Małe jest piękne
Pojęcie małej przestrzeni to rzecz względna. To co dla jednych jest zbyt ciasne, innym wystarcza w zupełności. Wszystko zależy od trybu życia, przyzwyczajeń i codziennych potrzeb. Gdy Gosia i Leszek kupowali swój dom, wydawał im się maleńki, ale kiedy pojechali na wycieczkę do Japonii i zobaczyli, jak mieszkają tam przeciętne rodziny, przekonali się, że ich dom jest ogromny!
Dom wygląda zupełnie niepozornie z zewnątrz, wystarczy jednak wejść do środka, aby przekonać się, ile ciepła i wspaniałej atmosfery wnieśli doń jego gospodarze.
Mieszkają w Norwalk, Connecticut, już od wielu lat. Dom, który kupili dwa lata temu, udało im się zdobyć okazyjnie, mimo szaleńczo rosnących cen nieruchomości w tej okolicy. Musieli jednak włożyć sporo pracy w jego remont. Wpuścili więcej światła, wymienili okna na większe, szare wykładziny zastąpili połyskującymi podłogami, optycznie powiększyli mieszkanie, starannie dobrali kolory.
Niewielka powierzchnia domu sprawiła, że otwarcie wszystkich pomieszczeń na parterze było konieczne dla uzyskania efektu przestrzenności. Niewielki hol łączy się z pokojem dziennym, kuchnią i jadalnią. Granicę między pokojem i kuchnią wyznacza jedynie blat, przy którym stoją dwa wysokie krzesła. Dzięki niemu kuchnia zyskała dodatkową powierzchnię roboczą, zaś gospodarze - idealne miejsce na poranną kawę i śniadanie. Pokój dzienny sprzyja relaksowi. Nie ma tu miejsca na biesiadne spotkania, nie ma też wielu mebli. Kanapa, stolik i szafka stanowią główne wyposażenie. Wysoki skośny sufit rekompensuje mały metraż, daje więcej światła i czyni pomieszczenie większym. Jadalnia jest najjaśniejszą częścią domu. Okna od podłogi do sufitu pozwalają słońcu penetrować parter przez cały dzień, a żółte pasiaste rolety ożywiają pomieszczenie nawet w pochmurne dni. Rozsuwane przeszklone drzwi prowadzą z jadalni na mały drewniany taras, miejsce letniego grillowania.
Gosia i Leszek pozbyli się wszelkich zbędnych mebli, zostawiając jedynie najpotrzebniejsze sprzęty. Preferują naturalne drewno, które daje im poczucie ciepła i przytulności. Unikają ostrego oświetlenia, wieczorem dom wypełnia łagodne światło osłoniętych kloszami lamp.
Schody wiodące do sypialni i pracowni na górze pozbawione zostały balustrad, aby nie ograniczać przestrzeni. Zdobią je jedynie doniczkowe kwiaty, zaś jasne ściany eksponują artystyczne fotografie w czarnych ramkach. Okna nad schodami rzucają ciepłe światło na pięterko, skąd wyjrzeć można na pokój i jadalnię na dole. Pracownia i sypialnia gospodarzy wydają się zawieszone nad parterową częścią domu. Sypialnia była kiedyś antresolą otwartą na pokój dzienny. Została jednak zamknięta - pomimo ciekawego widoku i lepszych efektów przestrzennych - dla większej prywatności. Naprzeciwko sypialni znajduje się malutki pokoik, który pozostaje zamknięty dla gości. Na niewielkim biurku leżą miniaturowe zegarmistrzowskie przyrządy. Tu w ciszy i skupieniu Leszek „leczy” swych wiekowych pacjentów. Z fachu i zamiłowania jest bowiem horologiem.
W całym domu dominują kolory naturalne, stonowane: beże w holu, ziemista zieleń w pokoju i ciepłe żółcie w jadalni komponują się z piękną drewnianą podłogą. Białe sufity i framugi okien rozświetlają i podwyższają optycznie wszystkie pomieszczenia. Obrazy Leszka, które maluje w wolnym czasie, ożywiają pokoje jaskrawszymi kolorami abstrakcyjnych form lub martwej natury.
Wokół jest pełno pamiątek z licznych podróży gospodarzy. Ze ściany pokoju dziennego spoglądają maski przywiezione z Indonezji i Meksyku. Tu i ówdzie leżą muszle z Karaibów, stoją japońskie baniaki po sake i kamienie lawy z wulkanów Islandii. Proste półki ścienne są miejscem dla ulubionych książek, hinduskich kukiełek i starych fotografii. Czarno-białe zdjęcia z lat dziecinnych gospodarzy oraz lat młodości rodziców i dziadków zajmują też ściankę tuż przy kuchni.
Swój niepowtarzalny klimat i duszę miejsce to zawdzięcza przede wszystkim zegarom. Jest ich tu kilkanaście, każdy inny, a żaden z nich nie zagrzewa miejsca na dłużej. Przybywają z aukcji, najczęściej zaniedbane lub popsute. W rękach Leszka nabierają blasku i odżywają, by znów wędrować w świat na zamówienie klientów lub na przeróżne aukcje czy targi antyków. Przeważają okazy z połowy XIX wieku z Francji i Anglii. Wszystkie wybijają godziny. W domu rozbrzmiewa często prawdziwa orkiestra, od niskich, stonowanych gongów do dźwięcznych, radosnych dzwoneczków. Nie jest łatwo się z nimi rozstawać, cichym tykaniem i biciem „wrastają” w dom, są jak bicie jego serca. Taka jednak jest natura pracy Leszka, nie kolekcjonuje zegarów, lecz po prostu je restauruje. Ma kilka sztuk, których sprzedać nie zamierza, wie jednak, że każdy z nich może zostać zastąpiony jeszcze piękniejszym. Dołoży też wszelkich starań, aby zegarów w jego domu nigdy nie zabrakło.
Artykuły z numeru:
NR 5 ZIMA 2006
- Aniołowie się radują... - Halina Niedzielska
- Bezpieczne szaleństwo - Tomasz Deptuła
- Dom na górce - Janusz M. Szlechta
- Domowy bar z klasą - Marcin Żurawicz
- Energooszczędne mieszkanie - Piotr Leonowicz
- Jaki odkurzacz dla ciebie? - Aneta Sadowska
- Kredens - Janusz M. Szlechta
- Lexus, czyli E = MC2 - Marek Siodłoczek
- Małe jest piękne - Aneta Sadowska
- Nowoczesność z wyboru - Agata Ostrowska-Galanis
- Nowy Jork podhalański - Małgorzata Sulewska
- Ogrzewanie podłogowe - Mirosław Waluś
- Okap w naszej kuchni -
- Pogoń za marzeniem - Agata Ostrowska-Galanis
- Stopy do góry? - Tomasz Deptuła
- Storczyki - kwiaty dla każdego - Jolanta Wysocka
- Twoje igloo - Jan Latus
- Wnętrza na płótnie - Czesław Karkowski
- Zakopane w Catskill - Hanna Hartowicz
- Zamieszkać w dolinie Hudsonu -
- Śnieżny fenomen - Dorota Jarowicz









