Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Pogoń za marzeniem


Bluberries
Salon i jadalnia
Salon i jadalnia
Piotr Powietrzyński

Nieograniczona przestrzeń pozwala wnętrzom oddychać. Jadalnia oddziela salon od kuchni. Ogromny stół, wykonany na zamówienie, otaczają krzesła projektu Ligne Roset. Nad stołem dekoracyjne lampy papierowe Ingo Mauer w formie serwet.

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Powietrzyński
2007-06-07

Skórzane sofy z ABC składają się z części, które ustawiać można w różne konfiguracje. Na podłodze dywan z ABC ze ścinków bawełnianych koszulek. Małe chińskie szklane stoliczki pochodzą z aukcji antyków.

Bluberries
Korytarz
Korytarz
Piotr Powietrzyński

Schody z masywnych belek, służących niegdyś za podstawę konstrukcji domu, ciągną się przez wszystkie piętra. Są proste, dekoracyjne, zawieszone w powietrzu.

Bluberries
Schody
Schody
Piotr Powietrzyński

Schody z masywnych belek, służących niegdyś za podstawę konstrukcji domu, widok z tyłu.

Bluberries
Schody
Schody
Piotr Powietrzyński

Bluberries
Winda
Winda
Piotr Powietrzyński

Zbyt dożo schodów? Jest też i winda!

Bluberries
Pokój wypoczynkowy
Pokój wypoczynkowy
Piotr Powietrzyński

Meblościanka wykonana na zamówienie. Fotele Ligne Roset wykonane ze sznurka i stolik firmy Noguchi. Na ścianie oryginalne szpule filmowe.

Bluberries
Dom z zewnątrz
Dom z zewnątrz
Dub Rogers

Zewnętrzna elewacja 4-piętrowego szklanego loftu Andrzeja Rasieja. Aby nie ograniczać dostępu światła, część ścian zewnętrznych zastąpiono oknami. Przez szklane podłogi oglądać można niższe piętro domu.

Bluberries
Dom z zewnątrz
Dom z zewnątrz
Piotr Powietrzyński

Bluberries
Dom z zewnątrz
Dom z zewnątrz
Piotr Powietrzyński

Bluberries
Kuchnia
Kuchnia
Dub Rogers

W całości zaprojektowana przez Andrzeja i Wayna Turetta, wykonana przez niemiecką firmę Poggenpohl. Cementowe blaty kuchenne współgrają z podłogą wykonaną z tego samego materiału. Kuchnia wyposażona została w nowoczesny sprzęt firmy Sub Zero

Bluberries
Andrzej Rasiej
Andrzej Rasiej
Piotr Powietrzyński

Bluberries
Sypialnia
Sypialnia
Piotr Powietrzyński

Znajdująca się na najwyższym piętrze jest najjaśniejszym pomieszczeniem, dzięki dużej ilości światła i jasnej kolorystyce. Na środku fotel Loge firmy Montis, projektu Gerarda van der Berga z 1989 roku - już prawdziwy designerski klasyk.

Bluberries
Widok na taras
Widok na taras
Piotr Powietrzyński

Bluberries
Salon
Salon
Dub Rogers


Andrzej Rasiej - jeden z najciekawszych biznesmenów polskiego pochodzenia, entuzjasta internetu, społecznik - od lat pasjonuje się
architekturą i projektowaniem wnętrz. Wraz z zaprzyjaźnionym architektemWaynem Turettem stworzyli kilka projektów w Jersey Shore i na Manhattanie, w tym ostatni - czteropiętrowy dom w West Village. Ku zaskoczeniu Andrzeja, dom, który sobie wymarzył, okazał się zbyt perfekcyjny, by w nim zamieszkać.

