Środa, 08 października 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Dom kobiet

Z cyklu: Ocalić od zapomnienia


Bluberries
Babcia Anna (z lewej) z siostrą
Babcia Anna (z lewej) z siostrą
Archiwum rodzinne


Andrzej Dunin

Strażniczkami domowego ogniska w mojej rodzinie były zawsze kobiety. Oprócz urody miały zawsze stalowe charaktery i rządziły zarówno mężami, jak i całą rodziną wraz z majątkami i przyległościami.

Silne charaktery kobiet w mojej rodzinie zostały wzmocnione przez kolejne zawirowania w polskiej historii. Jak głoszą rodzinne przekazy, wzięło się to stąd, że wszyscy moi pradziadkowie brali udział w kolejnych powstaniach w Polsce i jeśli nie zostali zabici na polu walki, to byli zsyłani na Sybir. Zostawały same kobiety, które musiały wychować dzieci, utrzymać majątek i bronić się przed jego grabieżą czy konfiskatą.

Moja babcia miała więc podobny charakter. Rządziła domem, rodziną, wytwórnią trykotaży oraz sławnym sklepem-magazynem mody w Warszawie na Marszałkowskiej. Babcia bardzo lubiła zmieniać mieszkania i przemeblowywać pokoje, co dziadek znosił z anielską cierpliwością, nie pisnąwszy nawet słówka. Nigdy nie odważył się poskarżyć na swoje zdrowie i jak cicho żył, tak i cicho umarł, w wieku 42 lat. Moja babcia przeżyła I i II wojnę światową, powstanie warszawskie i jako jedyna uratowała się z domu przy ul. Lwowskiej w Warszawie, gdzie moja rodzina zajmowała całe piętro. Mieszkanie składało się z obszernego salonu, jadalni, z pięknej sypialni, gabinetu dziadka, pokoju dla służącej, miało także oddzielne wejście dla służby i dostawców.

Z tego domu moja mama z mężem wyjechała do Lwowa, gdzie ojciec wykładał na Politechnice Lwowskiej. Tutaj też po roku przyszła na świat córka, a po dalszych sześciu latach syn, czyli ja.

We Lwowie zastała nas II wojna światowa. Na kilka godzin przez zajęciem miasta przez Armię Czerwoną ojciec uszedł na Węgry, ratując w ten sposób swoje życie, gdyż na pewno zostałby rozstrzelany, jak większość inteligencji i działaczy organizacji niepodległościowych. Mama została sama z dwojgiem dzieci. Któregoś dnia o 4 rano obudziło nas walenie do drzwi. NKWD dało pół godziny na spakowanie się. Zawieziono nas na stację, gdzie załadowano, jak wiele innych rodzin, do wagonów towarowych. Po kilku tygodniach wyładowano nas w miejscowości Pieszkowka, w północnej części Kazachstanu. Teraz moim rodzinnym domem stała się tzw. ziemianka. Był to dół wykopany w stepie, tylko trochę wystający nad ziemię, zbudowany z darni stepowej. W ziemiankach mieszkały rodziny kazachskie, razem ze zwierzętami. Wychodziło się pochylnią, częściowo przykrytą daszkiem nad drzwiami. Mieliśmy jedno pomieszczenie, w którym było wszystko niezbędne do spania i toalety. Na środku królowała tzw. koza, zrobiona z beczki, w której paliło się wysuszonym nawozem krowim oraz badylami piołunu zebranymi w lecie. Na blacie kozy gotowaliśmy jedzenie. Moim wspomnieniem z tego czasu było potworne zimno i burze śnieżne, które zasypywały całą wieś.

Po podjęciu przez mamę pracy jako pomocniczki weterynarza było trochę jedzenia, ale za mało, aby napełnić żołądki 3-osobowej rodziny. Od śmierci głodowej uratowała nas wyprzedaż przywiezionych z Polski rzeczy.

Gdy dotarła do nas wieść o powstawaniu armii Andersa, pojawiła się nadzieja dostania się do polskiego wojska i wyjazdu z nieludzkiej ziemi. Warunkiem zwolnienia z kołchozu było posiadanie polskich papierów. Mama udała się do NKWD z prośbą o oddanie zabranych nam dokumentów, ale poinformowano ją, że ich nie ma. W ten sposób skończyło się marzenie o wyjeździe. Dopiero znacznie później babcia poprzez Czerwony Krzyż dowiedziała się o naszym adresie i poprzez przekupioną (za resztki biżuterii) ranną żołnierkę, która wracała do Moskwy, przekazała list z dokumentami (świadectwo ślubu i nasze metryki urodzin). Żołnierka obiecała wrzucić list do skrzynki pocztowej w Moskwie i słowa dotrzymała. Normalnie listy z Polski w tym czasie nie dochodziły. W ten sposób mama miała potrzebne dokumenty i pierwszym transportem z Kazachstanu wyjechaliśmy na Ukrainę. Po roku udało się nam, również pierwszym transportem, wrócić do Polski.

Zamieszkaliśmy z babcią, która po powstaniu warszawskim trafiła do Otwocka, pod Warszawą, i znalazła lokum w budynku byłej poczty. Był to jeden, duży pokój, przedzielony przepierzeniem na część sypialną i kuchenną, gdzie również stała miska do mycia się i wiadro z wodą. Potem przenieśliśmy się do drewnianego budynku, który przed wojną służył jako letnie mieszkanie dla wczasowiczów, gdzie były trochę znośniejsze warunki. Mama podjęła pracę jako główna księgowa w biurze projektów. Babcia zaś zajęła się domem. Do tej pory pamiętam doskonałe konfitury z wiśni i truskawek, niepowtarzalny smak schabu nadziewanego suszonymi śliwkami, do którego babcia gotowała na parze specjalne bułeczki, oraz wspaniałe wypieki bożonarodzeniowe i wielkanocne (babki, serniki, makowce, mazurki z czekoladą i orzechami oraz wiele innych pyszności).

Mama, która wróciła bardzo słaba po zsyłce, zmarła na atak serca. Babcia dożyła 86 lat, i to ona dbała o naszą rodzinę. To ona uczyła nas dobrych manier, że nie wolno kłamać, trzeba być posłusznym, punktualnym. Moją siostrę uczyła gotowania, haftowania, szycia i innych czynności domowych.

Najważniejszym nakazem w rodzinie była nauka, która miała stanowić o przyszłości człowieka i jednocześnie ustalić status w życiu. Nauka była zawsze najważniejsza i można było czasem wymówić się od domowych zajęć, wyjaśniając, że ma się pilne lekcje do odrobienia.

Ważne też były języki obce i dotychczas pamiętam domowe powiedzenie, że człowiek jest tyle wart, iloma językami mówi. Ojciec znał 6 języków, poczynając od starożytnej greki.

Bardzo wysoko stawiana była też punktualność. Spóźnienie się na niedzielny, rodzinny obiad objęte było dotkliwą karą, gdyż musiało się samemu jeść przy stole w kuchni. Zwyczajem było, po niedzielnym obiedzie, stawianie pasjansów przy kawie.

Wieczorami często wszyscy sięgali po książki. Cała rodzina rozmiłowana była w zarówno klasyce, jak i w romansach. Odkrywałem piękne karty historii Polski, jak i wspaniałe przygody, czytając Sienkiewicza, Żeromskiego, Mickiewicza, a także Dumasa, Karola Maya i wielu innych autorów. Do tradycji rodzinnej należało natychmiast odpowiedzieć na pytania, jak np. miał na imię Bohun, gdzie była szarża szwoleżerów lub gdzie kapitan Blood, dowodzący „Arabellą”, zatopił angielski statek.

Dzięki lekturze książek, ale też opowieściom starszych o udziale dziadków, pradziadków i prapradziadków w kolejnych powstaniach w Polsce (łącznie z walką o Lwów mego ojca w 1914 r. oraz powstaniem warszawskim – gdzie brat mamy stracił rękę w ataku na budynek Pasty) – sprawy patriotyzmu i służenia Polsce były bardzo żywe.

Cała rodzina bardzo lubiła śpiewać ułańskie i stare polskie piosenki. W domu zawsze grało radio, bo dzięki temu dom żył. Tradycją było śpiewanie wieczorami kolęd i pieśni wielkopostnych.

Bardzo ważną czynnością było utrzymanie porządku. Każdy musiał dbać o swoje rzeczy i robić codzienne przepierki drobnych rzeczy. Generalne pranie pościeli, obrusów, koszul itp. robiło się gotując je w ogromnych kotłach, a następnie płucząc trzy razy i krochmaląc. Tak wyprane rzeczy zanosiło się do magla.

Zmieniałem miejsce zamieszkania wiele razy, ale najbardziej utkwił mi w pamięci powojenny dom mego dzieciństwa. Miał on niepowtarzalną atmosferę, którą w dużej mierze zawdzięczał babci. Inne już były domy tu, w Stanach Zjednoczonych. Nazywałem je prawie rodzinnymi – jeden na Florydzie, a drugi w Catskill, gdzie mieszkał mój ojciec.

W ostatnim domu, w Nowym Jorku staram się również stworzyć podobną atmosferę, jaka była w domu mego dzieciństwa. Nie jest to łatwe, bo członkowie dawnej rodziny albo rozproszeni są po świecie, albo też skończyli ziemskie życie. Pielęgnuję jednak tradycje i zwyczaje, bo czym skorupka za młodu nasiąknie...



Zachęcamy do nadsyłania wspomnień (ze zdjęciami, jeżeli to możliwe) o domach Waszego dzieciństwa, młodości lub po prostu tych, które najbardziej utrwaliły się w Waszej pamięci.

listy@magazyntd.com

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.