Niedziela, 12 października 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
American Dream
Z wizytą w domu Moniki i Arka Bagińskich
Wzdłuż drogi do West Milford w New Jersey ciągną się gęste lasy, wśród których z rzadka tylko wyłaniają się domy. Jeden z nich należy do rodziny Bagińskich: Arka (35 lat), jego żony Moniki (32 lata) i ich synka Noah (5 lat). W zalanej słońcem przestrzeni zapach drzew miesza się z wonią grillowanych potraw. Gospodarze, szykując się do lunchu, chętnie opowiadają o swojej siedzibie, w której projektowanie i urządzenie – jak mówią – włożyli całe swoje serce.
Na odludziu jest spokój
8 lat temu Bagińscy zaczęli szukać działki pod budowę domu. Mieszkali wtedy w Elmwood Park w New Jersey, a firma Arka znajdowała się, podobnie jak i dziś, w Garfield. Arek zaczynał się tam dusić. Korki, ciasna zabudowa miast New Jersey, urywający się w pracy telefon, baczne oczy sąsiadów, które czuł na sobie za każdym razem, kiedy wchodził do basenu... Stwierdzili, że są gotowi do przeprowadzki. West Milford – położone na północnym zachodzie New Jersey, zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy ze stanem Nowy Jork – wydawało się idealne. Jeszcze kilka lat temu okolica ta była niemal niezamieszkana, ale w pewnym momencie zainteresowanie tymi terenami znacznie wzrosło i wkoło działki Bagińskich zaczęły powstawać ekskluzywne rezydencje.
Dzieło wyobraźni
Budowa rezydencji trwała dwa lata, a ostatecznie rodzina wprowadziła się do niej 1,5 roku temu. Powierzchnia domu jest imponująca – 4500 stóp kw. (418 metrów kw.), a składają się na nią m.in.: cztery sypialnie i pięć łazienek, kuchnia oraz wiele innych pomieszczeń. Całość projektu to dzieło wyobraźni właścicieli, choć przyznają, że obserwowali innych. „Jeździliśmy na open houses, żeby wiedzieć, co nam się podoba, trochę podpatrywałem wnętrza w domach, w których pracowałem, czerpaliśmy też inspiracje z miejsc, w które jeździliśmy na wakacje” – mówi Arek. Potem zaczęli swoje pomysły przekładać na papier, a architekt zamienił je w profesjonalny projekt.
Efekt finalny robi wrażenie. Już po przekroczeniu progu rzucają się w oczy niezwykłe schody w kształcie litery „Y” prowadzące na piętro. To pomysł Arka: „Chciałem, żeby coś przykuwało uwagę zaraz po wejściu do domu. Dlatego postanowiliśmy te schody rozdzielić u góry. W ten sposób podzieliliśmy też optycznie cały środek tej przestrzeni”.
Na parterze domu, w głębi za schodami, rozciągają się połączone ze sobą – salon, jadalnia, kuchnia i bar. „Zrobiliśmy otwarty dół, gdyż chcieliśmy, żeby w domu było przestrzennie” – wyjaśnia Arek, który sam wymyślił architekturę nie tylko bryły zewnętrznej domu, ale i układ funkcjonalny. Jego pomysłem są powtarzające się antresole, kolumny oraz stiuki jako dominujący rodzaj wykończenia ścian.
Z kolei wystrój wnętrz to dzieło Moniki, która pracowała nad tym z designerami z firmy Ethan Allen. Zaczęli od dywanów, potem dobrali meble, a na końcu kolory ścian i zasłony. Często trochę na zasadzie kontrastu, bo jak mówią, oboje lubią zarówno ciemne, jak i jasne kolory. Na przykład w salonie do ścian koloru piaskowego dobrali ciemne skórzane meble. Kontrast podkreśla także ciemna podłoga z drewna wiśniowego, przechodząca w hallu w jasny granit. W kuchni z kolei białe meble przeplatają się z ciemnobrązowymi.
