Piątek, 30 lipca 2010
Aktualny numer NR 13 ZIMA 2009
Minimalizm barokowy ...pilnie poszukiwany
Elżbieta najlepiej odpoczywa w swoim madryckim lofcie i nowojorskim mieszkaniu przy Central Parku. Tu stworzyła dom, w którym połączyła wszystkie trzy kultury, w których wyrosła: hiszpańską, amerykańską i polską.
„To miejsce – Elżbieta Lipton szerokim gestem pokazuje rozległy apartament przy 59 Ulicy, tuż przy Central Parku na Manhattanie – to wierna kopia naszego mieszkania w Madrycie. Ta sama przestrzeń, światło, meble, energia, inny jest tylko widok za oknem i odgłos zapędzonej codziennym życiem ulicy”. Państwo Liptonowie przyjechali tu w 1975 roku. „Nie chciałam opuszczać Madrytu, ale uległam chorobie ojca i namowom męża – inżyniera, który zmęczony nieustannymi podróżami po świecie, zatęsknił za swoim nowojorskim biurem”.
Projektując mieszkanie postawili na minimalizm. „Mniej znaczy więcej” – wyjaśnia Elżbieta, której wysmakowane projekty dekoratorskie uświetniły już niejedno wnętrze. Wielomiesięczne wędrówki po świecie, obserwacje odmiennych kultur i ludzi utwierdziły ją w przekonaniu, że przedmioty, w posiadanie których wchodzimy w różnych etapach życia, można łączyć na zasadzie kontrastu, komponować w dowolne grupy, ale zawsze tak, by wnętrza nie uległy przeładowaniu. „Ludzie mają tendencję do gromadzenia, upychania. Przeprowadzają się z jednego mieszkania do drugiego, starając się, wbrew logice i wszelkim prawom fizyki, zmieścić całą jego zawartość w znacznie mniejszym wnętrzu. Czy może być coś gorszego niż gruba kobieta, która na siłę chce wejść w zbyt ciasny gorset?”.
Przy projektowaniu wnętrz Elżbieta zwraca uwagę na tryb życia właścicieli, ich wiek, zainteresowania, potrzeby. Wiele godzin spędza na rozmowach i obserwacjach – bardzo ceni zdanie dzieci, wszystkie spostrzeżenia notuje, budując profil klienta. „Inaczej powinien wyglądać dom nocnego marka, inaczej osoby, która lubi wstawać o świcie. To samo dotyczy położenia geograficznego obiektu. Budownictwo w krajach śródziemnomorskich opiera się na gaszeniu światła zewnętrznego, podczas gdy kraje północnoeuropejskie czy miasta takie jak Nowy Jork robią wszystko, by tego światła zatrzymać jak najwięcej. Ogólna zasada brzmi – im barwniejsza, ciekawsza i bardziej słoneczna ulica, tym ciemniejsze, chłodniejsze i mroczniejsze stają się wnętrza”.
Nowojorskie mieszkanie państwa Liptonów na 22. piętrze tonie w południowym słońcu. „Elementem wyjściowym dla planów architektonicznych były tu meble, które przywiozłam z Chicago, a wcześniej z Madrytu. Mówiąc o meblach mam tak naprawdę na myśli ich nietypowe nogi, które zawsze ustawiam obok siebie na zasadzie kontrastu albo rytmicznej harmonii. Forma i linia nóg idealnie określają wiek mebla. To właśnie obiekty dekoratorskie, do których zaliczane są również meble, stają się abstrakcyjną podstawą projektu, tworzą przestrzeń, albo ją zabijają.
Przy projektowaniu wnętrz Elżbieta zwraca uwagę na tryb życia właścicieli, ich wiek, zainteresowania, potrzeby. Wiele godzin spędza na rozmowach i obserwacjach – bardzo ceni zdanie dzieci, wszystkie spostrzeżenia notuje, budując profil klienta. „Inaczej powinien wyglądać dom nocnego marka, inaczej osoby, która lubi wstawać o świcie. To samo dotyczy położenia geograficznego obiektu. Budownictwo w krajach śródziemnomorskich opiera się na gaszeniu światła zewnętrznego, podczas gdy kraje północnoeuropejskie czy miasta takie jak Nowy Jork robią wszystko, by tego światła zatrzymać jak najwięcej. Ogólna zasada brzmi – im barwniejsza, ciekawsza i bardziej słoneczna ulica, tym ciemniejsze, chłodniejsze i mroczniejsze stają się wnętrza”.
