Środa, 08 października 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Art Deco z dala od Manhattanu

Twój Dom odwiedził rezydencję Maliny Stadnik


Bluberries
Malina Stadnik
Malina Stadnik
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Bluberries
Basen
Basen
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Malina i Kevin kolekcjonują malarstwo, w tym również polskie. Na pierwszym planie obraz Zygmunta Andrychiewicza - "Krakowianki".

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Na ścianie flamandzki arras z XVII wieku. Przed nim sofa w stylu English Regency. Po lewej stronie portret rodziny stryja Kevina. Fortepian firmy Steinway, na którym tradycyjnie na zakończenie roku szkolnego grają uczniowie szkoły muzycznej z New Jer

Bluberries
Pokój z mozaiką
Pokój z mozaiką
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Wejście główne prowadzi do foyer z podłogą wyłożoną piękną czarno-białą mozaiką. W głębi: dwa krzesła, przykład norweskiego art deco, kryształowe lustro, secesyjne wazy i artdecowskie lampy z Francji.

Bluberries
Pokój dzienny
Pokój dzienny
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-07-03

Francuska serwantka z 1930 roku. Tuż za nią kopia z Brandta - francuska żelazna lampa z alabastrowym kloszem. Czarny szezląg to przykład amerykańskiego art deco.


Poszukujemy miejsc niezwykłych nieświadomi tego, że godzinę od Nowego Jorku mamy prawdziwą perełkę. To tu, w malowniczym Tuxedo Park, magnat Griswold Lorillard wymyślił słynne tuxedo, Mark Twain pisał najlepsze książki, FDR polował, a Albert Einstein pracował nad bombą atomową. Dziś mieści się tam 297 rezydencji reprezentujących mieszaninę epok i stylów architektonicznych. Jedną z nich jest historyczna Duck Hollow, w stylu art déco z 1936 roku, własność naszej rodaczki Maliny Stadnik i jej męża Kevina Nealisa.

„Tuxedo Park urzekł nas od razu – mówi Malina. – Różnorodność architektury, wielki malowniczy park z trzema jeziorami w części centralnej, własny Country Club z basenem i kortami tenisowymi oraz historia wpisana w każdy kamień i każdy zakątek czynią to miejsce magicznym”. Pierwsza wzmianka o Tuxedo Park pojawiła się w 1754 roku, gdy markiz de Chastellux, zachwycony tutejszym cedrowym lasem, zachwalał go jako najlepsze miejsce do polowania na kaczki. Wtedy też zaczęto analizować pochodzenie nazwy tego regionu. Nazewnictwo siedemnastowieczne ściśle wiązało się z migracją szczepów indiańskich i ich osiedlaniem się na danym terenie. Tak powstał P’tauk-Seet-ttough – Dom Niedźwiedzia, dzisiejsze Tuxedo Park, nazwane imieniem wodza P’tauk-Seet (Niedźwiedź) z plemienia Algonquin. „Prawdziwy rozkwit Tuxedo Park przypada na lata 1852-1860. To wtedy magnacka rodzina Lorillardów postawiła tu pierwszy dom, do którego materiał i siłę roboczą Pierre Lorillard sprowadził aż z Włoch. Tak powstała największa i najsłynniejsza mekka przyjęć i polowań amerykańskiej finansiery i socjety XIX wieku. Zbierał się tu cały ówczesny creme de la creme od Vanderbiltów, do Astorów, Rockefellerów i Duke’ów” – opowiada Malina. To na jednym z dorocznych balów jesiennych w Tuxedo Country Club Griswold Lorillard pojawił się w smokingu. Jak twierdził, zwyczaj zakładania fraka na uroczyste kolacje i bankiety, który przybliżył amerykańskim magnatom finansowym brytyjski książę Walii, a późniejszy król Edward VII, zbyt komplikuje życie swobodniej odnoszących się do mody Amerykanom. Wersja smokingu, dzisiejsze tuxedo, szybko przyjęła się u współczesnej elity, stając się symbolem klasy, elegancji i prosperity. Nawet w czasach kryzysu w latach 30. była znakiem nadziei na lepsze dni.

Malina i Kevin odkryli Tuxedo Park osiemnaście lat temu. Obydwoje od lat związani z rynkiem nieruchomości wiedzieli, jak znakomity jest to adres i jak piękna okolica. „Najpierw kupiliśmy mniejszy dom na wzgórzu, kilka lat później na rynku pojawił się ten – wyjaśnia Malina. – Dom nas zachwycił. Projekt wykonał w roku 1936 znakomity architekt T. Markoe Robertson, a wybudowano go rok później jako prezent ślubny dla Angier Biddle Duke’a i Priscilli St. George, potomków dwóch wielkich magnackich rodów”. Jak na owe czasy, dom był olbrzymią ekstrawagancją – posiadał klimatyzację, domowe kino, basen, domek na łódki i ogród wart 300 000 dolarów. Rodzice państwa młodych Duke’owie – jedni z największych ówczesnych potentatów przemysłowych zawiadujący rynkiem tytoniu – i porównywalni do Vanderbiltów St. George’owie zapłacili za niego horrendalną jak na tamte czasy cenę 2 500 000 dolarów. „Duke’owie to rodzina o bardzo ciekawym i, jak na rody magnackie przystało, zawiłym życiorysie – mówi Malina. – Stryj pana młodego był w czasie drugiej wojny światowej ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Polsce. A sam właściciel wsławił się jako dyplomata i filantrop. Po latach dom zakupił przedsiębiorca handlowy Nicolas Reisini, a przez ostatnie 20 lat stał pusty”.

W Tuxedo Park większość rezydencji nie ma numerów, lecz nazwy. Duck Hollow Maliny i Kevina to jedyny w okolicy i jeden z najładniejszych w Stanach Zjednoczonych dom w stylu art déco. Ma 27 tys. stóp kwadratowych powierzchni, osiemnaście łazienek, dziesięć sypialni, dwie jadalnie, pokój bilardowy, salę karcianą, saunę, salę kinową. Uzupełnieniem całości jest pięknie wystylizowany basen z oryginalnym posążkiem Buddy, taras na bankiety z fantazyjną fontanną i dwa domki na łodzie. Przy jednym z nich stoi zacumowana łódź ze słynnej fabryki Elco.

„Art déco to jeden z najciekawszych stylów architektonicznych XX wieku, którego największy rozkwit przypadł na okres lat międzywojennych 1920-1939 – opowiada pani domu. – W języku artystów oznaczał modernizację kierunków, które już istniały, jak kubizm, futuryzm i modernizm, oraz połączenie ich z elementami kultur starych i uznanych: greckiej, rzymskiej, egipskiej, Majów i Dalekiego Wschodu”. Styl ten odznaczał się nie tyle malarskimi wartościami, co rysunkowymi i dekoracyjnymi. Był także stylem przemysłu artystycznego, grafiki, druku, mebli, stroju, teatru i zabaw. Łączył się z filozofią indywidualizmu, ze sposobem życia, fascynacją postępem, zdobyczami techniki i sportem. Wtedy to pojawiła się teoria „sztuki dla sztuki”, niezależnej, oderwanej od społeczeństwa, a nawet nim gardzącej. W architekturze art déco charakteryzowało się prostą, geometryczną formą, zaokrąglonymi rogami, powszechnym użyciem schodów, balkonów i tarasów oraz bogatymi sztukateriami, czego najlepszymi przykładami są czarne mozaikowe posadzki, „grecki klucz” meandros jako wzór dekoracyjny ścian i waz oraz „francuska róża”, tak często używana w poręczach i konstrukcjach metalowych.

„Wszystko to znajdziemy w Duck Hollow” – mówi Malina z dumą pokazując parę okrągłych francuskich okien z kryształu Lalique. Innym cackiem francuskiej sztukaterii jest łazienka pani domu cała w kryształowych lustrach Baccarat. Pokoje damskie miały w czasach art déco wystrój bogaty, ale lekki. Użycie luster, złotego koloru i kobiecego elementu dekoracyjnego dawały wrażenie niekończącej się przestrzeni i głębi. W pomieszczeniach przeznaczonych dla mężczyzn przeważają sosnowe ściany, cięższe materiały i mosiężne detale. Takie są właśnie biblioteka, garderoba i pokój bilardowy, który – jak twierdzą gospodarze – teraz i za czasów pierwszych właścicieli był najpopularniejszym pomieszczeniem w domu. Podczas budowy Duck Hollow na jednej ze ścian wymalowane były dwie półkule globusa, na których zaznaczono trasę podróży poślubnej państwa młodych. Ściana zamokła podczas prac konstrukcyjnych i obecnie na miejscu dawnego malowidła znajduje się pejzaż jeziora w Tuxedo Park. „W domu staraliśmy się zachować dokładnie taki sam styl, jak jego pierwsi właściciele. Na obrzeżach Tuxedo ciągle mieszkają ludzie, którzy pracowali u Duke’ów” – wyjaśnia Malina. Parę lat temu poznała starszego pana, który jako 11-letni chłopiec roznosił robotnikom wodę, gdy budowali dom. Nazywali go „chłopcem od wody”. Parę lat później awansował do rangi opiekuna kominków. Na każdym bankiecie obchodził jedenaście kominków i sprawdzał, by we wszystkich ogień palił się równo. „Ostatnio w sklepie spotkałam panią, która była tu sprzątaczką. Gdy powiedziała mi, ile drzwi znajduje się w moim domu – oniemiałam. Mieszkam tu siedem lat i nawet nie przyszło mi do głowy, by je policzyć – uśmiecha się Malina. – Dzięki tym spotkaniom dowiedziałam się na przykład, że Priscilla miała wspaniałą kolekcję kapeluszy. By podtrzymać tradycję domu, ja też zbieram kapelusze”.