Jedynym wyizolowanym pokojem parteru jest gabinet Arka – cały wyłożony wiśniowym drewnem, włącznie ze ścianami i z kasetonami na suficie. Zarówno gabinet, jak i salon zdobią zdjęcia rodzinne i pamiątki z wycieczek na wyspy Arubę i St. Thomas, do Meksyku i Polski... Każdy z członków rodziny ma przy tym kolekcję swoich ulubionych souvenirów z wakacji. Arek na przykład zawsze kupuje maski, Monika żółwie, a Noah grzechotki.
Wszystkie sypialnie usytuowane są na piętrze. Po prawej stronie schodów znajduje się sypialnia dla gości i pokoje Noah, jedyne o ciemnych oliwkowych ścianach. Tu także mieszka jeszcze jeden mieszkaniec rezydencji Bagińskich – ukochany psiak Sparky.
Po lewej stronie schodów znajduje się obszerna sypialnia Moniki i Arka, także z meblami Ethana Allena. Ciekawym elementem umieszczonego centralnie ogromnych rozmiarów łóżka są przystawione do niego malutkie schodki.
Tuż obok sypialni jest pokój wypoczynkowy, gdzie Arek lubi ochłonąć po pracy, poczytać czy pooglądać telewizję… Ciemnoczerwone zasłony wśród piaskowych ścian, puf, na którym można wygodnie położyć nogi, azjatycka komoda z ciemnego drewna – to wszystko, jak twierdzi, sprzyja wyciszeniu.
Małżonkowie w czasie wolnym lubią wraz z synem przesiadywać przed kominkiem, a mają ich cztery. „Lubię kominek, ciepło ognia. Dzięki niemu czuję, że dom ma duszę” – podkreśla Arek.
Relaksowi domowników sprzyja także łazienka. Ogromna wanna z jacuzzi, marmurowa posadzka, świece i prysznic z 8 głowicami, które można ustawiać na różne opcje, z masażem wodnym włącznie – wszystko to zachęca do spędzenia tu wielu godzin.
Ponieważ dom jest duży, czasami członkowie rodziny muszą porozumiewać się przez intercom. W różnych pomieszczeniach zainstalowano więc aż trzy systemy nagłośnienia. Pierwszy, przez który można rozmawiać i słuchać muzyki z radia czy płyt kompaktowych, drugi, który odtwarza muzykę na zewnątrz domu, i trzeci gra muzykę tylko w jadalni.
Grill nad basenem
Bagińscy bardzo lubią organizować przyjęcia w ogrodzie, przy podświetlanym basenie, którego częścią jest jacuzzi, mały wodospad i zjeżdżalnia dla Noah. Wrażenie robi też tzw. invisible edge, czyli tak uformowana krawędź basenu, która sprawia wrażenie nieciągłości. Jego wybudowanie wcale nie było takie proste. Kiedy bowiem Arek kupił tę działkę, w miejscu, gdzie teraz jest dom, było wzniesienie. Basen wypadał akurat na jego zboczu. „Czubek tego wzgórza został ścięty, co kosztowało nas dużo pracy. Najtrudniejsze jednak było zrobienie na jego zboczu basenu – wspomina Arek. – W tym celu nawieźliśmy tam 360 ciężarówek ziemi, którą warstwa po warstwie ubijaliśmy i dopiero na tej podstawie powstał basen”.
Przy basenie stoi piętrowy domek kąpielowy z kuchnią i łazienką. Tu można się przebrać, odpocząć, a na pięterku zagrać w bilard. „W Elmwood Park, kiedy dzieci przychodziły kąpać się w basenie, to w całym domu było mokro – śmieje się Monika. – A teraz jak jest mokro, to tylko tutaj”.
Ogród wymaga jeszcze prac wykończeniowych. „To w sumie 4 akry ziemi, więc wciąż czeka mnie sporo pracy. Chcę zrobić z tyłu mały park oraz kort tenisowy. Na samym końcu działki jest rzeka, do której kiedyś będzie prowadziła ścieżka” – opisuje Arek. Tutaj Noah ma swój plac zabaw z małym boiskiem, zjeżdżalnią i huśtawkami, a teraz tata buduje mu na drzewie domek do zabawy .
Dodatkową atrakcją ich działki jest to, że zaczyna się na niej ścieżka, która prowadzi do upstate New York przez same lasy i łąki, omijając drogi i autostrady. Często Arek wsiada na 4-kołowy motor z Noah i jadą w góry, jak mówi, gdzie ich oczy poniosą.
Sny w Ameryce się spełniają
Arek i Monika właściwie wszystko zrobili sami, od projektu, przez budowę, po urządzanie domu. Pomogli im oczywiście przyjaciele, z których jeden jest hydraulikiem, i rodzina – szwagier Moniki jest elektrykiem. Notabene prawie wszystkie ekipy, które Arek wynajmował do pomocy, składały się z polskich fachowców. „Pracowali tu polscy murarze, barierki robił polski rzemieślnik, marmury i łazienki też robili polscy chłopcy, którzy mieli firmy w Garfield, po sąsiedzku”.
Arek wie, że do Polski nigdy na stałe nie wróci. Tu znalazł swój dom, w który, jak mówi, włożył duszę. Tu osiągnął sukces, o jakim w rodzinnym Białymstoku nie mógłby pewnie marzyć. Z Polski wyjechał tuż przed ukończeniem technikum mechanicznego. Trochę go ciągnęło do czegoś nowego, trochę uciekał przed wojskiem. O wizie do Stanów Arek nie mógł wtedy marzyć, ale jakoś udało mu się załatwić wizę do Meksyku, dokąd pojechał z pięcioma kolegami. Przeszli zieloną granicę w okolicach Tijuany. Przewodnikowi, który ich szczęśliwie przeprowadził, zapłacili po 700 dolarów. W Kalifornii mieli adres Polki, która pomagała nowo przybyłym imigrantom. Z jej pomocą kupili bilety do Newarku i od tego czasu Arek mieszka w New Jersey.
Kiedy przyjechał do USA w 1990 roku, miał 19 lat i nie znał nawet słowa po angielsku. Udało mu się dostać pracę „na dachach” w amerykańskiej firmie Continental Roof, a w międzyczasie uczył się języka, którym dziś doskonale włada. W firmie pracował przez 5 lat, a kiedy upadła, założył swoją własną. Skromną, 3-osobową, która powoli zaczęła się jednak rozwijać. W tej chwili na etacie pracuje w niej około 50 ludzi, a na kontraktach drugie tyle. Około 40 pracowników to Polacy. Firma ciągle się rozwija. „Początkowo robiliśmy tylko dachy – mówi Arek. – Teraz budujemy też restauracje, odnawiamy hotele, szpitale itp.”.
Na swój sukces Arek pracuje bardzo ciężko. Każdego dnia wyjeżdża z domu około 5 rano. Jak mówi, „lubi wcześnie zacząć dzień, zjeść z pracownikami śniadanie, wiedzieć, co się dzieje w ich życiu”. Do domu wraca wieczorem, je obiad z rodziną, bawi się z Noah. A przy sobotnim grillu myśli o kolejnych projektach. Planują kiedyś z Moniką wybudować drugi dom, ale póki co, wciąż jeszcze czeka ich dużo pracy w West Milford. Dzielnie pomaga im też Noah, który szczególnie uwielbia wszelkie prace ogrodowe. 5-latek także swoją przyszłość już przemyślał, mówi, że chce „pracować na dachach i mieć sklep ze słodyczami”.
Artykuły z numeru:
NR 3 LATO 2005
- American Dream - Ewa Kern-Jędrychowska
- Biała lilia Mazur - Aneta Sadowska
- Dom rodzinny Ernesta Hemingwaya - Danuta Peszyńska
- Dom z duszą -
- Gorący rynek - Aneta Sadowska
- Home equity loan - Tomasz Deptuła
- Jacek Poniedziałek - Aneta Sadowska
- Królowa kwiatów - Małgorzata Sulewska
- Mali projektanci wnętrz -
- Meble w PRL - Jan Latus
- Minimalizm barokowy ...pilnie poszukiwany - Agata Ostrowska-Galanis
- Przyjemność grillowania - Aneta Sadowska
- San Francisco nie ściernisko - Tomasz Deptuła
- Uwaga alarm! - Piotr Leonowicz
- Wybieramy lodówkę - Jolanta Wysocka
- Z otwartym dachem - Marek Siodłoczek
- Zielone Jabłko - Halina Niedzielska
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK









