Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Meble w PRL

Jak to Kowalski położył się na amerykance



Danuty spodziewaliśmy się za 3 miesiące. Jej przyjazd, niestety, opóźnił się (jechała z daleka, aż z zagranicy) – zagościła w naszym domu dopiero po roku. Niestety, nie wyglądała tak jak na zdjęciu: utykała na jedną nogę i miała kilka zadrapań, ale machnęliśmy na to ręką.

Danuta przyjechała z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jej wygląd zadawał kłam stereotypowym podziałom na białych i czarnych: boki miała z białego laminatu, drzwiczki zaś wyklejone imitacją ciemnego forniru. Składała się z czterech regałów z nadbudówkami, szafy, stołu i stolika-jamnika. Miała półki na książki, szafki na bieliznę, no i najważniejszy element każdej meblościanki: otwierany do dołu pulpit, tworzący coś na kształt sekretarzyka. W środku sekretarzyka było coś w rodzaju sejfu, zamykanego na kluczyk z cienkiej blachy. Danuta kosztowała 28 tysięcy złotych, równowartość rocznych zarobków.

W drugim pokoju warszawskiego mieszkania, w którym ciągle mieszkają moi rodzice, stoi inny komplet produkcji NRD. Ten jest wyklejony okładziną imitującą lakier, pod którą jest powłoka plastiku imitującego fornir imitujący jesion. Ta meblościanka ma barek z półeczkami ze szkła, tylną ścianką wyłożoną lustrem i przyczepioną powyżej deszczułką-gzymsikiem, stanowiącą estetyczną osłonę dla ewentualnej jarzeniówki. Także ten komplet ma sekretarzyk i sejfik, a kluczyk do niego pasuje także do sejfiku w pokoju obok.

Nie tylko meble produkcji wschodnioniemieckiej stanowiły wyposażenie mojego mieszkania. W przedpokoju stał wielki regał ze ścianek paździerzowych, które każdy Kowalski – stąd nazwa mebli – musiał skręcić sobie sam w domu. Drzwiczki powleczone są co prawda imitacją lakieru i forniru, jednakże widać, że to nie niemiecka robota.

Mieszkanie urządzone zostało przez moich rodziców, przez wiele lat i z wielkim mozołem, w latach 70. Poprzednia dekada odeszła w niepamięć wraz z wyrzuconymi na śmietnik lub wsadzonymi do jakichś domów na działkach normalnymi meblami. Szafy, etażerki, okrągły, rozkładany w razie potrzeby stół, tapczan... meble te wykonane zostały przez normalnych stolarzy z normalnego drewna orzechowego i powleczone fornirem, jak Bóg przykazał. Takie meble zapełniały polskie domy i mieszkania przed wojną i po wojnie – aż nastała nowoczesność. Precz z żyrandolami – niech żyją pseudonowoczesne reflektorki. Wyrzućmy zagracające pokoje szafy i stoły – zabudujmy ściany meblościanką! Przyszły czasy pozornej prosperity i nowoczesności, wymian warszaw na fiaty, przemalowywania ścian, wstawiania do meblościanek kolorowych telewizorów, następnie ustawiania naprzeciwko nich kanap oraz stołu-jamnika, na którym – niziutko, tuż nad podłogą, akurat dla jamnika – stawiano kanapki i filiżanki z kawą.

W owych latach nie kupowano mebli (jak zresztą niczego), ot tak, w sklepie. Udawano się do magazynów, zwanych salonami meblowymi, aby przepychać się przez stłoczone obok siebie rozkładane kanapy zwane z francuska wersalkami, rozkładane do spania fotele zwane z amerykańska amerykankami czy też długie regały, z których wyciągało się tapczan, niczym w kolejowym wagonie sypialnym.

Na niektórych wersalkach widniała cena. Na wielu kartka: „Termin realizowania zapisów: 3 kwartały” albo: „Towar wybrakowany”. Na większości jednak był napis: „Sprzedane”.

Ludzie przeciskali się pomiędzy sięgającymi sufitu regałami, między porysowanymi w czasie transportu półkami i stołami z powyłamywanymi nogami. Pytali o kierownika, potem do niego szeptali i wciskali mu coś w rękę. Może da znać, jak rzucą krzesła...

Alternatywą były zapisy. Kolejka ustawiała się już w nocy, aby w mroźny poranek wpisać się na listę oczekujących na Danutę, Henryka i Izabellę. Meble nazywane były bowiem ludzkimi imionami, i to bez względu na kraj, w którym je wyprodukowano. Za luksus uchodziły meble prawie-że-zachodnie, czyli jugosłowiańskie, które posiadały wręcz osobny pawilon w Warszawie. Oczko niżej były produkty niemieckie. Jeszcze niżej – czeskie i węgierskie. Na dnie hierarchii były wspomniane już zestawy do własnoręcznego ześrubowania przez Kowalskich oraz wyroby z Wyszkowa, wyróżniające się jednorodnym design: smukłymi, toczonym z drewna nóżkami oraz lustrzanym fornirem w kolorze mahoniowo-buraczkowym.

Ludzie starali się wykorzystać każdą lukę i wnękę w ciasnych mieszkankach. Kanapa musiała więc być rozkładana. Pod niewygodnym materacem ze ścisłej gąbki montowano samodzielnie, dając zarobić prywatnej inicjatywie, skrzynie na pościel. W owych czasach bowiem, droga młodzieży, łóżka musiano słać na dzień, gdy żyły drugim życiem: wersalki naprzeciwko kolorowego telewizora.

I takeśmy sobie żyli: w mieszkaniach z wielkiej płyty ze ścianami pokrytymi zmywalną tapetą, do złudzenia imitującą drewno schroniska górskiego. Z podłogami wyklejonymi – natychmiast wycierającym się na środku podłogi – linoleum lub płytkami PCV w kolorze brudnoszarym. Kafelki i płytki terakotowe w łazienkach były luksusem; przeważały okładziny o fakturze granitowej płyty nagrobkowej. Na ścianie wesoło gwizdał, a czasem – wybuchał, piecyk gazowy. Ciurkały krany, zaciekał zlew, zalewała się podłoga, a owinięty wokół kranu nad wanną prysznic na gumowym wężu zachęcał do autoerotycznych igraszek.

Tak mieszkaliśmy przez całe 50 lat od wojny. Dzisiejsze wnętrza polskich domów – z niemieckimi bateriami, hiszpańską glazurą i nowoczesnym melanżem włosko-niemiecko-polskim w pokojach mieszkalnych – są chyba najbardziej uderzającą gości zza oceanu zmianą w kraju. Nie ma już zapisów, nie ma łapówek; nie ma już nawet NRD i Jugosławii.

Tylko Danuta zasiedziała się u moich rodziców... a co tam, niech już staruszka zostanie.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 3 LATO 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.