Środa, 08 października 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Nowojorski spacer w różnych nastrojach
Zima wcale nie zachęca do przechadzek po metropolii. Pozbawione zieleni miasto nabiera wszystkich odcieni szarości. Niskie temperatury nie sprzyjają dłuższym wędrówkom, tym bardziej że wiatr hula w ulicznych kanionach, a niebo przybiera często ołowiany kolor.
Znikają stragany i przekupnie, milknie gwar, wyjeżdżają turyści, a nowojorskie chodniki świecą pustką. Zapędzeni przechodnie zdają się pojawiać i ulatniać po chwili jak kamfora. Nie wierzmy jednak pozorom. Ruch kołowy nic nie traci na intensywności, zaś bujne i kolorowe życie toczy się dalej, przenosząc się do ciepłych wnętrz.
Wystarczy, że spadnie śnieg, aby odmieniły się nastroje i humory. Na lepsze i na gorsze. Dla jednych to klęska żywiołowa. Dla drugich to krótka i piękna chwila, gdy niepokalana biel otula miasto, zanim się rozpocznie kolejne sprzątanie. Nawet największy piecuch daje się namówić na wyjście do pobliskiego parku, gdzie najdłużej utrzymuje się puchowa pierzynka.
A jak zimowy spacer, to tylko w Central Parku, który wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Kolorystyczne akcenty, nawet jeśli namalowała je przyroda, rozpraszają uwagę, podczas gdy biel doskonale uwydatnia rzeźbę terenu i romantykę krajobrazu, stworzonego przez człowieka. Frederick Olmsted i Calvert Vaux przekształcili nieatrakcyjny teren w naturalne cacko, które łączy park angielski z wypielęgnowanym ogrodem. Śnieg nadaje dzikości dobrze znanym miejscom, którą potęgują głazy, skały i nagie kontury starych drzew. Cisza i spokój oddzielają park od miasta i tylko wydeptane alejki świadczą o cudzej obecności. Nikną zarysy ścieżek i można przecierać własne dróżki niczym Robinson Crusoe.
Central Park miał niegdyś osiemnaście ozdobnych bram, wzorowanych na arystokratycznej tradycji, zrodzonej w Anglii i Francji. Były one gościnnie otwarte dla wszystkich, gdyż w demokratycznej Ameryce nie pobierano opłat przy wejściu, co znacznie później upowszechniło się w Europie. Pozostały po nich formalne nazwy, które składały hołd budowniczym i obrońcom tego kraju, a więc pionierom, kupcom, żołnierzom, inżynierom, uczonym, rzemieślnikom itp. Nie pominięto pań, które honorowała wyjątkowo piękna Woman’s Gate. Wielka to szkoda, że większość z nich rozebrano w XX wieku.
Komu potrzeba relaksu od ciągłego stresu, niech wejdzie do parku od Columbus Circle, gdzie stoi świeżo odnowiona Merchant’s Gate. Wznosi się obok niej wyzłocony monument w stylu klasycystycznym. Upamiętnia on śmierć marynarzy, którzy zginęli na "Maine". Okręt wojenny, zacumowany u wybrzeży Hawany, został wysadzony powietrze. Ów incydent zapoczątkował wojnę hiszpańsko-amerykańską o wyzwolenie Kuby. Przyszły prezydent Theodore Roosevelt dowodził tu szarżą lekkiej brygady.
Spacerujemy po monotonnej równinie, która zdecydowanie uspokaja. Po odpoczynku stać nas będzie na interesujący finisz nad ogromnym niebieskim jeziorem, które kontrastuje z bielą. Pośrodku leżą wyludnione wysepki, a na drugim brzegu rysują się ostre skałki. Na samej górze rozciąga się niewielki płaskowyż, gdzie rośnie Ramble. Pozostałość po naturalnym zadrzewieniu przypomina z dala las duchów. Po prawej stronie uderza oko bajecznie kolorowa altana, o ażurowym konturze. To Ladies Pavillon, z ławeczkami, które stoją w półkolu.
Zataczamy łuk na wysokości 79 Ulicy, zmierzając na wschód. Pokryty cienką warstewką Turtle Pond srebrzy się w słońcu. Góruje nad nim Belvedere Castle, pobudowany na modłę średniowiecznego zameczku. Na krańcu sadzawki widnieje pomnik Władysława Jagiełły na koniu. Idziemy dalej aż do iglicy Kleopatry, wzniesionej na pagórku, nieopodal Metropolitan Museum. Smukły obelisk, poświęcony Ra, stał za czasów faraonów przed świątynią boga w Assuanie. Nieco zziębnięci składamy wizytę w muzeum. Skarabeusze, fragmenty reliefów i inne drobne obiekty, przywiezione na statku wraz z monumentem, stały się zaczątkiem wspaniałej egipskiej kolekcji. Warto jej wreszcie poświęcić trochę więcej uwagi. Rycerze, rumaki i zbroje są wystawione w muzealnym Armory.