Nowojorskie mieszkanie państwa Liptonów na 22. piętrze tonie w południowym słońcu. „Elementem wyjściowym dla planów architektonicznych były tu meble, które przywiozłam z Chicago, a wcześniej z Madrytu. Mówiąc o meblach mam tak naprawdę na myśli ich nietypowe nogi, które zawsze ustawiam obok siebie na zasadzie kontrastu albo rytmicznej harmonii. Forma i linia nóg idealnie określają wiek mebla. To właśnie obiekty dekoratorskie, do których zaliczane są również meble, stają się abstrakcyjną podstawą projektu, tworzą przestrzeń, albo ją zabijają.
Znakiem firmowym Elżbiety są meble, nie-meble, zabawne dekoratorskie formy wyrastające wprost z podłogi albo ze ściany. Tak powstają cementowo-szklane półki i drewniane podstawy do siedzenia, które znakomicie mieszają się z innymi stylami pomieszczenia. Jak z antykami, które Elżbieta kolekcjonuje przez całe życie. Czy może być coś piękniejszego niż angielskie Queen Ann czy William i Mary z XVII wieku, Biedermeier w połączeniu z nowoczesnymi klasykami? Albo meble z baroku hiszpańskiego tuż obok rzędu krzeseł Barcelona Mies van der Rohe z końca lat 20. Elżbieta wie, że czas weryfikuje nowoczesność mebla. Co dziś jest nowe, jutro będzie należało do przeszłości.
O swojej przeszłości mówi pogodnie, choć los nie oszczędził jej trudnych chwil i cierpienia. „Wojna nauczyła mnie pokory, pokazała, jak kruchy jest świat, który nas otacza, jak wątłe są nasze marzenia i plany. Jednego dnia miałam wszystko – najcieńszą porcelanę, służącą, guwernantkę, drugiego głód zmuszał mnie do kradzieży jajka”. Uratowała się dzięki pomocy dobrych ludzi. Tygodnie tułaczki przez Francję, Hiszpanię, Portugalię, nawet Niemcy zakończyły się pomyślnie. W 1941 roku trafiła do Ameryki jako mała uciekinierka wojenna. Szybko wyszła za mąż za przystojnego Francuza Michela Liptona, którego, podobnie jak ją, przygoniła tu wojna. Zaproponowano im pracę w Hiszpanii, a to otworzyło przed nimi nowy, fascynujący etap życia.
W Hiszpanii zakochała się od razu. Gorąco, namiętnie i z wzajemnością. Fascynacją tym niezwykłym krajem i jego językiem zaraziła syna i wnuka, którzy tam właśnie postanowili ułożyć sobie życie. „Myślę, że zderzenie z klimatem madryckim było dla mnie fantazyjną reinkarnacją przedwojennej Warszawy. To jedyne prawdziwe wspomnienie o Polsce, jakie mam. Dzisiejszego kraju muszę się jeszcze nauczyć, zrozumieć, lepiej go poznać. Jadę do Polski, by odszukać dzieciństwo i... wracam zawiedziona, a może raczej przestraszona, że ono już nie istnieje. Myślę, że uciekając z Polski, byłam zbyt młoda, by np. zrozumieć wielkość i prawdziwe piękno Krakowa. Kto jednak wtedy w tak dramatycznych i ciężkich czasach, gdy na szali stawiano ludzkie życie, zastanawiał się nad wyjątkowością architektury i zwykłym urokiem krakowskiej ulicy?”
Z dzieciństwa pamięta elegancki dom, pełen książek i najprzedniejszych dzieł sztuki oraz... typową dla jedynaczki samotność. Najmilej wspomina jednak wizyty zaprzyjaźnionych artystów – Witkacego, Rotha, Schulza, Marii Dąbrowskiej, Wierzyńskiego, Iwaszkiewicza, którzy w krótkim czasie z mieszkania państwa Wittlinów przy ulicy Jarosława Dąbrowskiego numer 58 (Szustra) uczynili jeden z najpopularniejszych przedwojennych salonów literacko-artystycznych.
O swojej przeszłości mówi pogodnie, choć los nie oszczędził jej trudnych chwil i cierpienia. „Wojna nauczyła mnie pokory, pokazała, jak kruchy jest świat, który nas otacza, jak wątłe są nasze marzenia i plany. Jednego dnia miałam wszystko – najcieńszą porcelanę, służącą, guwernantkę, drugiego głód zmuszał mnie do kradzieży jajka”. Uratowała się dzięki pomocy dobrych ludzi. Tygodnie tułaczki przez Francję, Hiszpanię, Portugalię, nawet Niemcy zakończyły się pomyślnie. W 1941 roku trafiła do Ameryki jako mała uciekinierka wojenna. Szybko wyszła za mąż za przystojnego Francuza Michela Liptona, którego, podobnie jak ją, przygoniła tu wojna. Zaproponowano im pracę w Hiszpanii, a to otworzyło przed nimi nowy, fascynujący etap życia.
W Hiszpanii zakochała się od razu. Gorąco, namiętnie i z wzajemnością. Fascynacją tym niezwykłym krajem i jego językiem zaraziła syna i wnuka, którzy tam właśnie postanowili ułożyć sobie życie. „Myślę, że zderzenie z klimatem madryckim było dla mnie fantazyjną reinkarnacją przedwojennej Warszawy. To jedyne prawdziwe wspomnienie o Polsce, jakie mam. Dzisiejszego kraju muszę się jeszcze nauczyć, zrozumieć, lepiej go poznać. Jadę do Polski, by odszukać dzieciństwo i... wracam zawiedziona, a może raczej przestraszona, że ono już nie istnieje. Myślę, że uciekając z Polski, byłam zbyt młoda, by np. zrozumieć wielkość i prawdziwe piękno Krakowa. Kto jednak wtedy w tak dramatycznych i ciężkich czasach, gdy na szali stawiano ludzkie życie, zastanawiał się nad wyjątkowością architektury i zwykłym urokiem krakowskiej ulicy?”
Z dzieciństwa pamięta elegancki dom, pełen książek i najprzedniejszych dzieł sztuki oraz... typową dla jedynaczki samotność. Najmilej wspomina jednak wizyty zaprzyjaźnionych artystów – Witkacego, Rotha, Schulza, Marii Dąbrowskiej, Wierzyńskiego, Iwaszkiewicza, którzy w krótkim czasie z mieszkania państwa Wittlinów przy ulicy Jarosława Dąbrowskiego numer 58 (Szustra) uczynili jeden z najpopularniejszych przedwojennych salonów literacko-artystycznych.
„Ojciec był wtedy bardzo popularny, dużo bardziej niż teraz, bo jak pokazała historia, anonimowość emigracji jest dla artysty prawdziwym koszmarem. Wszyscy cenili go za poglądy pacyfistyczne i głos poetycki, również w prozie. Gdy wybuchła wojna, matka, przeczuwając najgorsze, wysłała go do Paryża. Do Polski tak naprawdę nigdy nie mógł wrócić, choć było to jego jedynym prawdziwym marzeniem”.
Wspomnieniem tamtych beztroskich czasów są dwa portrety Józefa Wittlina namalowane przez jego przyjaciół Czapskiego i Topolskiego. W poszukiwaniu opowieści o świetności polskiej literatury Elżbieta nawiązała korespondencję z Janem Zielińskim, znakomitym krytykiem literatury polskiej, autorem książek o Słowackim i Czapskim, a także z Anną i Mirosławem Supruniukami, dyrektorami Biblioteki i Muzeum Emigracyjnego w Toruniu. „Jest to dla mnie zawsze bardzo świeże i ważne przeżycie. Myślę, że to dzięki lekturze polskich książek odkryłam w sobie następną życiową pasję – fascynację teatrem.
Projektowanie wnętrz traktuję jak teatr życia. Jesteś stary, chory, ale twój dom może być oazą, miejscem radości i wytchnienia. Z teatrem prawdziwym jest nieraz zupełnie odwrotnie. Staramy się obrzydzać, psuć doskonały obraz w imię zawartych w sztuce treści. Przykładem jest tutaj przygotowana przeze mnie na madrycką scenę Iwona księżniczka Burgunda”.
Zapytana o wpływ ojca na swoje zainteresowania artystyczne, uśmiecha się zagadkowo. „Ojciec nauczył mnie miłości do muzyki, gorzej było z literaturą i sztuką. Czasami wydaje mi się, że był skrępowany udzielaniem mi lekcji w dziedzinie, w której był tak doskonały. Literaturą samą w sobie zainteresowałam się na dobre podczas pobytu w Hiszpanii. Były to czasy generała Franco i wzorem moich przodków nasz madrycki dom stał się kolejnym salonem artystycznym, schronieniem dla młodych zbuntowanych i ciekawych życia twórców. Tam czytało się literaturę, recytowało wiersze, wymieniało poglądy na temat ulepszania świata”.
Kontynuacją hiszpańskiej tradycji jest dom nowojorski. Choć nie tak prężnie działający jak poprzedni, od lat bywa w nim grupka chętnych do dyskusji pasjonatów. „Instytucja salonu artystycznego była za czasów moich rodziców czymś zwykłym i codziennym. W Ameryce spotkałam się z tym po raz pierwszy w Chicago u Marii Lilien, znakomitej architektki, asystentki Franka Lloyda Wrighta i serdecznej przyjaciółki moich rodziców. U niej poznałam między innymi Ewę Mayerhoff, dziś bardzo ważną osobę w moim życiu, pierwszy raz zobaczyłam polskich górali, zdobyłam wielu cennych, prężnych zawodowo klientów”.
