Pełna harmonia
Upodobania, gusty i smaki zmieniają się w nas stopniowo. Uczymy się dostrzegać i doceniać piękno przedmiotów, niejednokrotnie dzięki sugestiom ludzi, którzy już przekonali się, co stanowi dla nich esencję dobrego designu. Tak też było w przypadku Marzeny i Jacka Niklewiczów, którzy po latach dojrzeli do decyzji, jak chcą urządzić swój dom. Dziś panuje w nim niczym niezakłócona harmonia.
Zanim na dobre osiedli w Connecticut, najpierw mieszkali w Nowym Jorku na Hill Side, w słynnym "polskim akademiku", skąd przenieśli się na Astorię. Tam po raz pierwszy zaczęli się urządzać, gromadzić meble i traktować mieszkanie jak swój prawdziwy dom. Niedługo jednak zagrzali w nim miejsce, gdyż Jacek założył firmę zajmującą się dekoratorskim wykańczaniem wnętrz, przyjmując większość zleceń w sąsiednim stanie. Uciążliwe dojazdy z Queensu zmusiły ich do przeprowadzki do Bridgeport w Connecticut, a ponieważ firma rosła i przynosiła zyski, w tamtych okolicach w 1995 roku postanowili kupić dom.
Oglądali go jako jeden z pierwszych. Spodobał im się od razu, był bowiem jasny, wyższy i bardziej przestrzenny niż większość typowych amerykańskich domów i miał świetliki w dachu. Kupili go jednak dopiero po 6 miesiącach, gdy właściciel, zniecierpliwiony brakiem kupców, okazał się bardziej skory do negocjacji.
"Byliśmy tak szczęśliwi z tego zakupu, że wówczas ten dom wydawał nam się cudowny pod każdym względem" wspomina Marzena. "Zresztą ograniczone fundusze pozwoliły nam jedynie na odmalowanie ścian i wyczyszczenie dywanów w sypialniach".
Własnymi siłami odnowili najpierw kuchnię. Na istniejące stare szafki nabili listewki, pomalowali niektóre elementy, nadając im rustykalny wygląd i własnoręcznie zrobili blaty z ceramicznych białych i malowanych kafli. Dzięki temu pomieszczenie zyskało przytulny, wiejski klimat.
Intensywna praca zawodowa i ciągły kontakt z projektami i designerami zaczęły otwierać ich horyzonty na możliwości zmian i ulepszeń, jakie zapragnęli realizować u siebie w domu. Generalny remont rozpoczęli dopiero po 4 latach "od ogrodu. Wysypany żwirem plac zamienili w piękną parkową posesję z długim podjazdem, wycięli stare, umierające drzewa i posadzili sporo krzewów.
Później przyszedł czas na plany architektoniczne i rozbudowę domu. Chcieli powiększyć pokoje, przesuwając całą zewnętrzną ścianę, ale z powodu zbyt małej odległości domu od granicy sąsiadów nie uzyskali na to pozwolenia z miasta. Zamiast tego połączyli dwie mniejsze sypialnie na parterze domu, podwyższyli sufity, wstawili ogromne okna, stworzyli jasny i przestrzenny salon kominkowy. W tym samym czasie zlikwidowali na piętrze nigdy nieużywany przez nich taras, na którym jedynie zalegał śnieg i opadłe liście. Zabudowany, zadaszony, z niemal całą przeszkloną ścianą, stał się idealnym miejscem na pracownię. Dziś, choć większość dnia spędzają poza domem, tu popołudniami i wieczorami zasiadają za swoimi deskami kreślarskimi, obmyślając nowe projekty, przygotowując próbki nowych prac lub malując dla relaksu. Pokój ten jest wielką inspiracją do pracy, wpuszcza dużo światła, dając piękny widok na ogród o każdej porze roku.
Gdy po remoncie spojrzeli na swoją pracownię i świeżo urządzony salon kominkowy, postanowili kontynuować zmiany, pozbyć się wszystkich starych przedmiotów, ujednolicić styl i nadać wnętrzom więcej klasy. Dotychczas gromadzili przedmioty eklektyczne, a wszystko, do czego czuli sentyment, znalazło swe miejsce w jakimś wolnym kącie. Rozpoczęli więc poszukiwania innej, nowoczesnej i prostej formy. Odejście od tradycyjnych i standardowych mebli sugerował im również ich przyjaciel Łukasz Kurzatkowski, projektant oprawy graficznej w Operze Brukselskiej.