Śnieg stanowi w Nowym Jorku wyjątek od reguły, a jeśli nie dopisze nam szczęście, to zalecany spacerek jest przeznaczony dla osób z bujną wyobraźnią. To wcale nie znaczy, iż wszystkich innych czeka parkowa proza i nuda. Podążamy na polowanie z kamerą, fotografując po drodze pomniki, których jest tu bez liku. W zależności od upodobań wybieramy bądź figury wielkich i zasłużonych, bądź kamienne zwierzęta. Nikt się nie zdziwi, jeśli powiem, że są to dwie odmienne trasy, i to z mnóstwem niespodzianek.
Zacznijmy od sław. Wchodzimy do parku przez Scholar’s Gate, która jest usytuowana na rogu Piątej Alei i 59 Ulicy. Położony w niecce Pond, który latem przyciąga tłumy nowojorczyków, jest nieco wyludniony o tej porze roku. Konkurencję robi mu położone na tyłach i bardzo popularne lodowisko – Woolman Ring, które zostało ufundowane przez Catherine, znaną filantropkę z tej rodziny. Wystarczy przejść przez wygięty mostek, aby usłyszeć dźwięki raźnej i zbyt głośnej muzyki. Zbaczamy odrobinę w lewo, przystając przed rustykalną budowlą, która naśladuje domek z bajek. W Dairy można było niegdyś wypić szklankę mleka prosto od krowy, którą wypasano na łączce, wprost za węgłem.
Korygujemy nieco kurs, podążając w prawo. Kroczymy alejką zwaną Literary Walk, którą ozdabiają drzewa i pomniki. Spacer wśród pisarzy, kompozytorów i poetów ze spiżu rozpoczyna – jak przystało na anglojęzyczną strefę językową – geniusz literacki William Szekspir. Przedłużeniem ścieżki, w której błyskają flesze fotografików, jest Mall, czyli szeroka esplanada. Dostojne więzy tworzą szpaler, a ich gałęzie stykają się nad głowami przechodniów. Kończy ją rozległy taras, który wspierają mauretańskie arkady. Wiodą nań, majestatyczne i operowe w zamyśle, schody. Punkt ciężkości wyznacza tu wiktoriańska fontanna, która uzyskała przydomek Anioł Wód. Jest to jedyne dzieło kobiece w Central Parku, a wyrzeźbiła ją Emma Stebbins w 1872 roku. Wpadamy na coś gorącego do kawiarni przy Conservatory Waters, na wysokości 74 Ulicy. A na zakończenie szukamy wdzięcznych figurek Romea i Julii, co ułatwi plan wyłożony w wielu miejscach. I znowu same nogi wiodą nas do Metropolitan Museum.
Zabawa w poszukiwanie skarbów stanowi ulubioną rozrywkę dzieci i dorosłych. Szlak kamiennych zwierząt stanowi doskonałą okazję do zaznajomienia naszych pociech z parkiem w łatwy i przyjemny sposób. Żywa i wydumana fauna występuje we wschodniej połaci. Najłatwiej dostać się tu alejką, która znajduje się za pomnikiem generała Shermana i została wytyczona równolegle do Piątej Alei. Bohatera wojny domowej wiedzie do boju Anioł Zwycięstwa. Pomnik wykonał słynny artysta Augustus Saint Gaudens.
Idziemy na północ, napotykając po drodze mały ogród zoologiczny, którego nie sposób pominąć. Pluskające się w wodzie foki i morsy, nie mówiąc już o białych niedźwiedziach, wprowadzają zwiedzających w zimowy nastrój. Wielkie wrażenie wywołuje surrealistyczne miasto pingwinów. Dla odmiany w akwarium, gdzie pływają przedstawiciele egzotycznych mórz, panuje błogie ciepełko. Wychodząc na chłód, wypatrujemy tygrysicy z przychówkiem, która pojawiła się tutaj najwcześniej ze wszystkich i została wyrzeźbiona przez Augustusa Caina. Potężny orzeł, o rozpostartych skrzydłach, prawie się odrywa od postumentu.
