Barwy jesieni
Amerykańska jesień wydaje się wielkim bezpłatnym spektaklem, wyreżyserowanym przez malarzy. Tu i ówdzie widać delikatne muśnięcia i przymglone barwy dokonane pędzlem impresjonisty.
Kontrastują z nimi głębsze tonacje – zieleń niechętnie ustępuje pola, uwidaczniając ostre kontury nakreślone przez ekspresjonistę.
Metamorfoza przebiega zwolna, aż listowie zostanie przesycone kolorem. W finale przedstawienia lasy dosłownie płoną od czerwieni i złota, a subtelne różnice w odcieniach uwydatniają rudawe brązy.
Jesień w całej krasie wędruje z Maine na południe, a za nią podążają jej miłośnicy. Sezonowy dramat nabiera dodatkowych walorów estetycznych, gdy odbywa się w odpowiednich dekoracjach. Po co daleko szukać, wyprawiając się do Vermontu czy New Hampshire. Stan Nowy Jork posiada równie piękne krajobrazy, z przewagą drzew liściastych rozmaitych gatunków. A najbliżej i najciekawiej jest w Mohonku i Minnewasce, które leżą w Shawangunks, czyli Gunks w popularnym zdrobnieniu.
Należą one do najbardziej malowniczych gór w okolicy Wielkiego Jabłka. Za niezwykłym ukształtowaniem terenu kryje się bujna przeszłość geologiczna, na którą składały się wypiętrzenia, działalność wulkaniczna, pofałdowania utworzone przez ruchy tektoniczne i osadowe pozostałości po płytkim morzu. W rezultacie powstał wielowarstwowy przekładaniec, w którym łatwo wyróżnić twarde skały magmowe, piaskowce i łupki z domieszką kwarcu i miki. Cofający się lodowiec wzbogacił je w jeziora, głazy narzutowe i prostopadłe klify. Żywioły dokończyły dzieła. Zmiany klimatyczne, wiatry i woda wyrzeźbiły w tym przekładańcu fantastyczne kształty dzięki różnej odporności skał. Tak właśnie objawia się erozja warstwicowa. Najwyższe wierzchołki przekraczają 2000 stóp. Charakterystyczną cechą Gunks jest kamieniste podłoże i biel skał, wyglądających jak kości przedpotopowych zwierząt.
Uroda tych gór zawiera się w niespodziance. Nie wiadomo, co nas czeka za zakrętem. Może to być skalny grzyb, rozłożysty stół, szczeliniec, zamknięta kotlinka czy też głęboka rozpadlina wyłożona blokami, powalonymi jak drzewa. Niektóre grzbiety przypominają Mur Chiński, inne – najeżoną kolcami tarczę stegozaura. Zdumionym oczom może się nagle ukazać wodospad, szmaragdowe jezioro lub rozległa panorama. Jak zwykle Amerykanie znaleźli właściwy termin, określając tutejsze widoki mianem dramatic landscape.
Historia złożona z wielu ciekawych rozdziałów dopasowała się do malowniczych gór. Tubylcy, którzy osiedlili się tutaj, polowali, łowili ryby i zbierali płody leśne. Pierwszą białą osadę, New Paltz, założyli w 1678 roku wygnani z Francji hugenoci. Podobnie jak pielgrzymi z „Mayflower”, szukali oni najpierw schronienia w Zjednoczonych Niderlandach, przybywając później do Ameryki. Pomiędzy kolonistami a wojowniczym plemieniem indiańskim od początku nie było zgody, choć nie dochodziło do otwartej bitwy. Walka podjazdowa, w której Indianie celowali, trwała przez kilka pokoleń.
Przygasający i wybuchający na nowo konflikt pozwalał gawędziarzom na snucie długich opowieści, gdzie fakty ubarwiała legenda. Samuel Gonzales, któremu czerwonoskórzy wymordowali całą rodzinę, ścigał ich bezlitośnie i w pojedynkę, niczym Duch Puszczy ze staroświeckiej powieści Anczyca. Wymykał się latami z każdej pułapki, znając okolicę jak własną kieszeń, co niejednokrotnie ratowało mu życie. Ścigany przez młodych zwiadowców, wykonał z pozoru samobójczy skok w pionową przepaść, lądując na grubej warstwie kosówki. Srodze poturbowany przeczekał w ukryciu, by następnie po wielu godzinach karkołomnej wspinaczki dostać się na płaski stół, który na jego cześć zowie się Sam’s Point. Ten jeden z najpiękniejszych i najbardziej widokowych szczytów znajduje się we wschodniej połaci pasma, w pobliżu wioski Ellenville. Gonzales poniechał zemsty po cudownym ocaleniu, szukając szczęścia gdzie indziej.