Elżbieta twierdzi, że w swoim odkrywaniu polskości zauważyła wśród nas, zgromadzonych tu Polaków, wiele różnic. Jedna z nich to wymieszanie kultur. W odróżnieniu od innych miejsc skupiających Polaków Nowy Jork jest jedynym, gdzie polskie towarzystwo tak znakomicie komponuje się z hiszpańskim i południowoamerykańskim. „W świecie sztuki tak naprawdę liczy się jeden język, który potrafi połączyć wszystkie kultury, język artystycznej ekspresji”. Na potwierdzenie swoich słów Elżbieta prowadzi nas do domowej galerii sztuki. Na ścianach cała kolekcja w najlepszym gatunku: litografia z Modiglianiego Jacques’a Villona, którą Elżbieta kupiła za pieniądze przeznaczone na małżeńskie łoże, dwa obrazki Braque’a, Starowieyskiego, Tapiesa czy tak ukochana przez nią akwarela Vuillarda... „Lubię przywiązywać się do dzieł sztuki, do przedmiotów pięknych, z duszą, rzeczy w stylu polskiego ŁAD-u – mówi Elżbieta – czy hiszpańskich mebli z XVII wieku, słynnych ze swej praktyczności i mobilności. Wyposażone w metalowe rączki dawały się łatwo przestawiać, stając się podstawowym elementem dekoracyjno-praktycznym każdego szanującego się domu”. Szczególnym sentymentem pani domu darzy kolekcję rzeźb religijnych, od romańskich po wczesnogotyckie i orientalne.
Nowym dodatkiem do kolekcji jest drewniany Chrystus na metalu, polski obrazek, który pomyłkowo sprzedano Elżbiecie jako wytwór kultury południowoamerykańskiej. Rzeźby najchętniej kupuje w sklepach z antykami i na pchlich targach. Przywozi je z całego świata. Dzięki mężowi, który kierował budową lotnisk w różnych miejscach na świecie, zwiedziła najpiękniejsze zakątki Syrii, Arabii Saudyjskiej i Afryki. Zakochany w afrykańskich krajach Michel twierdził, że tu właśnie Bóg stworzył świat. Z podróży tych pochodzi między innymi wspaniała kolekcja kasetonów wysadzanych muszlami i kością słoniową słynnych hiszpańskich skrzyń vargueno. „Lata całe wmawiam sobie, że przywiązywanie się do rzeczy materialnych jest nieetyczne i niewłaściwe, ale bez moich pamiątek i zapisanych w nich wspomnień nie potrafię chyba żyć”.
Elżbieta Lipton jest członkiem American Society of Interior Designers i czynnie zajmuje się projektowaniem wnętrz. Kontakt: em.lipton@earthlink.net
Elżbieta Lipton jest członkiem American Society of Interior Designers i czynnie zajmuje się projektowaniem wnętrz. Kontakt: em.lipton@earthlink.net
napisany przez 11:03 25-03-2008 Elżbieta Sawka - Jankowska
Prawdziwy skrawek pieknej polskiej histori. My w Polsce prawie nic nie wiemy o Polakach żyjących poza granicami naszego kraju a też cenna wiedza dla młodych ludzi. Dziś w Polsce mówi sie o wszystkim ale najmniej o samych polakach. życzę wszystkiego najlepszego Pani Elżbiecie Lipton.
Artykuły z numeru:
NR 3 LATO 2005
- American Dream - Ewa Kern-Jędrychowska
- Biała lilia Mazur - Aneta Sadowska
- Dom rodzinny Ernesta Hemingwaya - Danuta Peszyńska
- Dom z duszą -
- Gorący rynek - Aneta Sadowska
- Home equity loan - Tomasz Deptuła
- Jacek Poniedziałek - Aneta Sadowska
- Królowa kwiatów - Małgorzata Sulewska
- Mali projektanci wnętrz -
- Meble w PRL - Jan Latus
- Minimalizm barokowy ...pilnie poszukiwany - Agata Ostrowska-Galanis
- Przyjemność grillowania - Aneta Sadowska
- San Francisco nie ściernisko - Tomasz Deptuła
- Uwaga alarm! - Piotr Leonowicz
- Wybieramy lodówkę - Jolanta Wysocka
- Z otwartym dachem - Marek Siodłoczek
- Zielone Jabłko - Halina Niedzielska
Najczęściej czytane
Numer 13 jest ostatnim drukowanym wydaniem magazynu Twój Dom. Zapraszamy do czytania magazynu na naszej stronie internetowej.