Postawili na minimalizm i klasyczny, nowoczesny design, ponieważ po latach stwierdzili, że taki najbardziej pasować będzie do ich wnętrz i stylu życia. Zadecydowały o tym również względy praktyczne. Alergia Marzeny zmusiła ją do pozbycia się z domu wikliny i nadmiaru tkanin gromadzących kurz.
Zaczęli wertować katalogi, odwiedzać galerie i kupować przedmioty z najsłynniejszych kolekcji nowoczesnych projektantów XX wieku. Tak weszli w posiadanie foteli Pavilion Ludwiga Miesa van der Rohe™a, kompletu wypoczynkowego projektu Pasquale Natuzziego oraz stolika do kawy Noguchi w pokoju rodzinnym, lamp Fucsia w jadalni, sofy i foteli Le Corbusiera w salonie czy Wassily Chair Marcela Breuera w sypialniach. Nie żałowali oszczędności, wiedzieli bowiem, że solidnie wykonane meble służyć im będą przez wiele lat. Poza tym, cóż, taka klasyka ciągle jest w cenie...
Galerie na Soho nie są jedynym miejscem, w którym kupują sprzęty domowe. W poszukiwaniu ciekawych lamp odwiedzają również... Ikeę. "Ikea posiada bardzo ciekawe nowoczesne projekty wielu sprzętów. Różnie jest z jakością wykonania, trudno jednak oczekiwać wiele za tak niską cenę. Jednak pomysłu niektórych lamp nie mogą się powstydzić�" mówi Marzena wskazując na swoje ulubione stojące lampy na długim ruchomym ramieniu, z białym abażurem, przypominające klasyki robione np. dla Kartella lub Flosa. Do innych lamp zakupionych w Ikei należą ścienne płaskie kinkiety z mlecznego szkła z okrągłym wybrzuszeniem.
Z nowoczesnymi meblami doskonale komponują się obrazy na ścianach. Marzena i Jacek zamiast tradycyjnego malarstwa preferują grafiki i plakaty, a wszystkie, które zdobią ich dom, są upominkami od współczesnych znanych artystów. Szczególną wartość mają dla nich czarno-białe prace Łukasza Kurzatkowskiego, przestrzenne formy Adama Niklewicza, odważne grafiki Krzysztofa Zacharowa, oraz kolorowe, pełne optymizmu obrazy Janusza Antoszczyka.
W niektórych pomieszczeniach zastosowali techniki dekoratorskie, których na co dzień używają w swojej pracy, jak np. tynki weneckie, doskonale prezentujące się w nowoczesnych wnętrzach.
Z upływem lat z wnętrz chaotycznych zaczął wyłaniać się dom pełen harmonii i klasy. Jedynym eklektycznym pomieszczeniem pozostała kuchnia. Rustykalna, postarzana, sąsiaduje z nowoczesną jadalnią z fikuśnie wygiętymi krzesłami i prostym stołem, na który ciepłe światło rzuca miedziana lampa autorstwa Jacka. Być może w przyszłości miejsce starych szafek zajmie rząd nowoczesnych, prostych mebli kuchennych.
Marzena i Jacek nie nazywają swej siedziby domem marzeń. "Prawdziwy dom marzeń moglibyśmy stworzyć tylko wtedy, gdybyśmy budowali go od podstaw według własnych planów" wyjaśnia Marzena. "Przerabianie gotowego budynku to ciągły kompromis, z którym trzeba się liczyć, podejmując każdą decyzję. Można go jednak pokochać, gdy widzi się efekt swoich zamysłów i pracy".
Artykuły z numeru:
NR 9 ZIMA 2007
- 70 odmian śniegu - Dagmara Babiarz
- Afirmacja piękna - Czesław Karkowski
- Ciepłe drabinki - Aneta Sadowska
- Dom polskiej nauki i tradycji - Elżbieta Kieszczyńska
- Domator - Jan Latus
- Grzańce winne i piwne - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Kanada - Marek Mańkowski
- Kominki nowej generacji - Maciej Mnich
- Królestwo pikapów - Marek Siodłoczek
- Mam ciągle wiele pomysłów - Jolanta Wysocka
- Nadwodna Shangri-la - Agata Ostrowska-Galanis
- Nieruchomości i oszuści - Tomasz Deptuła
- Obrazy sprzed lat - Józef Kołodziej
- Pełna harmonia - Aneta Sadowska
- U stóp Giewontu - Joanna Kuruc
- W blasku świecy - Marcin Poznań
- Wirtualne zakupy - Mirosław Waluś
- Zachowane piękno natury - Jolanta Wysocka







