Czwartek, 28 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Zatrzymać czas
To właśnie tu, na nowojorskim Staten Island architekt George Kanelba i malarka Sita Gomez stworzyli dom, na który czekali całe życie.
Był rok 1975. Sita Gomez i George Kanelba, zmęczeni życiem w nowojorskiej East Village, postanowili poszukać spokojniejszego miejsca. Obydwoje wyrośli w wielkich, stylowych domach, gdzie gosposie piekły chleb, a leniwe koty wylegiwały się w porannym słońcu. Szukali domu z historią i wielkim ogrodem, w nadziei, że to przypomni im dzieciństwo i minione lata. Postawili na Staten Island. Choć przyjechali obejrzeć zupełnie inny dom, zachwycił ich właśnie ten. Białe fasady, krużganki, półokrągłe sklepienia. Prawdziwa wiktoriańska perła. Ku ich zdziwieniu dwa tygodnie później okazało się, że wystawiono go na sprzedaż. To przekonało Kanelbów, że dom czekał tylko na nich. Pod koniec XIX wieku, w czasach swojej świetności odbywały się w nim huczne przyjęcia i wystawne bankiety. Potrawy przygotowywano w kuchni usytuowanej w piwnicy, skąd wwożono je na salony ukrytą windą. Połączony z nią podziemny korytarz prowadził do pobliskich zabudowań, w których mieszkała służba i ogrodnicy. Choć przez lata dom zniszczał, nadal wyczuwa się jego dawny, niepowtarzalny klimat. Wysokie sufity, wąskie korytarze łączące ze sobą wszystkie dwanaście pokoi, zakręcane schody w foyer. Mimo opłakanego stanu Kanelbowie zauważyli ukryte w nim piękno, a wiedzieli również, że będą mogli własnymi rękami przywrócić mu życie. Jako wiano wnieśli do nowego domu piękny, zniszczony dywan, stare, lekko spatynowane lustra, drewniane meble: fotele, krzesła, kredensy, szafki. Wszystko poobijane i odrapane, jak to bywa z rzeczami, które znajduje się na wyprzedażach i w sklepach z antykami. Zastali pomalowane na biało ściany i bawełniane, ręcznie wydziergane firanki. Takie co jeszcze dziś zdobią okna wiejskich chat.
Remont zaplanowali skrupulatnie. George jest architektem. Wspólnie z dekoratorami wnętrz zaprojektował mieszkanie niejednej nowojorskiej rodzinie. „Jeśli nie masz wyobraźni przestrzennej, widzisz tylko to krzesło czy ten stół, ale dla osoby związanej z design liczy się zawsze całość” – wyjaśnia. Sita zajęła się dekoracją. To jej autorstwa są piękne psy-poduszki, w które ustroiła kanapy w salonie, egzotyczne szlaczki przy suficie czy zasłony, do złudzenia przypominające stylową draperię, którą 150 lat temu jej babka dostała w prezencie od norweskiej księżnej Beatrix.
O przeszłości mówią chętnie, jakby chcieli się rozliczyć z cierpienia albo zatrzymać w kadrze wspomnień świetność minionych lat. Dla George'a są to w większości wspomnienia bolesne, dla Sity – pełne beztroski i adoracji eleganckich dżentelmenów Paryża.
Znakomitego malarza Rajmunda Kanelbę George poznaje dopiero teraz. Dziś, jako 79-letni mężczyzna, 45 lat po śmierci ojca, wreszcie zaczyna rozumieć powikłaną psychikę znakomitego, wrażliwego artysty, który nigdy nie sprawdził się jako głowa rodziny. „Ojciec urodził się na ulicy Chmielnej w Warszawie. Pochodził ze znanej rodziny prawniczej, która dodatkowo zarządzała sporymi nieruchomościami. Jego szwagrem, a moim jedynym wujkiem był Stanisław Wohl, późniejszy założyciel Filmu Polskiego. Młodość przebiegała ojcu beztrosko, głównie na romansach ze starszymi od siebie mężatkami i na malowaniu. To właśnie ta pasja stała się kością niezgody między dążącym do zabezpieczenia rodzinnego biznesu dziadkiem a artystycznie wyzwolonym ojcem”. W obawie o przyszłość jedynaka Stanisław Kanelbaum znalazł mu żonę. Pomogła w tym stara Lublinerowa, w tamtych czasach najsłynniejsza w Warszawie swatka. Małżeństwo z córką bogatego przemysłowca Anatola Wohla odbyło się w pośpiechu i tajemnicy. Przez wiele lat z niewiadomych przyczyn nikt o nim nie mówił, nie zachowało się też żadne zdjęcie. Zaraz po ślubie młodzi wyjechali do Paryża, gdzie Rajmund, zgodnie z francuskim prawem, odciął dwie ostatnie litery z nazwiska. Jeszcze tego samego dnia w miejsce przekazywanego z pokolenia na pokolenie Kanelbaum pojawił się Kanelba. Ojciec George'a, adept warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i Academie der Bildenden Kunste w Wiedniu, szybko odnalazł się w stolicy miłości. Co wieczór rzucał się w ramiona paryskich tancerek, pozujących do portretów modelek i dam z towarzystwa, a że miał wielki czar i wyjątkową aparycję, chętnie zapraszano go do najlepszych paryskich domów. Poprzez kontakty zaprzyjaźnionego z nim księcia Edwarda Raczyńskiego szybko wszedł do europejskiej elity. Romansował i malował. Wiejskich chłopców, polskie narzeczone, prowansalskie pejzaże, przede wszystkim zaś portrety: świeżo koronowaną Elżbietę II, Franka Gielguda z małżonką – rodziców znakomitego aktora Johna Gielguda, lady Pameli Mountbatten, córki pierwszego przedstawiciela Królestwa Brytyjskiego w Indiach. Trawiona zazdrością żona Maria popadała w melancholię, która w niedługim czasie przerodziła się w nieuleczalną paranoję. Nie pomogło narodzenie upragnionego syna. Wkrótce zamknięto ją w zakładzie psychiatrycznym, a małego George'a odesłano do dziadków w Polsce.
„Moje dzieciństwo było smutne. Pozbawiony miłości, domu, przerzucany z jednej rodziny zastępczej do drugiej czułem jakby los, sprowadzając mnie na ten świat, wyrządził mi paskudny kawał. W odróżnieniu od Sity, która ma czułe wspomnienia związane z rodzicami, ja o swoich wiem niewiele. Matka żyła w ciągłym poczuciu upokorzenia i niesprawiedliwości, ojciec o sobie nie mówił nic. Nawet gdy był już ciężko chory i wiedział, że umiera, zachowywał się tak, jakby miał przed sobą całe życie”. George z czułością dotyka portretu matki namalowanego przez ojca tuż po ślubie. Była piękna, a mimo to miała kompleks własnej twarzy. Nie zachowało się żadne jej zdjęcie, a jaka była, widać jedynie na tym portrecie.
Dzieła Rajmunda Kanelby to główna ozdoba domu. Gospodarze mają ich ponad 300. 100 obrazów zawiniętych w płócienny rulon zginęło w czasie wojny w mieszkaniu zaprzyjaźnionej Żydówki. Wiele z nich pogubiło się po świecie. To, co pozostało, znajduje się w prywatnych kolekcjach. Jedną z nich, największą w Polsce, ma Wojciech Fibak. Obrazy zatrzymane w domu George oprawił w ramy zrobione z okruchów lustra. „Ojciec uwielbiał taką formę prezentacji swoich dzieł. Myślę, że wiązało się to z faktem, że wszystkie portrety malował z odbicia w lusterku. Długo mówiono o 'ramie Kanelby', co w końcu doczekało się definicji w Słowniku Idiomów Artystycznych”. By obrazy lepiej wyeksponować, część ścian gospodarze pomalowali na kolor musztardy. Wiedzieli, że obrazy wyglądają najlepiej na starych, tradycyjnych kolorach, jak w muzeum, gdzie tło maluje się pod eksponaty. Pod swoje obrazy Sita wybiera jednak tło białe. Może dlatego, że same w sobie mają dużo koloru i przykuwają uwagę detalem. Maluje nieco karykaturalnie postaci z przeszłości i dawne wydarzenia towarzyskie, najchętniej zaczerpnięte z kultury hiszpańskiej i brytyjskiej. Jak wesele księżnej Windsor. Obraz zachwyca autentycznością. Nawet suknia i biżuteria infantki są dokładnie takie same jak te, które miała na sobie w dniu ślubu. „Rajmund lubił moje obrazy, choć były tak różne od jego pastelowo-sentymentalnych prac. Nazywał mnie kronikarzem mijającej epoki, mówił, że mam niezbędny dla artysty dystans do świata i potrafię bawić się życiem. Uważałam to za wielki komplement”.
Skrupulatność Sity widać na każdym kroku. To ona zajmuje się porządkowaniem rodzinnych pamiątek, wycinków z gazet, a zwłaszcza zdjęć. Dom tonie w biało-czarnych fotografiach, które gospodyni podzieliła na część Kanelbów i część Gomezów. „Moja matka pochodziła z najbogatszej rodziny w Szwecji. Polowania, bale i przyjmowanie hołdów adoracji skandynawskiej elity stanowiły codzienne jej zajęcie. Co miesiąc wyjeżdżała na zakupy do Paryża, skąd potrafiła przywieźć 500 par nowych butów. W tym samym czasie mój ojciec, biedny student medycyny, miał jedyne buty, które musiały mu wystarczyć na cały rok. – Kiedyś synu kupię ci bodegę, sklep – mawiał mój dziadek. Ojciec w niedługim czasie dorobił się własnej willi na Rue Bobiot, paru samochodów, prywatnej praktyki medycznej i dwóch nominacji do Nagrody Nobla. Jako pierwszy naukowiec na świecie potrafił połączyć wiedzę medyczną z wyższą matematyką, dzięki czemu znacznie rozwinął wiedzę na temat krążenia krwi. By to osiągnąć, wiele lat wcześniej opuścił biedną Kubę i przeniósł się do Paryża. Przyjechał tu na zaproszenie profesora Vagubza, który podczas wizyty w Ameryce Południowej docenił talent młodego studenta i postanowił mu pomóc. Wiele lat później ojciec wspominał z sentymentem nieprzespane noce, podczas których zarabiał na życie myjąc okna autobusów. Ktoś ukradł przyznane mu stypendium i musiał utrzymywać się sam. Patrzyłam na jego delikatne ręce, na nienagannie skrojony garnitur, kruczoczarne zaczesane do tyłu włosy i nie mogłam uwierzyć, że ten piękny, inteligentny mężczyzna, o którego towarzystwo ubiegają się najwięksi ludzie na świecie, był kiedyś sprzątaczem.
Spotkali się z mamą przypadkowo, na przekór losowi. Ona, wtedy młoda narzeczona, przyjechała ze swoją matką do Paryża na przymiarkę sukni ślubnej, on zaczął wykładać na uniwersytecie. Chroniąc się przed deszczem wbiegła do pobliskiej kawiarenki, gdzie zobaczyła go w otoczeniu zasłuchanych studentów. Wybuchła miłość, a wraz z nią wielki skandal. Ślub skandynawskiej milionerki z kubańskim przybłędą większość arystokracji europejskiej uznała za mezalians i zignorowała”. Wybaczono im wiele lat później, gdy imię doktora Gomeza okryło się sławą, a krach na giełdzie w 1929 roku postawił rodzinę Sity na skraju nędzy. „Miałam wszystko. Wszystko z wyjątkiem domku dla lalek, o którym tak bardzo marzyłam. W Paryżu przy ulicy Faubourg St. Honore mieścił się w owym czasie ekskluzywny sklep z zabawkami Nain Blue. W witrynie stał domek jak prawdziwy. Czego tam nie było! Pokoiki, łazienki, lampki, puchate dywany, naczynia, elektryczność, a nawet bieżąca woda! Gdy żona ambasadora Kuby zaproponowała, że kupi mi prezent, od razu wybrałam to. Choć zabawka kosztowała fortunę, została zakupiona bez mrugnięcia okiem”. Domek zaginął, gdy zmuszeni wojną uciekali z okupowanego Paryża. Zostawili wszystko, przerażeni nocnym pukaniem do drzwi. Gestapowiec wręczył ojcu osobisty list od Hitlera z zaproszeniem do kontynuowania badań na terenie niemieckiej Rzeszy. Jeszcze tej samej nocy byli w drodze do Hiszpanii. „W ostatniej chwili matka złapała koronkową sukienkę, którą w 1912 roku dostała od brata, i jedwabną ślubną bieliznę swojej babki, ojciec – parę książek, ja – syjamskiego kota. To zabawne, że ze wszystkich jakże cenionych pozostawionych tam rzeczy najbardziej szkoda mi tego domku! Może dlatego do dziś zbieram miniaturowe kopie, które w większości buduje mi George”.
Jak wkrótce pokazał los, ucieczki wpisane były w los Gomezów. Po paru latach sielanki i dostatniego życia na Kubie znów trzeba było szukać nowego miejsca. „Pamiętam noc, gdy pierwszego dnia zobaczyłam partyzantów Castro. Wpadli na naszą posesję, wyrżnęli trzodę, pozabijali konie, podpalili las i tyle ich było widać. Uratowało nas tylko nazwisko ojca”. Postanowili wyjechać. Wybrali Amerykę i Nowy Jork. Po raz kolejny zaczynali od nowa.
Sita i George, którzy przypadkowo spotkali się u wspólnych przyjaciół, zaczęli wtedy budować nowe życie.
Nad sekretarzykiem Sita powiesiła ulubiony cytat z „Waldona” H. D. Thoreau: „Ludzie wracają bojaźliwie wieczorem do domu zaledwie z sąsiedniego pola czy ulicy, gdzie straszą echa ich domostwa, toteż i ich życie marnieje, oddychają bowiem wciąż od nowa tym samym powietrzem; ich cienie rankiem i wieczorem sięgają dalej aniżeli kroki, które zrobili w ciągu dnia. Do domu powinniśmy wracać z dalekich stron. Po przeżyciu przygód i niebezpieczeństw, po zrobieniu codziennych, nowych odkryć – powinniśmy wracać z nowymi doświadczeniami i właściwościami...”. Taki właśnie jest dom Kanelbów. Pełen fascynujących wspomnień i opowieści, dowodzi, że nie trzeba wielu pamiątek rodzinnych, by nieustannie tliło się w nim dawne barwne życie.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005
- 3 nuty zapachu - Kinga Bagnowska
- Anny Przybylskiej dom marzeń... nad morzem - Jolanta Wysocka
- Białystok - Henryk Wilk
- Czas na kota - Ewa Sukiennik-Maliga
- Dach nad głową - Halina Niedzielska
- Dom kobiet -
- Filadelfia wczoraj i dziś - Alicja Makowska-Jacyna
- HELOC... czyli pieniądze z własnego domu - Tomasz Deptuła
- Hybrydy - Marek Siodłoczek
- Inteligentny dom - Piotr Leonowicz
- Jak dzisiaj mieszkamy? -
- Konsulat Beaux-arts - Ewa Kern-Jędrychowska
- Ludzie i książki - Czesław Karkowski
- Park Milenijny - Danuta Peszyńska
- Plazmę kup mi luby - Jan Latus
- Rodzinne ciepło - Jolanta Wysocka
- Ten stary zegar -
- Twój dom ma styl... -
- Wielkanoc u Sawków - Hanna Sawka
- Wina smak - Melissa Hereghty
- Zainwestuj w okna -
- Zatrzymać czas - Agata Ostrowska-Galanis
- Ładne kwiatki - Małgorzata Sulewska
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK









