Filadelfia wczoraj i dziś
Zamieszkać w Pensylwanii
Miasto było zaniedbane. Poza niewielkimi oazami schludnych budynków i nielicznymi ulicami, którymi warto było się przejść, pozostała część wyglądała odstraszająco. Miasto, w większości zabudowane szeregowymi domkami, posiadało wiele opuszczonych fabryk straszących oczodołami pozbawionych szyb okien. Straszył swoją konstrukcją filadelfijski Elevator, czyli kolejka naziemna, która w samym centrum – pewnie ze wstydu – chowała się pod ziemię. Wokół centrum rozłożyły się dzielnice lepsze, gorsze i bardzo złe. Wszyscy mieszkańcy filadelfijskich dzielnic w Northeast z dumą podkreślali przynależność do tej części miasta. Znajdowały się tam także domy szeregowe, przylegające jedne do drugich, ale ulice były szerokie, zadrzewione, a mieszkańcy tych domów z przodu posiadali ogródek oddzielający dom od ulicy, zaś z tyłu można było zaparkować samochód, czego brakowało w dzielnicach położonych bliżej centrum, takich jak Fishtown, Kensington, Frankford czy Port Richmond oraz Bridesburg.
W końcu lat 70. i na początku 80. wysokie podatki miejskie czy lokalne przegoniły z Filadelfii zakłady przemysłowe, które przenoszono do małych miasteczek nieskażonych jeszcze podatkiem lokalnym. Pozostały po nich olbrzymie, opuszczone i niszczejące w miarę upływu lat budynki.
Filadelfia – rozłożona nad rzekami Delaware oraz Schuylkill – podzieliła otaczające ją suburbia na południową część i północną. Południową – z rozwijającymi się podmiejskimi miasteczkami, jak Brywn Mawr, Ardmore, Conshohocken, Norristown – zamieszkali zamożni profesjonaliści, znajdujący pracę na południe od Filadelfii w rozwijającym się okręgu wokół Valley Forge. Za przemysłem podążyły handel i usługi. Atrakcyjność tej podmiejskiej części podniosła jeszcze zbudowana parę lat temu tzw. Blue Route, łącząca autostradę 95 z Pennsylvania Turnpike. Z kolei na północ od Filadelfii, na przestrzeni między granicami miasta i rzeką Delaware, wielu mieszkańców szukało pracy za rzeką – w stanie New Jersey, a nawet w Nowym Jorku. Piękne stare miasteczka, jak Newtown, Langhorne czy Yardley, miały swoją tradycję, jeżeli chodzi o jakość mieszkania i ceny domów. Wszyscy, ze względu na wysokie podatki miejskie, starali się omijać Filadelfię, zarówno jeżeli chodzi o pracę, jak i zamieszkanie.
Ceny domów w Filadelfii w latach 1981-1985 zaczęły rosnąć, podobnie jak na Manhattanie czy w stanie New Jersey – w Jersey City, Hoboken, Weehawken, które bardzo szybko przemieniały się w sypialnie Manhattanu. Ceny bardzo przeciętnych domów w Jersey City utrzymywały się wówczas w granicach 200 tys. dolarów. W tym czasie w Filadelfii, w czystej, przypominającej małe miasteczko dzielnicy Port Richmond można było jeszcze kupić gotowy dom do zamieszkania w granicach od 20 do 30 tys. dolarów.
W latach 90. zaczęto powoli restaurować stacje kolejki EL (Elevator), a także centrum miasta. Połączono autostradę 95 szybką, podziemną nitką przechodzącą przez centrum miasta z Schuylkill Expressway. Przy biegnącej równolegle do rzeki Delaware oraz do autostrady 95 Delaware Avenue zaczęto wyburzać stare fabryki, a znajdujący się najbliżej Penns Landing nieużywany pirs zamieniono w atrakcyjne kondominium. Mieszkańcy tego kondominium mają swoje miejsce parkingowe dla łodzi prawie pod oknem mieszkania. Ceny mieszkań w kondominium wynosiły wtedy około 50 tys. dolarów, podczas gdy obecnie wzrosły i wynoszą od 300 tys. do ponad pół miliona dolarów. Kolejne nieużywane od lat pirsy szybko znajdowały swoich inwestorów i swoje nowe przeznaczenie. Przy Delaware Avenue do rozebrania została jeszcze tylko jedna stara fabryka. Dzisiaj ulica, niegdyś wymarła i straszna wieczorem, tętni życiem, do czego przyczyniają się liczne restauracje, otwierane jedna po drugiej. Przy samym Penns Landing zbudowano olbrzymie kondominium, a budynek sylwetką górującą nad rzeką i autostradą 95 przypomina obraz dalekomorskiego statku wpływającego z rzeki na ląd.
W tych ostatnich latach ubiegłego stulecia miasto atrakcyjniało z dnia na dzień, a wraz z nią rosły ceny domów. Robotnicza i stara dzielnica Manayunk, nagle zmieniła się w artystyczne, filadelfijskie SoHo. Około 10 lat temu w dzielnicy Fishtown, położonej blisko centrum, można było kupić dom od kilkunastu tysięcy do około 60 tys. dolarów. Teraz ceny domów w tej dzielnicy nie schodzą poniżej 100 tys. dolarów.
Ostatnio rośnie zapotrzebowanie na mieszkania w centrum miasta. Rozpoczęły się budowy mieszkalnych wieżowców. Tymczasem na starym mieście, przy North Second oraz New Street, powstało „parkominium” dla samochodów. Sześciopiętrowy budynek będzie otwarty 15 kwietnia br. i 80 spośród 280 miejsc zostało już sprzedanych. Na dachu miejsca są w cenie 35 000 dolarów, na parterze po 46 900. Dla tych posiadaczy samochodów, którzy zdecydują się zamieszkać w centrum miasta, wykupienie takiego miejsca dla swojego samochodu będzie rozwiązaniem najmniej bolesnym. Tymczasem w wybudowanych już budynkach apartamentowych w centrum miasta ceny mieszkań wynoszą od 300 tys. dolarów do ponad miliona. Oczywiście im atrakcyjniejsze sąsiedztwo, takie jak chociażby Museum of Art czy Rittenhouse Square, tym wyższe ceny domów i mieszkań.
Filadelfia leży na trasie Nowy Jork – Waszyngton. Pociągiem Amtrak do Nowego Jorku jedzie się godzinę. Rano w pociągu Amtrak spotkać można te same twarze pochylone nad laptopami. To profesjonaliści dojeżdżający codziennie do pracy w Nowym Jorku. W Nowym Jorku zarabia się o wiele więcej, w Filadelfii żyje się taniej i spokojniej.
Wzrost zapotrzebowania na mieszkania w centrum wymusza zmiany i ceny w dzielnicach przylegających do niego. Tak stało się z dzielnicą Fishtown. Zmieniły się nawet takie dzielnice, jak Frankford czy Kensington, których wydawało się nic już nie ruszy. Tymczasem przejeżdżając Frankford Avenue widać nowe plomby domów, ładnie zaprojektowanych i wykończonych. Ulica Kensington poprawiła się chociażby przez to, że odnowiono całą infrastrukturę przechodzącej nad nią kolejki naziemnej. W polsko-irlandzko-niemieckiej dzielnicy Port Richmond ceny wzrosły w ciągu ostatnich lat dwu- lub trzykrotnie. Dzielnica ta, położona blisko byłego portu zbożowego na rzece Delaware, może przeżyć kolejny swój rozwój, kiedy port ten, zgodnie z propozycją Philadelphia Gas Company, stanie się portem przyjmującym tankowce z ciekłym gazem ziemnym. Rozwój przybrzeżnych dzielnic może także przynieść niespełniona na razie idea byłego burmistrza, a obecnego gubernatora stanu Pensylwania Eda Rendella, wprowadzenia pływających kasyn na rzece Delaware.