Po opuszczeniu zoologu na naszej drodze pojawiają się inne zwierzaki. W pierwszej kolejności natrafiamy na Dancing Goat, zaprojektowaną przez George’a Rotha. Obserwuje ją pilnie krąg ropuch, zamarłych w bezruchu. W sezonie z szeroko rozdziawionych paszczy wytryskują strumienie wody. Ten sam artysta wykonał Tańczącego Niedźwiedzia, usytuowanego w pobliżu.
Przed wieżyczką zegara Delacorte zawczasu gromadzą się spacerowicze, czekając na ulubione wydarzenie. Figlarne małpki biją w gong, zapowiadając równą godzinę. Po jej oznajmieniu rozlega się melodyjka z pozytywki. W tym momencie odlewane z brązu zwierzęta rozpoczynają paradę, poruszając się po kole. Miś potrząsa tamburynem, kangur wygrywa na fujarce, słoń rozciąga akordeon. Koziołek nadyma kobzę, hipopotam tnie smyczkiem po strunach, zaś pingwin uderza w bębenek. Każda figurka ma cztery stopy wysokości. Zegar został ufundowany przez miłośnika precyzyjnych mechanizmów o imieniu Delacorte. Ukończono go w 1965 roku, na wzór szwajcarskiego zegara, stojącego w Bernie.
Nad brzegiem Conservatory Waters zasiada Christian Andersen, który czyta swoje baśnie dzieciom. Najpilniej słucha go Brzydkie Kaczątko. W 1971 roku niewczesny dowcipniś wyniósł z parku 60-funtowe pisklę, które zniknęło bez śladu. Zanim jednak nowojorczycy rozpoczęli gromadzenie pieniędzy na nową rzeźbę, odnaleziono ją niespodziewanie. Nieuszkodzony ptak tkwił w wielkiej plastikowej torbie, porzuconej na rumowisku na Queensie. Dzieło George’a Lobera wzbudziło niekłamany zachwyt publiczności i wzruszenie ramion ze strony wybrednych koneserów, którzy wyobcowali się z dziecięcego świata. Pomnik ufundowali Duńczycy amerykańskiego pochodzenia w 150. rocznicę urodzin pisarza.
Mother Goose – postać z wierszyków, które amerykańskie dzieci powinny znać na pamięć – zaprasza małych gości na plac zabaw przy 73 Wschodniej Ulicy. Otacza ją krąg złożony z samych ulubieńców wybranych z rymowanek. Jest wśród nich Merry King Cole, niezdarny Humpty Dumpty, który rozbija się na sto kawałków, Little Bo Beep who lost her sheep itp. Alicję z Krainy Czarów i jej niezwykłych towarzyszy powinien rozpoznać każdy miłośnik książki napisanej przez Lewisa Carolla.
Własnego pomnika doczekał się bohaterski Balto, który dowiózł w porę szczepionkę do niedostępnej osady na Alasce, ratując dzieci zagrożone epidemią dyfterytu. Do odciętego przez straszliwą zamieć Nome mogły dotrzeć tylko psie zaprzęgi. Niestrudzony husky, syberyjskiej rasy, poprowadził ostatnią sztafetę, a doświadczony poganiacz, który zupełnie stracił poczucie kierunku, zdał się na jego instynkt.
Po tych atrakcjach ocieplamy się w Zoo Cafe. A na zakończenie proszę odszukać z mapką trzy wielgaśne misie Paula Manshipa, które połyskują złotem, gdyż zostały wyślizgane przez dwa pokolenia maluchów.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 1 ZIMA 2005
- Choinkowe rytuały - Ewa Kern-Jędrychowska
- Dom malowany jak obraz - Agata Ostrowska-Galanis
- Dom pełen muzyki - Jan Latus
- Komu pożyczkę? -
- Kwiaty dla zapracowanych - Małgorzata Sulewska
- Mała czarna - Aneta Sadowska
- Miłość od pierwszego wejrzenia - Marek Siodłoczek
- Narty i snowboard z klasą - Tomasz Deptuła
- Nowojorski spacer w różnych nastrojach - Halina Niedzielska
- Ocalić od zapomnienia - Jolanta Wysocka
- Phoenix powstały z Piasków - Ewa Sukiennik-Maliga
- Piotrkowska i okolice -
- Quchnia - Małgorzata Mosiej
- Sagamore Hill - siedziba Theodore'a Roosevelta - Jolanta Wysocka
- Tanie M -
- Wigilia tradycyjna, ale... -
- Łazienkowe szaleństwa - Izabela Lasler
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK







