Tam, gdzie czas płynie wolniej
Po wielu latach życia w zgiełku miasta zapragnęli ciszy i spokoju. I choć wciąż dużo czasu spędzają w Nowym Jorku, gdzie doglądają prężnie działającej firmy, w każdej wolnej chwili przyjeżdżają tutaj, gdzie wśród dojrzałych klonów, grabów i dorodnych sosen, w pięknym piaszczystym starorzeczu Parku Narodowego Adirondack powstał ich drugi dom.
Kilka lat poszukiwań ziemi pod budowę przywiodły Edwarda i Małgorzatę Nowakowskich do Adirondack, w pobliże Lake George w stanie Nowy Jork. Blisko 80-akrowa działka, będąca w przeszłości dzikim polem namiotowym, urokliwie położona między łagodnymi pagórkami i wijącą się rzeką Schroon, od razu podbiła ich serca, mimo że była zaśmiecona przez turystów i zaniedbana przez swego właściciela. Mówią, że o wyborze ostatecznie zadecydował ich pies, który umościwszy sobie wygodne legowisko pod ogromną sosną, ani myślał wracać do domu.
Budowa poprzedzona została żmudnymi staraniami o pozwolenie na zagospodarowanie terenu, opatrzone wieloma restrykcjami i normami władz lokalnych oraz Parku Narodowego. Niewidoczny dla przechodniów lub turystów dom, oddalony ćwierć mili od drogi i rzeki, nie mógł stylem i wielkością odbiegać od okolicznych budowli. Musiał więc zostać zaprojektowany na podstawie domu z bali drewnianych (Lincoln log house), przykrytego spadzistym dachem. „Zawsze marzyłem o domu na skarpie, wspartym na palach, wysuniętym nad brzeg rzeki lub jeziora – mówi Edward. – Jednak ani normy parku, ani tym bardziej miękki, piaszczysty grunt nie pozwoliły na realizację takich planów”.
Wszystkie rysunki i projekty przygotował sam, konsultując się z zaprzyjaźnionymi architektami, w realizacji zaś pomogło mu kilku lokalnych fachowców i grupa jego pracowników, specjalizująca się w obróbce drewna i metalu. Szkielet sosnowego domu przyjechał do nich z Karoliny Północnej; na jego podstawie rozpoczęli prace. Dziś, po wielu przeróbkach, nieco różni się od typowego log house. Ze względu na lepszą penetrację światła słonecznego i oszczędność energii wiele razy zmieniano jego ustawienie, zaś podpiwniczenie – mające według początkowych zamysłów mieścić garaże, pomieszczenia gospodarcze i spiżarnie – zostało ostatecznie podwyższone, zamieniając dom na trzykondygnacyjny. „Przyjaciele śmiali się, że mając do dyspozycji 80 akrów ziemi, zamiast rozłożystego domu typu ranch, zafundowaliśmy sobie trzy piętra – mówi Małgorzata. – No, ale mając męża specjalistę od schodów, tego właśnie w domu zabraknąć nie mogło”. Od 15 lat firma Edwarda zatrudniająca grono wybitnych polskich inżynierów zajmuje się projektowaniem i wykonaniem schodów i poręczy. Na pytanie, co oznacza jej nazwa – NE&WS, Edward uśmiecha się i mówi: „Nowakowski Edward and Wife Support”. Kiedy zakładał firmę, Małgorzata, pracująca wówczas w szpitalu, była całym wsparciem finansowym niedochodowego jeszcze przedsięwzięcia. Dziś pomaga mężowi w prowadzeniu biznesu.
Drewniany dom wzmocniony został 3-tonową stalową belką wiążącą szczyt dachu. Dzięki temu nawet trzęsienia ziemi, które od czasu do czasu nawiedzają te okolice, nie są w stanie zachwiać konstrukcją. Wszystkie belki stalowe domu pochodzą z Polski z Huty Katowice, o czym Edward dowiedział się dopiero przy odbiorze dostawy materiału, widząc znak „HK” i napis „Made in Poland” na każdej belce.
Pokrycie dachu wykonane zostało z ręcznie łupanego cedru – najbardziej odpornego na szkodniki. Wysoka podmurówka obłożona sztucznym kamieniem produkowanym w Pensylwanii, łudząco podobnym do prawdziwych głazów, stanowi piękną ozdobę zewnętrznej fasady oraz ścianek zaporowych. Pierwsze piętro drewnianej części domu okalają balkony i tarasy, na które wiedzie para kręconych schodów metalowych z mahoniowymi trepami o grubości 10 cm. Ozdobne metalowe balustrady posiadają ręcznie profilowane mahoniowe poręcze. Latem balustrady zdobią rzędy kwiatów, które Małgorzata pieczołowicie pielęgnuje. Z tyłu domu – kolejne schody, szerokie na 2 metry (typu see thru, składające się z samych trepów), umożliwiają wnoszenie na górę przedmiotów o pokaźnych rozmiarach, jak np. meble. Schody i tarasy zewnętrzne wykonane zostały z południowoamerykańskiego drzewa ype, niezwykle odpornego na deszcz, słońce i zmiany temperatury. Wszystkie zaś drzwi, zaprojektowane i wykonane przez Edwarda, są mahoniowe, zawieszone na mosiężnych zawiasach łożyskowych firmy Baldwin. Tylko jedne z nich otwierają się kluczem z zewnątrz. Pozostałe, dzięki systemowi zamków taśmowych, można otworzyć jedynie od wewnątrz.
Po wielu kalkulacjach minimalnej przenikalności ciepła, dzięki doskonałej izolacji, wentylacji i konstrukcji kominów stworzono bardzo energooszczędny dom. Latem, mimo dużego nasłonecznienia, nie nagrzewa się szybko, a kanały wentylacyjne biegnące pod dachem odprowadzają zgromadzone u góry ciepłe powietrze. Zimą, gdy rozpali się w kominkach, których kominy wentylacyjne rozprowadzają ciepło po całym domu, trzeba otwierać okna, pomimo minusowych temperatur. Dom posiada 5 kominków – 4 wewnątrz i 1 na zewnątrz, na tarasie, a każdy z nich ma swój osobny kanał do odprowadzania popiołu.
Jednym z bardziej nietypowych elementów wyposażenia domu z drewnianych bali stanowi winda, zamontowana z myślą o łatwiejszym transporcie ciężkich rzeczy oraz w trosce o wrażliwy kręgosłup Edwarda.
Dom podzielony został na dwie części. Gospodarczo-gościnną, znajdującą się na dole i właściwą – mieszkalną, zajmującą górne piętra. Dolne piętro posiada obszerny pokój dzienny z szerokim kominkiem, połączony z „roboczą” kuchnią i jadalnią, pralnię, łazienkę z sauną oraz gościnną sypialnię. Tu, ze względu na mniejszą ilość światła w ciągu dnia, szafki kuchenne są jasne, drzwi białe, podłogi zaś wykonane zostały z wielu gatunków drewna odpadowego (dąb biały i czerwony, mahoń, czereśnia, klon, amerykański orzech, brzoza itp). Białe kasetony nad głowami stanowią praktyczne i ozdobne rozwiązanie dla podwieszanego sufitu kryjącego liczne instalacje. Schody wolno stojące (free standing), pod którymi można swobodnie przechodzić, zaprojektowane zostały w centralnej części, zdobiąc całe wnętrze łagodnym łukiem i ręcznie wycinanymi wspornikami dekoracyjnymi na policzkach stopni. Nimi można wejść na piętro, gdzie króluje drzewo wiśniowe i mahoń. Eleganckie szerokie kasetonowe schody mahoniowe, podłogi wykładane brazylijską wiśnią oraz kuchnia z jaśniejszej, amerykańskiej wiśni, dają uczucie ciepła i przytulności. Oprócz pokoju dziennego połączonego z kuchnią i jadalnią, mieści się tu mała sypialnia, biuro Edwarda i łazienka. Część domu nad salonikiem została otwarta, pozostawiając na poddaszu tylko balkon wewnętrzny, główną sypialnię, łazienkę i mały kącik biurowy Małgorzaty. Wysokie skośne sufity, potężny kamienny komin i wysoko umieszczone dodatkowe okna potęgują wrażenie wielkiej, jasnej przestrzeni. Sufity głównej sypialni również zostały podniesione, dzięki czemu stała się ona jasna i rozległa. Z małego tarasu sypialni roztacza się widok na piękną polanę i spory ogródek warzywny pod lasem.
Edward i Małgorzata większość czasu spędzają na zewnątrz, dlatego też niemal każda część domu posiada wyjście na taras. Krzątaninie przy domu towarzyszy polska „Trójka” płynąca z głośników zamontowanych wokół domu, a posiłkom spożywanym pod gołym niebem – przyjemny trzask szczap drewna palących się w zewnętrznym kominku.
Dekoracją wnętrz zajęła się Małgorzata, która szczególnie lubuje się w przedmiotach starych, klasycznych w formie. Większość mebli, które posiada, pochodzą z wyprzedaży garażowych. Najładniejsze cacka wyłowiła za grosze w Southampton. Tylko niektóre z nich, jak lustro z różanego drzewa, rzeźbione biurko lub starą komodę, przeniosła do tego domu. Wiele pięknych przedmiotów zabierze z Nowego Jorku, gdy w przyszłości razem z Edwardem sprzedadzą swój dom na Maspeth i przeniosą się na stałe do Adirondack. Urządzając dom postawili na wygodę, elegancję i wysoki standard wyposażenia, co stanowi miłą niespodziankę po przekroczeniu progu drewnianego domku zaszytego w lesie.
Czas płynie im tutaj dużo wolniej. I choć spędzają go również na pracy, w każdej chwili mogą cieszyć się otaczającą ich naturą. Edward chętnie wypływa na rzekę, do cichej zatoczki nazwanej przez niego Szczupakówką, gdzie szczupaki biorą na zawołanie. Małgorzata chodzi na grzyby i na spacery z psami: trzema wilczurami, które są już z nimi od wielu lat. Często bywa tu gwarnie, dom ten bowiem zawsze stoi otworem dla licznych gości.
Artykuły z numeru:
NR 4 JESIEŃ 2005
- Art Deco z dala od Manhattanu - Agata Ostrowska-Galanis
- Barwy jesieni - Halina Niedzielska
- Blaty kuchenne - Małgorzata Mosiej
- Coś... do smaku - Kinga Bagnowska
- Energia prawie za darmo - Piotr Leonowicz
- Floryda wiecznie młoda - Władysław Poncet
- Gdzie się żyje najlepiej - Tomasz Deptuła
- Humvee - Marek Siodłoczek
- Kawaler, ale z gustem w... M1 - Jan Latus
- Kran na umywalkę -
- Odkrywanie Tarnowa - Janusz M. Szlechta
- Polak potrafi - Jolanta Wysocka
- Pomaluj swój świat - Aneta Sadowska
- Starck - w poszukiwaniu lepszego świata - Agata Ostrowska-Galanis
- Tam, gdzie czas płynie wolniej - Aneta Sadowska
- Tylko odsetki -
- Wioski golfowe -
- Zakupy na eBay -
- Zawsze tu mogę wrócić - Alicja Ziemiańska-Ptasznik
- Łatwe w pielęgnacji krzewy - Małgorzata Sulewska