Chętni do zamieszkania w Filadelfii muszą liczyć się z wysokim podatkiem miejskim, który wynosi ponad 4% dla rezydentów bez względu na to, gdzie pracują oraz tych spoza miasta, którzy podejmą pracę w Filadelfii. Podatek miejski od kilku lat maleje nieznacznie, ale w dalszym ciągu jest jednym z najwyższych w Stanach, tak jak i koszt przejazdu komunikacją miejską.
Na terenie Filadelfii, w różnych jej częściach jest wiele pięknych domów i miejsc, w których można zamieszkać. Jest to miasto, które ma jeszcze czym oddychać. Można także zamieszkać w jego okolicach – w małych, starych i urokliwych miasteczkach, gdzie żyje się wolniej i spokojniej.
Pani Alicjo lubię Pani pisarski styl,jest on jasny zwięzły trafiający do wyobraźni wybranego czytelnika. Może warto by jednak było przybliżyć ludziom,którzy już dawno stracili kontakt z Polską historie architektury polskiej.Jest to bardzo budujący i wdzięczny temat.Mogłaby Pani się pokusić o historię pałacy i rezydencji na Rusi Czerwonej i Ukrainie.Były tam pałace potężnych rodów polskich Daniłowiczów,Żółkiewskich Podhoreckich,Koniecpolskich,Sobieskich.Można śmiało powiedzieć słowami J.Przybosia sztuka jest święta sama w sobie trzeba ją znać by ją podziwiać i kochać.Dematerializują ożywczą moc miast można śmiało powiedzieć,że wszystkie miasta posiadają dusze tajemną moc i czar.
Pozdrawiam.
Pani Alicjo lubię Pani pisarski styl,jest on jasny zwięzły trafiający do wyobraźni wybranego czytelnika. Może warto by jednak było przybliżyć ludziom,którzy już dawno stracili kontakt z Polską historie architektury polskiej.Jest to bardzo budujący i wdzięczny temat.Mogłaby Pani się pokusić o historię pałacy i rezydencji na Rusi Czerwonej i Ukrainie.Były tam pałace potężnych rodów polskich Daniłowiczów,Żółkiewskich Podhoreckich,Koniecpolskich,Sobieskich.Można śmiało powiedzieć słowami J.Przybosia sztuka jest święta sama w sobie trzeba ją znać by ją podziwiać i kochać.Dematerializują ożywczą moc miast można śmiało powiedzieć,że wszystkie miasta posiadają dusze tajemną moc i czar.
Pozdrawiam.
Artykuły z numeru:
NR 2 WIOSNA 2005
- 3 nuty zapachu - Kinga Bagnowska
- Anny Przybylskiej dom marzeń... nad morzem - Jolanta Wysocka
- Białystok - Henryk Wilk
- Czas na kota - Ewa Sukiennik-Maliga
- Dach nad głową - Halina Niedzielska
- Dom kobiet -
- Filadelfia wczoraj i dziś - Alicja Makowska-Jacyna
- HELOC... czyli pieniądze z własnego domu - Tomasz Deptuła
- Hybrydy - Marek Siodłoczek
- Inteligentny dom - Piotr Leonowicz
- Jak dzisiaj mieszkamy? -
- Konsulat Beaux-arts - Ewa Kern-Jędrychowska
- Ludzie i książki - Czesław Karkowski
- Park Milenijny - Danuta Peszyńska
- Plazmę kup mi luby - Jan Latus
- Rodzinne ciepło - Jolanta Wysocka
- Ten stary zegar -
- Twój dom ma styl... -
- Wielkanoc u Sawków - Hanna Sawka
- Wina smak - Melissa Hereghty
- Zainwestuj w okna -
- Zatrzymać czas - Agata Ostrowska-Galanis
- Ładne kwiatki - Małgorzata Sulewska



