Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Konsulat Beaux-arts

Od pałacyku kapitana De Lamara do siedziby polskości na Manhattanie, czyli...


Bluberries
Sala balowa
Sala balowa
Bart Sadowski

W głębi dawny gabinet De Lamara

Bluberries
Sala balowa
Sala balowa
Bart Sadowski

W głębi dawny gabinet De Lamara

Bluberries
Malowidła na suficie w sali koncertowej
Malowidła na suficie w sali koncertowej
Bart Sadowski

Bluberries
Imponujące schody konsulatu
Imponujące schody konsulatu
Bart Sadowski

Nad nimi podwieszony sufit ze szkła barwionego, wykonany w pracowni Tiffany'ego

Bluberries
Widok z sali balowej
Widok z sali balowej
Bart Sadowski

Bluberries
Oryginalna komoda z czasów Josepha R. De Lamara
Oryginalna komoda z czasów Josepha R. De Lamara
Bart Sadowski

Bluberries
Konsul ds. polonijnych Anna Pełka
Konsul ds. polonijnych Anna Pełka
Bart Sadowski


Pałacyk, w którym obecnie znajduje się siedziba Konsulatu Generalnego RP, to jeden z najoryginalniejszych budynków na Manhattanie i nie bez powodu został wpisany na listę nowojorskich zabytków. Do dziś na każdym kroku wyczuwa się tutaj ducha przeszłości. Po konsulatowych zakamarkach oprowadza nas konsul Anna Pełka.

Elegancki budynek przy 233 Madison Avenue wyróżnia się z daleka. Został zaprojektowany we francuskim stylu beaux-arts, którego przykłady w Nowym Jorku można policzyć na palcach jednej ręki. Powstał przy tym w bardzo ekskluzywnej dzielnicy Manhattanu – Murray Hill, rozciągającej się pomiędzy 27 a 42 Street i pomiędzy 5 Avenue a East River. W tym czasie był to najdroższy dom w dzielnicy.

Życzenie bogatego De Lamara
„Pałacyk został zaprojektowany na zamówienie bogatego holenderskiego kapitana żeglugi morskiej Josepha Raphaela De Lamara przez znakomitego nowojorskiego architekta Charlesa Gilberta – rozpoczyna swoją opowieść konsul Anna Pełka. – Budowa rezydencji w latach 1902-1905 była też niezwykle kosztowna. Szacuje się, że w sumie na jej powstanie De Lamar wydał od 700 000 do 1 mln dolarów, co na ówczesne czasy było olbrzymią sumą”.

De Lamar mógł sobie jednak na to pozwolić. Holender, który już w wieku 23 lat został po raz pierwszy kapitanem statku, kiedy w 1878 roku wybuchła gorączka złota, pojechał do Kolorado, gdzie dorobił się fortuny. Dwa lata później sprzedał swoje udziały za 20 mln dolarów i postanowił zająć się polityką w Idaho, gdzie w 1884 roku został wybrany na senatora. Wkrótce jednak Zachód zbrzydł mu zupełnie, przyjechał więc do Nowego Jorku i tu się ożenił. W 1896 roku urodziła mu się córka Alice, po czym rodzina przeprowadziła się do Paryża. Dla De Lamara Paryż nie okazał się jednak miastem miłości – rozwiódł się z żoną i wrócił do Nowego Jorku tylko z córką.

Wtedy właśnie postanowił zbudować tu rezydencję. W tym celu wynajął architekta Charlesa Pierreponta Henry'ego Gilberta, któremu dał wolną rękę przy projektowaniu rezydencji. Gilbert z kolei zwrócił się do odpowiedzialnego za budowę posesji Charlesa T. Willisa o najwyższą jakość wykonania. W rezultacie powstała najefektowniejsza rezydencja we francuskim stylu beaux-arts w Nowym Jorku. Charakterystyczne cechy tego stylu to: idealna symetria budynku, piękne i obfitujące w dużą liczbę szczegółów rzeźbione kamienne ściany, stromy, pokryty miedzianą blachą dach oraz rzeźbione mansardowe okna.

Osiem pięter konsulatu
„W swoim projekcie Gilbert zastosował wiele nowoczesnych rozwiązań, jak choćby zamontowanie wind i elektryczności” – mówi konsul Pełka. Dom miał przy tym aż dwie – zamówione u firmy Otis – windy pasażerskie, które jeżdżą do dziś – jedną dla De Lamara i jego gości, która jeździ z parteru do 4. piętra, a drugą dla służby, która jeździ z piwnicy do 5. piętra, a jej wymiary wynoszą niespełna metr na półtora. Tą właśnie windą wjeżdżamy na samą górę, gdzie znajduje się jedyna obecnie część mieszkalna budynku – pokoje gościnne dla odwiedzających konsulat i apartamenty pracowników polskiej placówki. Kiedyś na samej górze znajdowała się pralnia i klasyczna mansardowa część dachu, skąd można było wyjść na taras, na który wypuszczano psy. Piętro niżej znajdowały się pokoje służby.

Jeszcze niżej umieszczono natomiast wspaniały podwieszony sufit ze szkła barwionego, wykonany w pracowni Tiffany'ego. Nad witrażem znajduje się rozjaśniający go świetlik. „To było niezwykłe rozwiązanie, gdyż 4. i 5. piętro znajdują się powyżej tego witrażu, są jakby schowane po jego bokach” – wyjaśnia Anna Pełka. Na 3. piętrze mieściła się kiedyś sypialnia z łazienką i biblioteka córki De Lamara oraz pokój gościnny z łazienką. Obecnie znajduje się tutaj gabinet konsula generalnego, jak również część działu prawnego.

