Nadwodna Shangri-la
Thomas Britt z sentymentem wspomina czasy, gdy pola nad zatoką Mecox pyszniły się dorodną kukurydzą, złotym żytem i winogronami słodkimi jak najprzedniejsze deserowe wino. To właśnie z powodu tego widoku, tak zwykłego i niezapomnianego zarazem, Tom postanowił postawić tu swój letni dom.
"Moja stodoła powinna przyglądać się krowom�" mawia gospodarz wskazując na stojące tuż obok domu niewielkie chateau dla gości z widokiem na rozległą łąkę.
Gdy 40 lat temu przyjechał tu po raz pierwszy, poczuł się jak pionier. Urodzony w Kansas City w zamożnej irlandzkiej rodzinie, odnalazł w hamptońskim krajobrazie piękno, twórczą siłę i smak pozostawionego na drugim krańcu Ameryki dzieciństwa. Nieposkromiona wyobraźnia i uważne artystyczne oko szybko stały się znakiem firmowym Toma, stawiając go w czołówce światowych dekoratorów wnętrz.
O posiadłości w Water Mill mówi z typową dla hamptończyków czułością "renesansowa shangri-la". To oaza spokoju, ucieczka przed nowojorskim zgiełkiem i manhattańskim chaosem. "Gdy otwieram drzwi tego domu, staję się innym człowiekiem. Nie żyję jak na Manhattanie" tutaj zapraszam bliskich mi ludźmi, głównie artystów, unikam tłumów i restauracji. Mam znakomitego kucharza, więc lunche i kolacje jadamy w domu, najchętniej w ogrodzie albo w jadalni, zwanej Czerwonym Pokojem".
Dom Britta, zbudowany w stylu określonym przez autora jako "szalony egzotyzm" to kronika pasjonujących podróży do Europy, Azji i na Daleki Wschód. Fasada budynku to wzorowane na Pałacu na Wodzie w warszawskich Łazienkach monumentalne palladium. Tom zachwycił się Łazienkami podczas pierwszej podróży do Polski w latach 80. Pojechał tam, wiedziony ciekawością nowego kraju i opowieściami zaprzyjaźnionego architekta Wojtka Rutkowskiego. Zwieńczeniem polskiego wątku stała się przyjaźń i współpraca z innym Polakiem, Ryszardem Chmielewskim, projektantem i autorem chińskiej altanki po drugiej stronie centralnie położonego jeziorka oraz wykonawcą wszystkich architektonicznych projektów wewnątrz domu. "Początkowo planowaliśmy zbudować dom identyczny jak pałac w warszawskich Łazienkach. Współpracujący z nami architekt Peter Cook doradził jednak dobudowę dwóch równoległych skrzydeł. Tom lubi gości, więc dodatkowe miejsce zostało wykorzystane na pokoje dla nich" wyjaśnia Ryszard.
Pokoi jest czternaście, w tym siedem sypialni, zaskakujących kolorem, formą i detalem. Są wspomnieniami podróży do Irlandii, Birmy, Indii, Meksyku, Paryża, Portugalii czy Szwecji. Najpiękniejsze to pokoje Niebieski i Czarny. Zainspirowany rezydencją Ekensberg w Szwecji, Niebieski Pokój zachwyca grą koloru i światła. Proste, kremowe zasłony znakomicie kontrastują z niebieskimi pasami bawełny Schumacherowskich krzeseł. Srebrne indyjskie łoże w Czarnym Pokoju tylko pozornie kłóci się z ostrym pomarańczowym kolorem klęczników. Pomarańcz i przygaszone srebro są przecież w wielkim perskim dywanie i aksamitnych zasłonach. "Nie poszukuję równowagi. Moja wizja opiera się na zabawie niuansem, na eklektyzmie kolorów, form, materiałów. Wchodzisz do Czarnego Pokoju i jesteś w Indiach, w Niebieskim czujesz się jak w Szwecji. Czy to nie fascynująca podróż".
Tom chciał, by dom dawał poczucie nieskończoności, nieograniczoności, wolności, która wybiega daleko poza obszar czterech ścian. Stąd dużo w nim szkła i luster, które w zaskakujący dla laika sposób otwierają jedno pomieszczenie na drugie, stwarzając wrażenie niekończącej się głębi.
Najważniejszym elementem dekoracyjnym salonu-biblioteki, nazwanego według panującej tu kolorystycznej tradycji Żółtym Pokojem, są dwa buddyjskie bożki, symbol przepychu i wschodniej zmysłowości. Ustawione w niszach wysokich marmurowych kominków wprowadzają do pomieszczenia symetrię i architektoniczny porządek. Zachwycają trzy żyrandole z Wenecji i rząd krzeseł-liliputów " kopii Ludwika XV zrobionych dla Britta w Ameryce Południowej przez długoletniego przyjaciela Williama Piedrahita.
Uzupełnieniem salonu jest malowana podłoga, identyczna jak ta w letnim pałacu Rosersberg, szwedzkiego króla Karola XIV. Inspiracją dla salonu była biblioteka Chateaux de Groussay znanego kolekcjonera sztuki Charlesa de Beistegui. Oprócz cennych zbiorów De Beistegui wsławił się też balem maskowym w Pałacu Weneckim. "New York Times" uznał bal za wydarzenie towarzyskie 1951 roku, poświęcając mu przez cztery kolejne dni całą stronę kulturalną.
Czerwona jadalnia to orgia koloru, szkła i orientalnego przepychu. Centralnie położone lustro to brama do świątyni znaleziona przez Britta w Birmie, zabytkowe świeczniki (każdego wieczoru zapala się w jadalni 48 świec) pochodzą z Maroka, a srebrne misy inkrustowane muszelkami z Meksyku.
Nasze spotkanie dobiega końca. Słońce powoli chowa się za rzędem starych wierzb, znika za chińską altaną. Tom zapala pierwsze pochodnie. Gdy się ściemni w ogrodzie będzie ich 500.
"Ludzie narzekają, że ich marzenia się nie spełniają. Czy zrobili wszystko, by sobie w tym pomóc? Jestem wielkim zwolennikiem utopijnych marzeń i przyznaję, że większość z nich udało mi się zrealizować. Może z wyjątkiem jednego... Naprzeciwko mojej posiadłości stał wielki czerwony silos. Zburzono go, a dziś myślę, że byłby z niego fantastyczny dom".
Artykuły z numeru:
NR 9 ZIMA 2007
- 70 odmian śniegu - Dagmara Babiarz
- Afirmacja piękna - Czesław Karkowski
- Ciepłe drabinki - Aneta Sadowska
- Dom polskiej nauki i tradycji - Elżbieta Kieszczyńska
- Domator - Jan Latus
- Grzańce winne i piwne - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Kanada - Marek Mańkowski
- Kominki nowej generacji - Maciej Mnich
- Królestwo pikapów - Marek Siodłoczek
- Mam ciągle wiele pomysłów - Jolanta Wysocka
- Nadwodna Shangri-la - Agata Ostrowska-Galanis
- Nieruchomości i oszuści - Tomasz Deptuła
- Obrazy sprzed lat - Józef Kołodziej
- Pełna harmonia - Aneta Sadowska
- U stóp Giewontu - Joanna Kuruc
- W blasku świecy - Marcin Poznań
- Wirtualne zakupy - Mirosław Waluś
- Zachowane piękno natury - Jolanta Wysocka








