Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Jak dzisiaj mieszkamy?
Amerykańska rodzina, według statystyk, zmienia miejsce pobytu przeciętnie co 5-7 lat. Polacy w Stanach Zjednoczonych nie są aż tak mobilni. Raczej marzą o stabilizacji, poczuciu bezpieczeństwa, przywiązują się do miejsca i ludzi. Jeśli wynajmują mieszkanie czy kupują dom, to najczęściej z myślą o zamieszkaniu na dłużej bądź też osiedleniu się na stałe.
W Stanach Zjednoczonych przeprowadzka jest zazwyczaj podyktowana zmianą pracy albo chęcią poprawienia swoich warunków bytowych. W Polsce żyliśmy w zupełnie innych realiach ekonomicznych, które raczej nie sprzyjały przemieszczaniu się. Wręcz przeciwnie. Kiedyś byliśmy dumni z tego, że ojciec czy dziadek przepracował w jednej firmie 35-40 lat. Takie przywiązanie do miejsca i ludzi zyskiwało powszechną aprobatę, lecz dzisiaj trąci anachronizmem.
Mieszkanie w bloku czy też własny dom w czasach PRL-u były dobrem powszechnie pożądanym, lecz generalnie trudno dostępnym. Pierwszym krokiem ku uzyskaniu samodzielnego M-ileś było zapisanie się do spółdzielni mieszkaniowej i wniesienie wkładu. Na ten wkład zazwyczaj zbierała pieniądze cała rodzina, bowiem mało kto decydował się na zaciągnięcie pożyczki. A potem trzeba było czekać. Jak długo – tego nikt nie był w stanie powiedzieć. W dużych miastach, takich jak Kraków, Wrocław, Łódź, Warszawa czy Gdańsk, czekało się 10-20 lat, a nawet dłużej. Potem dostawało się wreszcie wymarzone mieszkanie i... zaczynały się problemy. Na ogół dużo było różnych niedoróbek i usterek, które trudno było normalną drogą usunąć, trzeba było szukać fachowców i oczywiście ekstra za ich „grzeczność” płacić. Nabycie wyposażenia do kuchni, na czele z lodówką, oraz mebli do pokojów graniczyło z cudem. Nic dziwnego zatem, że tak „dopieszczone” mieszkanie, mimo że często ciasne, tak trudno było opuścić. Niewielu porywało się na budowę własnego domu, a jeśli już – był to zazwyczaj efekt wyjazdu zagranicznego, najczęściej do USA. W latach 70. czy 80. po roku, dwóch latach pracy w USA można było w Polsce wybudować bądź kupić dom, samochód i jeszcze odłożyć nieco na konto.
Mieszkanie dla nas, Polaków, zawsze miało wielką wartość. Trudno je było zdobyć, wkładaliśmy dużo pracy i wysiłku w jego urządzenie, wystawaliśmy w kolejkach po materiały budowlane i wyposażenie domowe. Przywiązywaliśmy się do sąsiadów, do znajomych pobliskich sklepów, zapuszczaliśmy korzenie.
I to właśnie różni nas od Amerykanów. Skoro jednak żyjemy w Stanach Zjednoczonych, według tutejszych praw i zwyczajów, warto mieć świadomość, jak w tym świecie się poruszać. Amerykanie wyznają zasadę, że „tam gdzie praca, tam mój dom”. Stąd to ich częste przemieszczanie się. Trzeba też od nich się uczyć, że jeśli chcemy, aby nasze dzieci uczyły się w dobrych szkołach, to musimy wynająć bądź kupić mieszkanie lub dom w dobrej okolicy. A wybór na rynku nieruchomości jest duży, poczynając od wynajmowania mieszkań w domach kilkurodzinnych, kamienicach lub budynkach apartamentowych po różne rodzaje własności, jak co-op, kondominium, domy jedno- lub wielorodzinne. Każdy może wybrać to, co mu najbardziej odpowiada i na co go stać. Można zaciągnąć kredyt, który ułatwi zakup nieruchomości. Możemy też udać się do fachowca, który w kompetentny sposób pomoże nam przebrnąć przez wszelkie zawiłości transakcji.
Zapytaliśmy Polaków, którzy osiedlili się w USA, dlaczego zdecydowali się na zakup lub wynajem takiego, a nie innego mieszkania lub domu, czym to było podyktowane, jak im się mieszka, czy są zadowoleni z dokonanego wyboru? Wypowiedzi te pokazują, jak wiele czynników ma wpływ na podjęcie tej – bądź co bądź życiowej – decyzji.