Piętro niżej zaprojektowana została natomiast duża sypialnia z łazienką i pokój śniadaniowy De Lamara, a ponadto dwa pokoje gościnne z łazienkami. „Dziś znajduje się tu druga część działu prawnego. A w pokoju śniadaniowym, chyba najprzyjemniejszym ze wszystkich, mieści się dział polonijny” – objaśnia pani konsul.

Na pierwszym piętrze znajdowały się natomiast salony, z których środkowy był wykorzystywany jako sala balowa, następny – jako salon koncertowy, a w trzecim – gdzie ściany pomalowane były na kolor pompejańskiej czerwieni i ozdobione sławnymi malowidłami oraz posągami – mieścił się pierwotnie gabinet właściciela domu oraz prywatna galeria sztuki. 

Wśród zgromadzonych w niej dzieł największą dumą napawała De Lamara replika rzeźby Hirama Powera „Grecki niewolnik” (jedna z 6 replik tej popularnej w XIX wieku rzeźby). Wśród obrazów natomiast najcenniejszym okazem był „L’Aurore” Williama Bougereau, który rodzina miała – według wspomnień Alice De Lamar – jeszcze w Paryżu, kiedy nowojorskiej posesji nie było nawet w planach. Jednak najdroższym przedmiotem znajdującym się w posiadaniu Holendra był dywan perski, który, zdaniem panny De Lamar, trafił później do Getty Museum. Cenne były także zachowane do dziś wykonane przez Tiffany'ego elektrycznie podświetlane okna. Alice była nawet świadkiem ich produkcji, gdyż ojciec zabrał ją w tym celu do zakładu Tiffany'ego.

Na parterze natomiast, we wschodniej części budynku, umiejscowiona była jadalnia, dziś przerobiona na poczekalnię interesantów, a od strony zachodniej z widokiem na Madison Avenue – biblioteka oraz pokój bilardowy. Ozdobą budynku są wspaniałe plafony, malowane przez znanego w tamtych czasach francuskiego malarza i dekoratora wnętrz Schaettle'a, który dekorował m.in. jacht króla brytyjskiego Edwarda VII.

„Przy głównych schodach prowadzących z parteru na górę stała fontanna otoczona egzotycznymi roślinami i marmurowymi figurkami, której, jak widać, dziś nie ma, ale to jedna z nielicznych zmian, jakie wprowadzono w budynku” – twierdzi Anna Pełka.

Poniżej są jeszcze dwa poziomy piwniczne, gdzie znajduje się kuchnia. Takie też było pierwotne przeznaczenie tych pięter. „Jak już wspominałam, zjeżdżała tam winda gospodarcza, którą wożono przygotowane posiłki do gości – wyjaśnia pani konsul. – Ponadto, co dziś jest zupełnie niespotykane, znajduje się tam też ogromna winda konna, którą w dawnych czasach można było zjechać na dół powozem. Ta winda towarowa jeździła tylko z parteru do piwnicy. Do dziś można też zobaczyć jej starą maszynownię”.

Z rąk do rąk
Rodzinna rezydencja nigdy nie była wykorzystana zgodnie z jej pierwotnymi założeniami. Już w 1904 roku Joseph Raphael De Lamar planował sprzedać nieukończoną jeszcze rezydencję. W końcu ją zatrzymał, ale w jej wnętrzach panowała atmosfera smutku. De Lamar rozwiódł się, a jego córka Alice nigdy nie zaznała w tym domu szczęścia. 

Jej ojciec miał blisko 70 lat, kiedy się tam wprowadził, nie miał więc za bardzo ochoty na przyjmowanie gości, a Alice wspomina, że zaledwie raz do roku mogła zaprosić do pałacyku inne dzieci z okazji swoich urodzin. Kiedy siedemdziesięciopięcioletni Joseph De Lamar zmarł w 1918 r. na zapalenie płuc, pałacyk został sprzedany organizacji American Bible Society, a w 1923 r. zakupił go National Democratic Club na swoją główną siedzibę. 

„W 1973 roku budynek nabył jeszcze wtedy komunistyczny rząd polski na siedzibę dla konsulatu w Nowym Jorku, i tak jest do tej pory. Ministerstwo zapłaciło wtedy za budynek ok. miliona dolarów. W momencie zakupu był on bardzo zniszczony i duże pieniądze kosztowało odrestaurowanie go. Wszystko wskazuje jednak na to, że pałacyk w ogóle się nie zmienił i został odnowiony zgodnie ze swoim pierwotnym wyglądem. 

Są tu oryginalne stare kominki, część lamp, schody, także niektóre meble, w tym zabytkowa komoda i stolik. Do nowych elementów należy np. barek na pierwszym piętrze, a część parterowa została przerobiona według potrzeb konsulatu na salę interesantów. 

Obecnie w Konsulacie Generalnym RP obsługującym jedenaście stanów północno-wschodniej części USA pracuje ponad 30 osób. Wartość budynku szacuje się na kilkadziesiąt milionów dolarów” – podsumowuje pani konsul.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.