Jak każdego młodego człowieka, który po raz pierwszy przyjeżdża do Nowego Jorku, Andrzeja Rasieja oczarowały małe kamienice ukryte wśród wielkich drapaczy chmur. Marzył, że pewnego dnia odniesie sukces finansowy, dzięki któremu stanie się właścicielem jednej z nich. Poszukiwania rozpoczął pod koniec lat 90. Interesowały go trzy najbardziej urocze i europejskie dzielnice miasta - West Village, Chelsea i słynna z pięknego widoku na Manhattan Brooklyn Hights.

„Dwadzieścia lat temu zbudowałem letni dom nad oceanem w Jersey Shore. Fakt, że musiałem mieć samochód, by tam dojeżdżać, jeszcze bardziej zawęził zakres moich poszukiwań. Potrzebowałem domu z garażem albo potencjalnym miejscem na jego budowę” - mówi Andrzej. W międzyczasie udało mu się kupić mieszkanie sąsiadujące z jego dotychczasowym apartamentem, co w znaczący sposób podbiło cenę całej nieruchomości.

„Gdy je sprzedałem, zdałem sobie sprawę, że mam prawie tyle pieniędzy, ile potrzeba na zakup starej kamienicy. Natychmiast zadzwoniłem do agencji wyjaśniając, że szukam domu do remontu, który będzie spełniał cztery ważne dla mnie warunki: będzie kosztował poniżej dwóch milionów dolarów, będzie w West Village, z garażem i na cichej, ustronnej ulicy. Czy na Manhattanie można mieć bardziej absurdalne wymagania?” - uśmiecha się Andrzej. Agentka wyjaśniła, że na takie domy czeka się około dziesięciu lat, ale zdeterminowany powiedział, że poczeka. Jakie było jego zdziwienie, gdy następnego dnia zadzwonił telefon i pracownica biura nieruchomości powiedziała, że właśnie taki dom pojawił się na rynku. Poszedł go zobaczyć i od razu zdecydował się na zakup. „Przebiłem innych kupujących, a było ich pięciu, tym, że dałem byłej lokatorce ponad pół roku na znalezienie nowego lokum i przeprowadzkę. Ten czas wykorzystałem na stworzenie projektu domu moich marzeń”.

Dolna część zakupionej przez niego kamienicy służyła na przełomie wieku za stajnię dla policyjnych koni, lata później, po zmianie właściciela, stała się garażem dla wielkich samochodów dostawczych, przewożących węgiel. Część górną stanowiło małe, dwupokojowe mieszkanko. „W momencie zakupu dom ten był najbrzydszym budynkiem na ulicy. Widziałem w nim jednak potencjał i wiedziałem, że po gruntownej przebudowie stanie się budynkiem najpiękniejszym” - mówi Andrzej. Postanowił zachować starą fasadę domu, wszystko inne miało być niespodzianką. „Tak naprawdę to zbudowałem dom w domu - uśmiecha się - przestrzenny czteropiętrowy loft, w którym z wyjątkiem zewnętrznej konstrukcji wszystko było nowe”. Większość kamienic na Manhattanie ma małe okna i niskie sufity, przez co pomieszczenia wydają się mroczne i nieprzyjazne.  Andrzej postawił na światło. Część ścian zewnętrznych zastąpił wielkimi oknami, wbudował okna-świetliki w części dachowej i szyby w podłogę, tak by można było przez nie oglądać niższe piętro. To na nim właśnie znajduje się niewielki ogród i japoński staw (Koy Pound), który rozciąga się pod przezroczystą podłogą w salonie.

„Ogród to najważniejszy element kolorystyczny domu, w którym dominują odcienie brązu i beżu. Celowo umieściłem go naprzeciwko głównego wejścia, by element zaskoczenia był jeszcze silniejszy. Najpiękniej wygląda zimą, gdy poprzez podświetlone kwiaty można oglądać spadający śnieg” - mówi Andrzej. Innym elementem funkcjonalno-dekoracyjnym są schody, które ciągną się przez wszystkie piętra domu. Do ich budowy Andrzej wykorzystał masywne belki, które przez 150 lat stanowiły podstawę konstrukcji domu. Po oczyszczeniu, oszlifowaniu i pomalowaniu stały się znakomitym materiałem budowlanym nowego projektu. Schody są proste, zawieszone w powietrzu.

„Zostawiłem wolną przestrzeń, by cała konstrukcja oddychała i sprawiała wrażenie lekkiej i nieograniczonej” - wyjaśnia Andrzej. Tą samą zasadą kierował się przy doborze mebli - przykładowo zakupiona w ABC sofa składa się z trzech przenośnych części, które można ustawiać w zależności od potrzeb i okazji w najróżniejsze konfiguracje.

W projektowaniu domu pomagali mu dekoratorka wnętrz Jessica Shaw oraz zaprzyjaźniony architekt Wayne Turett, z którym Andrzej współpracował przy wcześniejszych projektach. Na zasadzie burzy mózgów, wzajemnej krytyki i akceptacji stworzyli dom, który stał się prawdziwym dziełem sztuki. „Pamiętam moment, gdy był zupełnie gotowy. Kiedy popatrzyłem na efekt naszej dwuletniej pracy, w wyniku której powstało coś, co zupełnie przerosło zakres mojego marzenia, stwierdziłem, że... nie będę w stanie tam mieszkać! - opowiada gospodarz. - Wszystko było tak piękne i tak... niedostępne, jak na najpiękniejszym obrazie. Zdałem sobie sprawę, że wprowadzając się do niego, zawsze będę się martwić, by tego nie zniszczyć, tamtego nie zakłócić, a czegoś nie przestawić”.

Czy kiedykolwiek myślał, że właśnie tak zakończy się jego przygoda z domem marzeń? Andrzej twierdzi, że nie śledził dokładnie pośrednich etapów budowlanych.

Kontraktorzy każdą nowo zrobioną rzecz, jak podłogę, schody czy drewniane ściany, tuż po wykończeniu w celu zabezpieczenia przykrywali papierem. „By przyspieszyć tempo prac, wymyśliłem sobie charytatywne party dla Mouse, organizacji, którą założyłem dziewięć lat temu, a która zajmuje się do dziś instalacją komputerów w szkołach najuboższych dzielnic miasta i propagowaniem wiedzy komputerowej wśród uczniów z biednych rodzin”. Andrzej wyznaczył datę bankietu, o której poinformował kontraktorów. „W dniu przyjęcia wychodziłem do pracy pełen wątpliwości, co zastanę po powrocie - wysprzątany dom czy remontowe pobojowisko. To co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Po raz pierwszy oglądałem dom w całej okazałości, bez papierów, zakurzonych okien, farb, pędzli i tysięcznych innych akcesoriów. Wszystko lśniło w popołudniowym słońcu i wyglądało tak bajecznie, że sam siebie zapytałem - co ja właściwie stworzyłem? Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że zbudowałem dom zbyt idealny na moje codzienne potrzeby i styl życia. Potrzebowałem miejsca, w którym będę mógł się dobrze czuć z moimi małymi domatorskimi wadami, a nie salonów, w których nigdy nie będę śmiał rzucić się na kanapę, bo a nuż spadnie dekoracyjna poduszka. Spojrzałem na nowo zainstalowaną windę, którą w dwadzieścia sekund można było wjechać z kuchni na pierwszym piętrze do sypialni na czwartym. Czy chcę po każdą filiżankę kawy czy szklankę wody pokonywać dystans trzech pięter? A piętra pośrednie, gdzie prawie nigdy nie bywałem? Stawałem między eleganckimi meblami i zadawałem sobie pytanie, co dwie osoby mają zrobić z taką ilością miejsca?”.

Dziś Andrzej buduje nowy dom, dwupiętrowy, prostszy, bardziej codzienny. O starym nadal myśli z sentymentem, choć z perspektywy miesięcy przyznaje, że brakowało w nim damskiej ręki. „Nie mówię tu o chłodzie architektonicznym, bo nowoczesny dom wcale nie musi być zimny, lecz o detalach, jak kolor, dodatki, bibeloty designerskie, w doborze których kobiety są znacznie lepsze od mężczyzn. To doświadczenie upewniło mnie w przekonaniu, że przy budowie domu niezbędna jest współpraca i wspólne spojrzenie dwóch płci”. Po raz kolejny zrozumiał też, że sukces dobrego projektu tkwi w detalu. Efekt końcowy zależy od wielu czynników, takich jak użyty materiał, właściwie dobrane oświetlenie i połączenie wszystkich elementów razem. „Budowanie domu przypomina układanie kostek domina albo składanie puzzli w jedną logiczną całość. Gdy ominiesz jeden etap, reszta nie będzie pasować”. Czy żałuje podjętej decyzji? „Zawsze najciekawszy jest sam proces tworzenia, efekt końcowy to już czysta formalność - wyjaśnia Andrzej. - Dom nasiąka energią ludzi, którzy w nim mieszkają, i w zależności od lokatorów zmienia się jego dusza. W moim domu mieszka już ktoś inny, i jedyne, co zostało mi dzisiaj, to garść wspomnień, które mnie z nim połączyły. Większość jest dobra, ale są i takie, które do dziś napawają smutkiem i przerażeniem”. Jak to, gdy jedenastego września samoloty przeleciały nad głową Andrzeja, a za moment uderzyły w World Trade Center. „Wydarzenia wrześniowe opóźniły remont o dobre sześć miesięcy, bo trudno było dowieźć na dół Manhattanu potrzebne materiały. To nasunęło mi na myśl kolejne spostrzeżenie, że z wykańczaniem domu tak naprawdę nie należy się spieszyć. Dobrze jest trochę w nim pomieszkać, poczuć go, posmakować, a dopiero potem dokupić stół, zmienić lampy czy dobudować patio. Dom to oddychający organizm, który nieustannie prosi o zmiany. Gdy już wydaje ci się, że wszystko jest na swoim miejscu, nasuwa się nowa myśl i... znów zabierasz się do ulepszeń. Dlatego tak naprawdę, żaden dom nigdy nie jest skończony, bo zawsze znajdzie się w nim miejsce na realizację jeszcze jednego marzenia. 

dodajdo.com


napisany przez 20:00 12-09-2007 ELZBIETA I JACEK

BRAVO, BRAVO I JESZCZE RAZ BRAVO !!!
MAMY PODOBNE GUSTY, A MOJ MAZ PODOBNE ZDOLNOSCI.WMIARE NASZYCH MOZLIWOSCI, MAZ ZREALIZOWAL ( MNIEJSZE ) ALE TEZ " OTWARTE CUDO ".
POZDRAWIAMY

napisany przez 20:59 21-09-2007 elzbieta

bardzo piekne pod kazdym wzgledem.gratulacje.to rzeczywiscie swego rodzaju dzielo sztuki. dla mnie troche za duzo przestrzeni i trudno stworzyc atmosfere domowego ogniska. o wiele latwiej jest to osiagnac na jednej powierzchni gdzie z jednego pomieszczenia lub miejsca przechodzi sie niezauwazalnie w drugie .rzecz gustu i upodoban. raz jeszcze :bardzo ladne. powodzenia

napisany przez 00:43 03-01-2008 Stan Majcherkiewicz

Gratulacje. Aż się nie chce wierzyć, nie w to może, że Polacy za granicą mieszkają w takich cudach, ale, że biorą też udział w ich kreowaniu. Bardzo budujące.

 
napisany przez 00:45 03-01-2008 Stan Majcherkiewicz

Gratulacje. Aż się nie chce wierzyć, nie w to może, że Polacy za granicą mieszkają w takich cudach, ale, że biorą też udział w ich kreowaniu. Bardzo budujące.

Artykuły z numeru:
NR 5 ZIMA 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.