykład… szczotki do mycia muszli klozetowej, której na pewno nie kupuje się na pokaz, skoro stoi schowana w łazienkowej szafce. Do nabycia są szczotki rozmaitych kształtów – nowoczesne, ergonomiczne firmy Oxo albo staroświeckie, ze stali nierdzewnej i z tworzyw, w cenie od 10 do kilkuset dolarów. Tak więc, argumentuje Postrel, musi być w nas zmysłowa potrzeba oglądania i brania do ręki ładnego przedmiotu, dotykania go. Autorka nie zgadza się też z tezą, że człowiek zawsze dąży najpierw do zaspokojenia podstawowych potrzeb: zdobycia jedzenia, ubrania, dachu nad głową. Przytacza przykłady z wielu kultur i epok, gdy nawet biedni ludzie odczuwali potrzebę posiadania – lub wykonywania – rzeczy pięknych albo służących jedynie ozdobie.

Wyrobienie estetyczne społeczeństw idzie w parze ze wzrostem ich zamożności. Kawa w sieci Starbucks kosztuje nie 70 centów, jak w narożnym sklepiku, ale 3 dolary. Mimo to kawiarnie Starbucks są pełne. Dlaczego? Wcale nie z powodu snobizmu, niekonieczne też z powodu znakomitego smaku kawy. Kawiarnie Starbucks są projektowane tak, aby klient uznał to miejsce za przyjemne, aby chciał tu przebywać. Dobiera się więc starannie kolory ścian, meble, muzykę, kształt kubków. Rzeczywiście – po wizycie w Starbucksie kupienie lury w staroświeckim deli jest przeżyciem traumatycznym.

W niedrogich sklepach Target pojawiły się – i dobrze się sprzedają – sprzęty zaprojektowane przez sławnego architekta Michaela Gravesa. W Kmarcie – sprzęty domowe z logo Martha Stewart. Zmienia się też wystrój tych – i wszystkich innych – sklepów. Wielką wagę przykłada się teraz do sensorycznych doświadczeń klientów: starannie dobiera się kolory, instaluje wyrafinowane oświetlenie, zamawia specjalną składankę muzyczną. Wiadomo, że to wszystko po to, aby przyciągnąć klienta. Z drugiej strony jednak, przyznajmy, czujemy się dobrze i chętnie przebywamy w urządzonych jak pałace mallach czy przytulnych kawiarniach Barnes & Noble.

Tak więc robi się wokół nas coraz piękniej. Można kwestionować niepohamowany wzrost gospodarczy, skoro grozi on np. wyczerpaniem się surowców. Pęd do piękna nie ma, przynajmniej dla mnie, słabych stron, aspektu kontrowersyjnego. Samochód o pięknej karoserii pali tyle samo, co model mniej ładny. Urządzenie baru sprzętami dobranymi pod względem stylu i koloru nie musi kosztować więcej, niż gdy sprzęty kupi się na chybił-trafił. Długopis, lodówka, sweter mogą być ładne albo brzydkie – za tę samą cenę, gdyż nawet ten brzydki przedmiot ktoś musiał zaprojektować i wziął za to pieniądze. To ja już wolę, żeby zaprojektował ładny.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 10 WIOSNA 2007

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.