Ewa Kowalska
właścicielka mieszkania w kondominium w Nutley, NJ
Zawsze marzył mi się dom, ale nasze finanse nie pozwoliły na tak duży wydatek. Zdecydowaliśmy się na kondominium, ponieważ cena mieszkania była do zaakceptowania, jak również jego wielkość. Spodobało mi się osiedle, złożone z trzech 2-piętrowych budynków. Mieszka w nich 48 rodzin. Położone jest wśród drzew, otoczone trawnikami i klombami kwiatów. W centrum usytuowany został basen, miejsce spotkań sąsiadów latem.
Jego plusem jest też niewielka odległość do przystanku autobusowego, skąd szybko można dostać się na Manhattan, gdzie oboje z mężem pracujemy. Rozkład mieszkania przypomina nasze z Polski. Wchodzi się do przedpokoju, który otwiera się na kuchnię i pokój dzienny, z niego też prowadzą drzwi do trzech sypialni i dwóch łazienek. Z living room przez duże przeszklone drzwi wychodzi się na spory balkon. Stoi tu stolik z krzesłami i grill, wiosną sadzę kwiaty w skrzynkach, mam też zawsze kilka krzaków pomidorów i trochę ziół potrzebnych w kuchni. Ponieważ i mąż, i ja wracamy dość późno z pracy, doceniam to, że nie muszę się martwić o zieleń przed domem. Nie zajmuję się też żadnymi naprawami (np. dachu), odśnieżaniem zimą itp. Jako właścicielka kondominium płacę za to tzw. maintenance, a zarząd mojego osiedla dba, aby wszystko zostało właściwie i na czas wykonane.
Staszek Psyk
właściciel co-operative (co-op) na Queensie, NY
Mieszkam w pięciopiętrowej kamienicy, w której jest 120 mieszkań, w tym 20 z nich to co-opy. Całością zarządza supervisor, do którego obowiązków należy dbanie o stan budynku i jego otoczenia. O zakupie zadecydował przypadek. Mieszkanie, które znalazłem w ogłoszeniach do wynajęcia, okazało się również do wykupienia. Po przeanalizowaniu moich możliwości finansowych zdecydowałem się podjąć starania. Niewątpliwą zaletą całego przedsięwzięcia była niska cena lokalu, ale z drugiej strony musiałem spełnić kilka innych wymogów, które są właściwe co-opom. Przede wszystkim kandydaturę musiał zaaprobować zarząd, który sprawdzał moją wiarygodność finansową, czyli historię kredytową. Wymagana była również opinia z pracy, że mam pełny etat i wystarczające dochody na miesięczne spłaty, oraz opinia od dotychczasowych sąsiadów. Poproszono także o dokument potwierdzający mój stały pobyt w Stanach Zjednoczonych. Wszystko to miało zagwarantować, że nadaję się na członka spółdzielni, której udziały zamierzałem nabyć. Po rozmowie kwalifikacyjnej – wiedząc już o zgodzie na moją ofertę – rozpocząłem starania o pożyczkę w banku.
Nie żałuję podjętej 5 lat temu decyzji. Takie same mieszkanie, gdybym teraz chciał je wynająć w mojej okolicy, kosztowałoby mnie miesięcznie więcej, niż wynoszą obecnie spłaty kredytu i tzw. maintenance fee.
Anna Kulbabińska
właścicielka domu dwurodzinnego w Wallington, NJ
Wiedzieliśmy od razu, że nasz pierwszy dom będzie dwurodzinny. Zapewnia on bowiem większe poczucie bezpieczeństwa przy spłatach zaciągniętej pożyczki, które w części pokrywa zysk z wynajmu. Ponieważ w Wallington wynajmowaliśmy mieszkanie, przyzwyczailiśmy się do tej miejscowości, więc też do niej zawęziliśmy nasze poszukiwania. Kupiliśmy stosunkowo nowy budynek, w którym nie trzeba było przeprowadzać wielkich remontów, jedynie trochę odświeżyć wnętrza. Oczywiście down payment zapłaciliśmy wyższy niż w przypadku domu jednorodzinnego, więc trochę pieniędzy pożyczyliśmy od rodziny. Jednak w dość krótkim czasie byliśmy w stanie dług zwrócić. Do tej pory lokatorzy, którym wynajmowaliśmy mieszkanie, nie sprawiali nam kłopotów. Ale nawet najlepsi nie wyeliminują poczucia, że pod własnym dachem nie jesteś sama, że jest to pewne ograniczenie swobody. Mamy w perspektywie zakup domu jednorodzinnego. Nastąpi to pewnie za kilka lat, gdy nasz najstarszy syn skończy szkołę podstawową. Uważam, że zakup dwurodzinnego domu jako pierwszego jest najlepszym posunięciem dla ludzi o przeciętnych dochodach.
Wioletta Krętowska
wynajmuje mieszkanie na Manhattanie w Nowym Jorku
Wraz z mężem mie-szkamy i pracujemy na manhattańskim Upper West Side od ponad 13 lat. Wynajmujemy mieszkanie na 27. piętrze, skąd rozpościera się piękny widok na całe midtown z górującym Empire State Building. Czasem zastanawiamy się, czy może już kupić dom gdzieś, gdzie jest spokojniej i ciszej. Ale ciągle odkładamy tę decyzję, ponieważ kochamy mieszkać na Manhattanie, i to z wielu powodów. Po pierwsze, dojazd do pracy i do domu nie trwa dłużej niż 20 minut. Po drugie, Manhattan to przecież światowe centrum kultury. Chodzimy więc często do teatru, muzeów, opery i na balet. Po trzecie, Manhattan tętni życiem właściwie 24 godziny na dobę, to miasto nigdy nie śpi. Nawet nocą mogę wyskoczyć do pobliskiego French Bistro czy meksykańskiego Rancho. Są tutaj niezliczone restauracje serwujące potrawy z całego świata, bary i nocne kluby, do których często chodzimy. A co najważniejsze, wszystkie te atrakcje, nie pomijając kin i sklepów, znajdują się w pobliżu naszego mieszkania.
Przy świetnie działającym systemie komunikacji metra i autobusów, no i oczywiście taksówek, niepotrzebny jest w ogóle własny samochód. Zresztą przeważnie poruszamy się pieszo.
Gdy już mamy dosyć ciągłego zgiełku i hałasu, codziennej gonitwy, wyjeżdżamy z miasta, aby odpocząć. Zawsze jednak tęsknimy za Manhattanem i z przyjemnością wracamy do domu.
Paweł Meres
właściciel domu jednorodzinnego w Carmel, NY
Jako kawaler kupiłem niewielki co-op w nowojorskiej dzielnicy Kew Gardens na Queensie i byłem bardzo zadowolony ze swej decyzji. Spłaty pożyczki plus czynsz kosztowały mnie mniej niż wynajęcie mieszkania. Jednak gdy po kilku latach ożeniłem się, trzeba było zmienić zbyt ciasne dla nas lokum. Zdecydowaliśmy się na kupno domu jednorodzinnego, kierując się kilkoma aspektami. Przede wszystkim zależało nam na prywatności. Chcieliśmy być sami, bez sąsiadów za ścianą, bez lokatorów, z którymi niemal zawsze są jakieś problemy. Woleliśmy spłacać raty pożyczki samodzielnie i czuć się swobodnie we własnych czterech ścianach. Marzyliśmy o ogródku i dużym podwórku, na którym w przyszłości będą bawić się nasze dzieci. W czerwcu ubiegłego roku udało nam się znaleźć to, czego szukaliśmy: pięcioletni dom jednorodzinny, w idealnym stanie z prawie hektarową działką na granicy Westchester i Putnam County. Dom stoi z dala od ruchliwej ulicy, ale w sąsiedztwie są sklepy, poczta i szkoły. Budynek jest w dobrym stanie, tak że wprowadziliśmy się niemal z marszu i przez kilka lat nie zamierzamy wikłać się w żadne remonty.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005
- 3 nuty zapachu - Kinga Bagnowska
- Anny Przybylskiej dom marzeń... nad morzem - Jolanta Wysocka
- Białystok - Henryk Wilk
- Czas na kota - Ewa Sukiennik-Maliga
- Dach nad głową - Halina Niedzielska
- Dom kobiet -
- Filadelfia wczoraj i dziś - Alicja Makowska-Jacyna
- HELOC... czyli pieniądze z własnego domu - Tomasz Deptuła
- Hybrydy - Marek Siodłoczek
- Inteligentny dom - Piotr Leonowicz
- Jak dzisiaj mieszkamy? -
- Konsulat Beaux-arts - Ewa Kern-Jędrychowska
- Ludzie i książki - Czesław Karkowski
- Park Milenijny - Danuta Peszyńska
- Plazmę kup mi luby - Jan Latus
- Rodzinne ciepło - Jolanta Wysocka
- Ten stary zegar -
- Twój dom ma styl... -
- Wielkanoc u Sawków - Hanna Sawka
- Wina smak - Melissa Hereghty
- Zainwestuj w okna -
- Zatrzymać czas - Agata Ostrowska-Galanis
- Ładne kwiatki - Małgorzata Sulewska
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK




