Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Ludzie i książki


Bluberries
Bart Sadowski


Książki stanowią stały wystrój wielu domów. Nie tyle może nawet wystrój, co swoistą konieczność. Gdzieś przecież muszą je trzymać ci, którzy książki kupują, czytają, gromadzą.

Potrzebę tę ludzie natychmiast przekształcili w cnotę. Wymyślili półki, etażerki, regały i gabloty. Kiedy książek było mniej, a nawyk ich trzymania – rzadszy, wystarczył w domu jeden kredens specjalnie przeznaczony na ten cel. Stały więc książki równo, za szkłem ze względów praktycznych: aby się nie kurzyły oraz ze względów estetycznych: aby było ładniej.

Książki stanowić bowiem mogły ozdobę domu. I stanowiły. Eleganckie oprawy, w skórze, w gustownym materiale, ostatecznie w ładnie tłoczonym papierze, z tłoczonymi na grzbietach tytułami i nazwiskami autorów prezentowały się w pokoju okazale. Dodawały uroku i splendoru. Każdy bowiem, kto przyszedł, nie mógł nie zauważyć, iż gospodarze są ludźmi zamiłowanymi w lekturze, światłymi, wyrafinowanymi.

Te dawne kredensy, „bibliotekami” zwane, były to meble solidne, z dębowego albo innego mocnego drewna zrobione, z oszklonymi drzwiami, nierzadko kryształowymi szybami, ciętymi po brzegach, co dawało tęczowe refleksy świetlne. Całość, a więc i zawartość – książki, i opakowanie tworzyły jeden elegancki mebel, który dodawał dostojeństwa wnętrzu. Właśnie dostojeństwa, albowiem „biblioteka” nie była meblem frywolnym, ale jak najbardziej poważnym, tchnącym uroczystym majestatem wiedzy, nauki, sztuki. Była powodem do chwały i dumy, stąd też stała zwykle na poczesnym miejscu, a jej kryształowe szyby skrzyły się i jarzyły w blasku świec, żarówek, słońca, a także lśniły bladym refleksem w świetle księżyca.

Bardzo zamożni i oświeceni mieli w swych dworach, apartamentach, pałacach osobne pomieszczenia, biblioteki sensu stricto na książki, które zajmowały półki wszystkich ścian. Niekiedy do samego sufitu. Ale to były wyjątki, reguła była znacznie skromniejsza.

I tak w symbiozie z książką dotarliśmy jako naród do czasów PRL, kiedy to książki stały się powszechniejsze, ale za to przestrzeń mieszkalna – mniejsza. Wymyślono więc meblościanki i regały – bejcowane lub bezbarwnym lakierem pokryte heblowane deski, ustawione pod ścianą, by zajmowały jak najmniej miejsca, ale za to pomieściły jak największą liczbę książek. Brzydocie mebla towarzyszyła szpetota druków. W papierowych zwykle okładkach, nawet nielakierowanych, zgrzebnie zaprojektowane, z trudem utrzymywały się w pionie. Miały zawinięte „ośle uszy”, jednostajny brudnobiały, szarożółtawy kolor, często rozsypywały się w luźne kartki, zniechęcały lub wręcz odstraszały od wzięcia do ręki. A jednak...

Czasy te mamy już za sobą, ale idzie nowa epoka, kto wie, czy nie straszniejsza jeśli chodzi o relacje człowieka i książki. Przeczucie nadchodzącej zagłady ogarnęło mnie, gdy przeczytałem w poczytnym amerykańskim dzienniku o „ostatniej książce”, po której już nie kupi się żadnej innej. Chodziło o tzw. e-book, czyli rodzaj przenośnego komputera, do którego będzie można „załadować” (ze stacjonarnego, o znacznie pojemniejszej pamięci, albo pośrednio – z internetu) teksty wybranych książek (nawet w wersjach oryginalnych czy z najpiękniej wydanych publikacji) i czytać na ekranie. Po przeczytaniu będzie można je wymazać i przygotować w ten sposób sprzęt do przyjęcia następnych książek. I to jakich: „Boskiej komedii” z ilustracjami Dorego albo wierszy Michała Anioła jego własną ręką spisanych, pierwszych wydań „Klubu Pickwicka” czy Biblii Gutenberga.

Prognoza autora nie sprawdziła się co do joty. Praca nad owym e-bookiem, czyli elektroniczną książką książek, okazała się trudniejsza, niż myślano. Technicznie rozwiązanie jest proste, ale technologia musi jeszcze uczynić zadość wielowiekowym przyzwyczajeniom człowieka. Epoka Gutenberga – książki drukowanej – nie poddaje się i nie umiera łatwo. Gdy przyszło do rozpowszechnienia e-booka, okazało się, że kultura czytania to nie tylko wchłanianie zaklętych w druku treści. To cały rytuał trzymania książki w ręku, przewracania kartek, spoglądania na kolor papieru, zaznaczania na marginesach własnych uwag, czucia w ręku ciężaru i faktury tomu i wiele jeszcze innych doznań towarzyszących czytaniu. Sterylna i zestandaryzowana książka elektroniczna nie zaspokaja tych potrzeb. I okazuje się – że czytanie chirurgicznie czyste nie cieszy ani nie wciąga, choćbyśmy mieli do czynienia z najwspanialszymi zabytkami światowej literatury w ich najokazalszych wydaniach, pięknie zeskanowanych i włożonych do komputera.

Pięćsetletnia kultura druku silnie splotła się z naszymi obyczajami, przyzwyczajeniami, sposobem bycia. Nie mam jednak wątpliwości, że przegra z naporem technologii. Zapewne, gdy upowszechnił się wynalazek Gutenberga, ludzie sarkali, że dzieła drukowane nie mogą dorównać księgom odręcznie spisanym i iluminowanym. Już kwitnie praktyka publikowania książek w internecie (bez papieru), coraz częściej pojawiają się książki wydane po prostu na CD. Proces ten będzie narastał.

Jak będą więc wyglądały mieszkania przyszłości? Znikną z nich półki na książki. Będzie więcej miejsca, mniej kurzu, mniej zamieszania z powodu poszukiwania właśnie potrzebnego tomu, który akurat się gdzieś zapodział. W mieszkaniu przyszłości na poczesnym miejscu stać będzie komputer, a obok leżeć będzie przyszła wersja e-booka – elektronicznej książki obok kasetki z dyskietkami CD. Sterylna czystość, porządek, brak półek na książki, regałów. Co wypełni tę pustkę?

dodajdo.com


 
napisany przez 12:29 19-03-2008 kamila d

bardzo pouczajacy tekst

Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.