W rezydencji zachowało się wiele elementów charakterystycznych dla amerykańskiego art déco lat 30., zwłaszcza ozdobne kinkiety i żyrandole w kształcie kielichów, ściana pokryta farbą z 24-karatowego złota, wysmukłe wazy w dolnym holu ozdobione słynnym meandros i piękna czarno-biała mozaikowa posadzka. Poręcz do zaokrąglonych schodów, które łączą dwa piętra, wykuto w pracowni samego Edgara Brandta, nazywanego „mistrzem konstrukcji żelaznej”. Wsławił się on wyrafinowanym detalem. Swoje dzieła sztuki chętnie ozdabiał motywami przyrodniczymi, jak liście tulipanów czy owoce ananasa. W jadalni zachwyca kominek z czarnego marmuru, jeden z niewielu zachowanych z tamtego okresu. Jego wartość dziś wycenia się na 120 000 dolarów. W kuchni szafki zrobione w latach 30. przez rzemieślników z Greenwood Lake. Ich wyrób tak zachwycił Eleonor Roosevelt, że po wizycie u Duke’ów zamówiła takie same do Białego Domu.

Zgromadzone przez gospodarzy meble reprezentują art déco różnych krajów świata. Stąd też inna ich forma, materiał, wzornictwo. Najpiękniejsze są dwie francuskie konsole Aztec z drewna orzechowego, marmuru i srebra, żółte francuskie side chair, norweskie krzesła, francuska serwantka w pokoju dziennym, amerykańska leżanka z czarnej skóry, ozdobne włoskie lustra i piękne kielichowe lampy. Pozostałe meble należą do stylów sąsiadujących z art déco – secesją, jak wazy w pokoju z mozaiką, i modernizmem. Styl ten, typowy dla lat 40. XX w., charakteryzował się dużo większą funkcjonalnością niż kierunki przed nim istniejące. Stąd w domu państwa Nealisów stoliki z lat 30. słynnej firmy Baker.

„Dom ma wiele tajemnic, które odkrywamy powoli i z wielkim smakiem. W salonie pod podłogą znajduje się cały mechanizm do domowego kina. Pewnego dnia zdecydujemy się na zdjęcie podłogi i wyeksponowanie ekranu – mówi Malina. – Tymczasem cieszę się codziennym życiem swojej okolicy – wizytami u sąsiadów, wspólnymi wyprawami na łódkach, turniejami golfowymi i tenisem. Życie towarzyskie w Tuxedo Park kwitnie. Słynne są tu dwugodzinne coctail party, wymiany prezentów na Boże Narodzenie czy kolacje, na których rodziny promują kuchnie kraju, z którego pochodzą”.

Tuxedo Park to miejsce niezwykłe, tak jak niezwykli są ludzie, którzy tu mieszkają. W przeszłości był to Mark Twain, Harry Truman, Adele Colgate. To tu milioner Lee Loomis założył w swojej rezydencji laboratorium, gdzie wynaleziono radar i bombę atomową. Bywali u niego najwybitniejsi naukowcy tamtych czasów: Albert Einstein, Werner Heisenberg, Niels Bohr. Dziś wśród sąsiadów państwa Nealisów znajdziemy nowojorską elitę finansiery i show-biznesu. „Od założenia nazywano Tuxedo Park sypialnią Nowego Jorku” – mówi Malina na zakończenie naszej wizyty. Do dziś oddziela ją od zewnętrznego świata mur i żelazna brama, strzegące prywatności mieszkańców.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 4 JESIEŃ 2005

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.