Kto wie, jaki los spotkałby Shawangunks – najpoważniejsze zagrożenie stanowiły kamieniołomy i rabunkowy wyrąb drzew – gdyby nie zacni kwakrzy, którzy ocalili je dla potomności. Pewnego letniego dnia 1869 roku Alfred Smiley, nauczyciel z zawodu i romantyk z natury, stanął jak wryty nad brzegiem jeziora Mohonk. Bo jak się tu nie zachwycać przezroczystą wodą, w której odbijają się pionowe ściany skał? Poczuł się sowicie wynagrodzony za uciążliwą podróż bryczką po kamienistym bezdrożu. Jedyną plamą na tym wspaniałym krajobrazie była karczma Stokesa, skąd dobiegały wrzaski pijanych karciarzy. Nie posiadając się z oburzenia, Alfred postanowił położyć kres hulankom, naruszającym harmonię przyrody.
Pełen wrażeń powrócił w domowe pielesze. Bez trudu namówił swego bliźniaka Alberta do kupna kilkuset akrów wraz z jeziorem od Johna Stokesa. Sprzedawszy odziedziczoną farmę w Poughkeepsie, dobili targu z właścicielem. Przerobili tawernę na dom mieszkalny, sprowadzając się tutaj wraz z rodzinami. Po czym pobudowali piękny hotel w stylu szwajcarskim, który stoi do dzisiaj. Było to zgoła niezwykłe przedsięwzięcie, gdyż gościom nie pozwalano na picie alkoholu, palenie cygar i papierosów. Za to zalecano aktywny wypoczynek lub sielankę na świeżym powietrzu.
Jak w angielskim klubie spotykali się u Smileyów ludzie zamożni i jednocześnie kulturalni, spragnieni przyjemności wiejskiego życia w pięknym otoczeniu, a także długich rozmów i intelektualnych dyskusji przy kominku. Otwarty przez cały rok hotel przynosił tak duże zyski, iż bracia powoli rozszerzyli swój stan posiadania. Alfred zarządzał Minnewaską, która liczyła około 11 tysięcy akrów. Na wysokim brzegu jeziora postawił dwa hotele – Cliff i Wildmere House, po których nie pozostało już śladu. Albert kierował Mohonkiem, mając w swojej pieczy posiadłość złożoną z prawie siedmiu tysięcy akrów.
Niestrudzeni bliźniacy wzięli się do budowy dróg dla omnibusów konnych. Wykuwano je w litej skale, co było pionierską robotą. Rozgałęziona sieć łączyła oba kurorty, pozwalając na urocze przejażdżki. Dziś korzystają z niej piechurzy i spacerowicze. Spadkobiercy w prostej linii nie zdradzali większego talentu do interesów, toteż Minnewaska została z czasem przekształcona w park stanowy, zaś Mohonk przeszedł na własność korporacji, odżegnującej się formalnie od zysków. I najwidoczniej czuwa nad nimi duch obu braci, skoro do tej pory zachowały swoją odmienność. Każdy z nich realizował nieco inną wizję, która wynikała z naturalnych warunków, a także ich upodobań i cech charakteru.
Minnewaska jest nie tylko bardziej dzika, ale ma większy rozmach, co zapowiada już ścieżka okalająca duże jezioro o tej samej nazwie. Kilka dróg spacerowych, o różnym stopniu trudności, prowadzi w głąb parku. Dochodzą one okrężnie lub na skróty nad Awosting, które w sezonie pełni rolę plaży i kąpieliska. Każda z nich dostarcza innych wrażeń. Z wielu miejsc roztacza się panorama Catskill, z łatwo rozpoznawalną Slide Mtn. w tle, która przypomina piramidę. Jesienna gama kolorów stanowi właściwą oprawę dla majestatycznych wodospadów w Stony Kills, które trzeba koniecznie zobaczyć. Z kolei Rainbow Falls na Długiej Ścieżce oglądamy pod słońce. Spadające rzęsistym deszczem z dużej wysokości, rozpylają się w mgiełkę, rozczepiając promienie.
