Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Zielone Jabłko

Wakacje w Nowym Jorku


Bluberries
Dworek Alice Austen, Staten Island
Dworek Alice Austen, Staten Island
Jolanta Siwik

Bluberries
Bryant Park, Manhattan
Bryant Park, Manhattan
Jolanta Siwik

Bluberries
Conservatory Garden, Manhattan
Conservatory Garden, Manhattan
Jolanta Siwik

Bluberries
Ogród botaniczny na Brooklynie
Ogród botaniczny na Brooklynie
Jolanta Siwik

Japoński ogródek

Bluberries
Greenacre Park
Greenacre Park
Jolanta Siwik

przy 51 Ulicy na Manhattanie


Wiejskie wakacje w Nowym Jorku i to w  dodatku podzielone na weekendy, wydają się w pierwszej chwili absurdem. A przecież lato przecieknie nam przez palce, jeśli nie znajdziemy pomysłu na atrakcyjne zagospodarowanie wolnych dni.

Mam tu na myśli złoty środek pomiędzy pokusą i obowiązkiem. Piękna pogoda zachęca bowiem do wypadów na zieloną trawkę, podczas gdy pięciodniowy lub dłuższy tydzień pracy ogranicza wolny czas. W amerykańskich realiach rzadko kiedy można sobie pozwolić na dłuższe wojaże.

Najchętniej płyniemy z prądem, podążając za innymi na Fire Island, Jones czy Manhattan Beach lub też do innych uczęszczanych zakątków, byle tylko dalej od miasta. Odwiedzamy też plaże w zasięgu ręki, jak Brighton czy Coney Island. Po czym wszędzie narzekamy na tłok i gwar. Dla odmiany nasza metropolia pustoszeje latem, a szczególnie w sobotę i niedzielę, co łatwo samemu sprawdzić. Mniej znane oazy zachęcają do odpoczynku z książką, romantycznego spaceru we dwoje, pikniku na trawie lub słodkiego leniuchowania.

Uff, jak gorąco – skrzywi się na to malkontent, który uważa Nowy Jork za kamienną pustynię. Nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na plany poszczególnych dzielnic. Tereny zielone położone w obrębie metropolii zajmują 26 tysięcy akrów, z czego prawie 22% znajduje się w naturalnym stanie. Najlepszym przykładem jest tu starodrzew, pokrywający nadhudsońskie wzgórza w Inwood. Co więcej, aż sto parków posiada nie mniej niż 25 akrów powierzchni. Nawet z przewodnikiem, których nie brakuje w księgarniach, nie wystarczy czasu na ich zwiedzenie.

To prawda, że inwokacja poety: „Wsi spokojna! Wsi wesoła!” niezupełnie pasuje do wielomilionowego skupiska znajdującego się w wiecznym ruchu. Sielskie wyobrażenie zastępuje globalna wioska, tygiel narodów, która posiada różne oblicza, uroki i przymioty. Wybór okazuje się niełatwy, nawet gdy szukamy zielonych, a przy tym atrakcyjnych miejsc, odpowiadających kilku wymogom, a więc; woda, przewiew, odosobnienie i cisza.

Kolejność alfabetyczna nie zdradza preferencji, zacznijmy więc od Bryant Parku, usytuowanego na tyłach wielkiej biblioteki publicznej pod lwami. Uosabia on przemiany, jakie zachodziły na tym kawałku ziemi. Najpierw był tu dawno zapomniany cmentarz dla ubogich. Na opuszczonych gruntach powstał dolny rezerwuar Croton z wodą pitną, który miał kształt piramidy ze ściętym wierzchołkiem. Rozebrano go po dwudziestu latach. Na czworobocznej działce stanął wtedy Crystal Palace, w którym mieściła się wystawa światowa. Spaliwszy się do fundamentów, wraz z cennymi zbiorami sztuki amerykańskiej, zwolnił ponownie miejsce. Po długich debatach wyrażano zgodę na park w stylu angielskim. W 1884 rok nadano mu imię Williama C. Bryanta, na cześć nieżyjącego już poety, zarazem długoletniego redaktora „New York Posta”.

Dwukrotnie zmieniał swój wygląd, najwidoczniej za sprawą duszka, który polubił metamorfozy. Splendid isolation, nowa formuła, którą wprowadził Gilmore Clarke w 1930 roku, obróciła się na niekorzyść po czterdziestu latach. Park Bryanta stał się ulubionym miejscem spotkań narkomanów i handlarzy, wyrabiając sobie jak najgorszą opinię wśród nowojorczyków. Restauracja, przeprowadzona w połowie lat 90., przywróciła mu dawną świetność. Powstała otwarta przestrzeń, z niskopienną roślinnością po bokach i ogromnym trawnikiem pośrodku. Okalają ją szpalery majestatycznych wiązów. Park zdobi pięć pomników i fontanna, którą cechuje klasyczna prostota. Dzieło, honorujące Josephine Lowell, filantropkę i założycielkę Charity Society, wykonał Charles Platt, wybitny architekt i jednocześnie wielki miłośnik renesansu.

Pora wychynąć poza Manhattan, na Staten Island, nie dalej niż do Rosebank, dawnej miejscowości letniskowej na północnym wybrzeżu. Na łagodnie opadającym pagórku stoi bezpretensjonalny dworek, z mansardowymi okienkami na piętrze, ozdobiony koronkowymi zwieńczeniami. Werandę na parterze oplatają zwoje bluszczu i wisterii. Roztacza się stąd wspaniały widok. Clear Comfort był od kilku pokoleń rodzinnym domem Austenów. Ostatnia z rodu, Alice, zmarła bezpotomnie. Nieudany związek rodziców raz na zawsze zraził do małżeństwa wyjątkowo przystojną pannę. Odziedziczony po dziadkach majątek umożliwił jej życie na odpowiedniej stopie, przebywanie w najlepszym towarzystwie i zagraniczne wojaże. Jej pasją stało się fotografowanie. Uznaje się ją nie tylko za pionierkę w tej dziedzinie, ale i za wielką artystkę. W dworku można bez trudu spędzić pół dnia, zapoznając się z » jej twórczością. Informacji zasięgniemy pod numerem telefonu: (718) 816-4506.

Najmniej znaną i ludną częścią Central Parku jest Conservatory Garden, może dlatego, iż otacza go wysokie ogrodzenie. Poza tym jedynie wejście znajduje się na Piątej Alei, na wysokości 104 Ulicy. Wiedzie doń wspaniała brama z kutego żelaza – dar Vanderbiltów. Otwierali ją kiedyś lokaje w liberii, gdy powozy podjeżdżały pod pałacową rezydencję z podwórcem przy 57 Ulicy. Założono go w 1937 roku na miejscu dawnej oranżerii, którą upamiętnia nazwa.

Najbardziej elegancki z nowojorskich ogrodów posiada greckie kolumny, pergole, majestatyczne schody, klomby, żywopłoty, cienistą alejkę i dwie fontanny. Prześlicznie zaaranżowane kwiaty zmieniają się wraz z porą roku. Jak w chińskim pudełeczku, składa się on z kilku ogródków. Środek zajmuje miniaturowy park angielski ze strzyżonym trawnikiem. Alejkę wysadzoną dzikimi jabłonkami kończy pergola, z której zwiesza się japońska wisteria. Po prawej stronie leży ogródek północny, gdzie rosną byliny, tworzące geometryczne desenie. Klasyczny ogród francuski posiada obowiązkowe vistas, które pozwalają na obejrzenie całości pod różnym kątem. Wokół małej sadzawki z wodotryskiem igrają trzy nimfy. Przywędrowały one tutaj z posiadłości Untermeyerów w dolinie Hudsonu. Pokazane na wystawie światowej w Brukseli w 1910 roku, przyniosły artyście, którym był Walter Schott, złoty medal. Wybitny rzeźbiarz niemiecki projektował otoczenie pałacu Sans-Souci, należącego do Fryderyka Wielkiego. Ogródek południowy przypomina nieco labirynt i jest podzielony na zakątki otoczone żywopłotami. Każdy z nich ma inny charakter, a wiejski ogródek sąsiaduje tu z egzotycznymi hibiskusami i wysokimi cannami (paciorecznikami). Wszędzie stoją stylowe ławeczki – idealne ustronie dla zakochanych. W środku ukrywa się tajemniczy ogród z sadzawką, porośniętą nenufarami. Jest on poświęcony Frances Hodgson Burnett, autorce tej ulubionej powieści. Panna Mary Kapryśnica wypatruje złotych rybek, zaś Dick przygrywa zwierzątkom na flecie. Romantyczny widoczek z fontanną upodobali sobie pejzażyści.

Greenacre jest perłą nowojorskich kaskad. Nieduża oaza przy 51 Ulicy, pomiędzy Drugą i Trzecią Aleją, została ufundowana w 1971 roku przez Abigail Rockefeller, z domu Mauze, która była żoną Johna D. Wielka miłośniczka, zarówno natury, jak i sztuki, powierzyła jej zaprojektowanie znanemu specjaliście od krajobrazu. Powstało istne cacko, które w dodatku sprawia przestrzenne wrażenie. Strumień wody, spływający po naturalnej skale, tworzy wymyślne kaskady. Wodospad tkwi niczym obrazek w obramowaniu bujnej roślinności. Atrakcyjne uzupełnienie stanowią drzewka z gatunku akacjowatych, gazony, ogrodowe krzesełka i stoliki.

Ogródek japoński w ogrodzie botanicznym na Brooklynie leży z dala od głównego traktu. Jest on dziełem Tokeo Schiota, jednego z największych artystów w tej dziedzinie, który przyjechał tu na zaproszenie dyrekcji w 1912 roku. W harmonii krajobrazów i klimatów widać rękę mistrza. Strumyk wije się tutaj pośród miniaturowych pagórków, spadając kaskadami w grotach. Położone nad sadzawką świątynki i XVII-wieczne latarnie z kamienia przenoszą nas w odmienny świat, gdzie spotykają się trzy religie: zen, buddyzm i szinto. Każda roślina ma tu swoją symboliczną wymowę. Dla Azjatów jest to miejsce kontemplacji. Zwykły zjadacz chleba cieszy się jego wysublimowanym pięknem, które sprawia kojące wrażenie.

Zajrzyjmy przy okazji do niedużego ogródka, przycupniętego w narożniku. Kultywuje się tu kwiaty i cytaty, a pomysł narodził się w wiktoriańskiej Anglii. Wielki bard wymienił aż 120 roślin w swoich utworach i tyleż sobie liczy szekspirowski ogródek z prawdziwego zdarzenia. Każdy okaz posiada tabliczkę z odpowiednim cytatem. Róża chlubi się najbardziej znanym i retorycznym pytaniem: – What is in a name? (Czymż jest imię) – z „Romea i Julii”.

Opisany tu tuzin stanowi niewielką próbkę, która – być może – pozwoli na zasmakowanie w zielonym Nowym Jorku. Miejski podróżnik ma szanse na zabawę w Kolumba.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 3 LATO 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.