Zakupy na eBay
Elżbieta Lechman
Kilka różnokolorowych literek: eBay – prawdopodobnie każdy z nas widział już tę nazwę i ten specyficzny znak rozpoznawczy. Gdy pierwszy raz zetknęłam się z eBayem, była to dla mnie czarna magia. Jakieś licytacje, rejestracje… zniechęciłam się…
Dopiero przyjaciel krok po kroku wprowadził mnie na to największe wirtualne targowisko, które do tej pory zdążyłam poznać ze strony zarówno sprzedającego, jak i kupującego.
Kilkakrotnie słyszałam stwierdzenie, że jeżeli czegoś nie możemy nigdzie znaleźć, to na sto procent znajdziemy na eBayu. W większości przypadków jest to prawda: kosmetyki, telewizory, płyty CD, DVD, porcelana, książki (w tym polskojęzyczne), torebki, dywany, wieczne pióra, domy, bilety lotnicze, czołgi (nie żartuję!), samochody, samoloty i awionetki. Po prostu raj zarówno dla kolekcjonerów, jak i niezainteresowanych w kolekcjach. W chwili kiedy piszę ten artykuł, samych książek wystawionych na sprzedaż jest blisko 900 tysięcy egzemplarzy. Ogólną liczbę wystawionych na sprzedaż artykułów szacuje się na miliony sztuk.
Jestem zagorzałą zwolenniczką tej formy zakupów, z paru względów. Najważniejszy jest fakt, że nie muszę się uganiać po sklepach, tylko robię to w ciepełku domowego zacisza, ceny są również nie do pobicia! Pomimo tego, iż musimy opłacić koszty wysyłki naszej „zdobyczy” (shipping and handling). Większość rzeczy wystawionych jest na zasadzie aukcji i licytacji na 7 dni, lecz zdarzają się też aukcje 1-dniowe.
W jaki sposób możemy zacząć korzystać z dobrodziejstw eBayu? Bardzo prosto – proces rejestracji jest mało skomplikowany i zabiera nie więcej niż 5 minut. Musimy podać dane osobowe (numer Social Security póki co nie jest wymagany), adres zamieszkania i adres poczty internetowej (e-mail), który posłuży do komunikacji kupujący-sprzedający, lub na odwrót, następnie należy podać nazwę użytkownika (eBay user ID), pod którą będziemy dokonywać transakcji, np. Karolina12, oraz hasło (password). I – witamy w eBayu! Tutaj drobna przestroga: niektórzy wtajemniczeni twierdzą, że eBay uzależnia! Zalecam więc odrobinę zdrowego rozsądku.
Pozostaje nam jeszcze kwestia płatności. Mamy do wyboru kilka form, z których najbardziej przeze mnie polecaną jest Paypal – połączony z eBayem. Jest to najbardziej bezpieczna forma przekazu pieniędzy, przy tym bezpłatna, bowiem koszty transakcji ponosi sprzedawca. Proces rejestracji jest również mało skomplikowany – podajemy numer karty kredytowej bądź konta bankowego. Dlaczego tak zachwalam Paypal? Z prostej przyczyny – teoretycznie zakładając: trafiamy na nieuczciwego sprzedawcę, płacimy za towar poprzez Paypal, czekamy 2 tygodnie, a naszej przesyłki ciągle nie ma. Kontaktujemy się ze sprzedawcą, który twierdzi, że przesyłkę wysłał – i co wtedy? Sytuacja wydaje się beznadziejna. Jednak niezupełnie. Dzięki temu, że korzystamy z Paypal, jesteśmy w stanie odzyskać swoje pieniądze. Jeżeli sprzedający (seller) nie jest w stanie udowodnić, że nadał przesyłkę z tzw. delivery confirmation, czyli dowodem odbioru, nasz internetowy bank, czyli Paypal, zwraca nam nasze pieniążki, nie pobierając przysłowiowego grosza! (wymagane jest tylko złożenie krótkiego zażalenia w okresie nie dłuższym niż 30 dni – ważne!). Jako alternatywę mamy również money orders lub czeki personalne, z tym że znacznie przedłuża to okres oczekiwania na nasz zakup. Zauważyłam, że większość sprzedających jako formę płatności uznaje tylko Paypal.
A teraz – do dzieła! Zamarzyło mi się kupno telewizora plazmowego. Wpisuję w komputerze adres www.ebay.com, następnie idę do ikonki my ebay, wpisuję ebay user ID, password, otwiera się moja prywatna strona, na której w piękny, przystępny sposób mam wyszczególnione moje transakcje i informacje, czyli: watching, bidding, won i kilka innych, mniej istotnych, aczkolwiek ważnych. Wracamy do mojego wymarzonego telewizorka. W okienku search wpisuję: plasma TV i z lewej strony ekranu ukazuje się kolumna Consumer electronics z kilkoma kategoriami. Wybieram jedną z nich – Televisions – i klikam myszką, bo to jest właśnie to, czego szukam. Następnie z listy wybieram Plasma TV (są jeszcze projectors, LCD flat screen) i wyświetla się lista wszystkich telewizorów plazmowych wystawionych na sprzedaż – łącznie 724 sztuki. Nad listą pojawia się znaczek paypal, price, time left (czyli – ile czasu zostało do końca aukcji), jeżeli wiem dokładnie, jakiego modelu szukam, w okienku search wpisuję markę i parametry, ale ja – jak to kobieta – niezdecydowana, nie wiem, który bardziej mi się podoba. OK, znalazłam coś interesującego: 42", Toshiba HDTV Plasma Flat-Panel TV, NEW. Klikam, otwieram stronę: starting bid, czyli cena wyjściowa – 3799 dol. – no, nieźle; time left – czyli czas do końca aukcji: 49 minut, też nieźle; history: bids 0 – czyli byłabym jedyną zainteresowaną, co znacznie wpływa na ostateczną cenę; shipping 50 dol. (koszt wysyłki), też całkiem, całkiem… W tym miejscu chciałabym Państwa uczulić na bardzo ważną rzecz. Otóż niektórzy sprzedawcy podają bardzo niską cenę produktu, za to koszt wysyłki jest niewspółmiernie wysoki, więc bardzo proszę o zwracanie uwagi na tzw. shipping cost. Np. dywan możemy kupić za 99 centów, za to koszt wysyłki wynosi 99 dolarów! Jeżeli wycofamy się z transakcji, zaowocuje to negatywnym feedback… A cóż to znowu takiego?
Feedback jest formą oceny naszej wierzytelności jako kupującego i sprzedającego; najlepszy wynik to 100%. Feedback wystawia zarówno kupujący, jak i sprzedający, jeżeli transakcja przebiegła prawidłowo, czyli po otrzymaniu przesyłki, wystawiamy feedback sprzedającemu, aczkolwiek nie radzę się spieszyć z wystawianiem negatywnego feedback. Jeżeli np. wydaje nam się, że dostaliśmy przesyłkę później niż po 14 dniach, w pierwszym rzędzie radzę skontaktować się ze sprzedawcą, bo w wielu przypadkach jest to wina poczty. W mojej przygodzie z eBayem zdarzyło mi się (byle nie zapeszyć) tylko raz nieotrzymać paczki, ale otrzymałam zwrot pieniędzy – dzięki temu, iż korzystałam z Paypal.
Wracamy do telewizora. Po prawej stronie widzimy informacje dotyczące sprzedawcy – czyli eBay user ID, no i ten tajemniczy feedback score, z którego możemy się dowiedzieć, czy inni kupujący byli zadowoleni z zakupów i jakiego produktu możemy się spodziewać. W przypadku mojego telewizora feedback sprzedającego to całe okrągłe zero, co oznacza, iż dana osoba nic wcześniej nie sprzedała, więc ryzyko, że trafimy na minę, jest duże.
OK. Niezniechęcona szukam dalej. Znajduję podobny telewizor; feedback sprzedającego wynosi 97,7%. W drodze wnikliwszych dociekań dowiaduję się, że 3 osoby były niezadowolone z zakupu, ale, niezrażona, podejmuję ryzyko i podchodzę do licytacji. Przeprowadza nas przez nią eBay krok po kroku. Nie musimy przebijać ceny wywoławczej – która tu wynosi 3999 dolarów. W okienku maximum bid możemy wpisać tę właśnie cenę, zakładając, iż nikt nas nie przelicytuje. Jeżeli bardzo nam zależy na kupnie, wpisujemy w rubryczce maximum bid najwyższą cenę, jaką chcemy zapłacić.
System licytacji wymaga obszerniejszych wyjaśnień, bo jest to też kwestia taktyki. W momencie kiedy przystępujemy do licytacji – tzw. place a bid, eBay poprzez e-mail informuje nas, że właśnie to uczyniliśmy. Informuje nas również w momencie, kiedy inny chętny przebija naszą cenę. Jeżeli licytacja jest zaciekła, radzę czekać do ostatnich sekund. Większość sprzedawców dla zachęty podaje niską cenę wyjściową, więc jeżeli kilkanaście osób wystawia na sprzedaż taką samą rzecz, może się okazać, że jesteśmy jedynymi zainteresowanymi i trafia nam się niezła gratka!
Jeszcze jedno – z licytacji możemy się wycofać (bid cancellation), podając w miarę wiarygodny powód.
Mnóstwo towarów wystawionych jest na zasadzie buy it now – czyli „kup teraz”, gdy sprzedawca ustala cenę (bez licytacji). Jest to o tyle dobre, że nie musimy czekać na zakończenie licytacji, aczkolwiek… licytacja jest w większości przypadków korzystniejsza. Ostatnio eBay wprowadził tzw. best offer, czyli – prościej mówiąc – targowanie lepszej ceny. Np. – cena wynosi 99 dolarów. No fajnie, ale ja bym to kupiła za 90. Klikam więc myszką na best offer i wysyłam sprzedającemu moją ofertę. Jeżeli ją zaakceptuje, dokonuję zakupu. Przed wprowadzeniem tego udogodnienia często kontaktowałam się ze sprzedającym w celu wynegocjowania lepszej ceny i – o dziwo – nie spotkałam się nigdy z odmową.
Bardzo proszę o czytanie tzw. Item description, czyli informacji dotyczących danego artykułu.
Wszystkim Państwu, którym „zjawisko” eBay jest nieznane, polecam polską wersję http://www.ebay.pl/ lub stronę www.allegro.pl. Jest to inny odpowiednik amerykańskiego eBayu w Polsce. Udanych zakupów!
Artykuły z numeru:
NR 4 JESIEŃ 2005
- Art Deco z dala od Manhattanu - Agata Ostrowska-Galanis
- Barwy jesieni - Halina Niedzielska
- Blaty kuchenne - Małgorzata Mosiej
- Coś... do smaku - Kinga Bagnowska
- Energia prawie za darmo - Piotr Leonowicz
- Floryda wiecznie młoda - Władysław Poncet
- Gdzie się żyje najlepiej - Tomasz Deptuła
- Humvee - Marek Siodłoczek
- Kawaler, ale z gustem w... M1 - Jan Latus
- Kran na umywalkę -
- Odkrywanie Tarnowa - Janusz M. Szlechta
- Polak potrafi - Jolanta Wysocka
- Pomaluj swój świat - Aneta Sadowska
- Starck - w poszukiwaniu lepszego świata - Agata Ostrowska-Galanis
- Tam, gdzie czas płynie wolniej - Aneta Sadowska
- Tylko odsetki -
- Wioski golfowe -
- Zakupy na eBay -
- Zawsze tu mogę wrócić - Alicja Ziemiańska-Ptasznik
- Łatwe w pielęgnacji krzewy - Małgorzata Sulewska