Przecinające się drogi, ścieżki i szlaki przyciągają turystów jak magnes. Warto zwrócić uwagę na malowniczą Castle Point, z odnogą na Palmaghatt. Niezwykły płaskowyż jest poprzecinany kanionami bez kropli wody. Rozpadliny Litchfiled i Huntington na drugim krańcu zdają się być dziełem olbrzymów. Jesienią, gdy szybciej zapada zmrok, może zabraknąć czasu na odległe szlaki, wytyczone na południowym skraju parku, który kończy spektakularny grzbiet Millbrook. Podobne przeżycie zapewnia bliższy i dostępniejszy Nos Gertrudy. Na stokach gnieżdżą się sępy, jastrzębie i inne drapieżne ptaki, ulatujące w górę na widok intruzów.
Mohonk wydaje się bardziej uładzony i wysublimowany. Przyczynia się do tego romantyczny hotel, który wygląda jak przeniesiony żywcem z Tyrolu. Dobudowane stopniowo skrzydła dodają mu uroku, którego integralną częścią jest eklektyczny styl. Za komfort i elegancję trzeba odpowiednio zapłacić, gdyż cena dwuosobowego pokoju zawiera się w granicach od 389 do 539 dolarów. Jeszcze droższe są wiktoriańskie pokoiki, nie mówiąc już o apartamentach. Rezerwacje przyjmowane są pod nr. telefonu (800) 772-6646.
Kultura oswoiła tu sobie naturę. Okazy posadzone ręką ludzką pasują do naturalnego lasu, a do najciekawszych zaliczają się płaczące buki, japońskie klony, a także wężowe i parasolowe sosny. Kwitnące krzewy, altanki i ławeczki zdają się stanowić przedłużenie rozległych ogrodów, które były pasją i chlubą Alberta. Włożył w nie 40 lat pracy. Tworzą one prześliczne obramowanie dla Mohonk House i dawnej siedziby rodzinnej. Zmieniają swój wygląd wraz z porą roku.
Wierzchołki gór otaczające jezioro zdają się być w zasięgu ręki, a ich wysokość sięga zaledwie 1600 stóp. Są niższe i dlatego wyglądają bardziej sielsko, a ponadto klifowe zbocza łagodzi bujna roślinność. Do ulubionych spacerów należy wejście na Sky Top, z wieżą widoczną z daleka i pokonanie Eagle Cliff, łatwiejszą drogą. Największych emocji dostarcza szlak dla orłów, przeprowadzony w długim kominie. Oprócz łagodniejszych tras mamy do wyboru długie i znacznie trudniejsze wycieczki w stronę wspinaczkowych Trapps czy Bonticou Craq.
Bazę wypadów do rezerwatów Mohonk i Minnewaska stanowi New Paltz; zjazd 18 z autostrady 87. Po drodze kupujemy dobre mapy turystyczne lub zatrzymujemy się na tańszy nocleg w historycznym miasteczku. Konkurują z nim polskie motele Chelsea i Continental, usytuowane na dojazdowej szosie 44-55, w pobliżu miejscowości Kerhonkson. I choć zazwyczaj wpadamy do Mohonku i Minnewaski na jeden dzień, to warto tu spędzić kolorowy weekend.
Artykuły z numeru:
NR 4 JESIEŃ 2005
- Art Deco z dala od Manhattanu - Agata Ostrowska-Galanis
- Barwy jesieni - Halina Niedzielska
- Blaty kuchenne - Małgorzata Mosiej
- Coś... do smaku - Kinga Bagnowska
- Energia prawie za darmo - Piotr Leonowicz
- Floryda wiecznie młoda - Władysław Poncet
- Gdzie się żyje najlepiej - Tomasz Deptuła
- Humvee - Marek Siodłoczek
- Kawaler, ale z gustem w... M1 - Jan Latus
- Kran na umywalkę -
- Odkrywanie Tarnowa - Janusz M. Szlechta
- Polak potrafi - Jolanta Wysocka
- Pomaluj swój świat - Aneta Sadowska
- Starck - w poszukiwaniu lepszego świata - Agata Ostrowska-Galanis
- Tam, gdzie czas płynie wolniej - Aneta Sadowska
- Tylko odsetki -
- Wioski golfowe -
- Zakupy na eBay -
- Zawsze tu mogę wrócić - Alicja Ziemiańska-Ptasznik
- Łatwe w pielęgnacji krzewy - Małgorzata Sulewska

