Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Domator


Bluberries
Wszędzie dobrze...
Wszędzie dobrze...
MegaStock


Kto jest domatorem? Na pewno jest nim każdy czytelnik magazynu „Twój Dom”. Kto domatorem nie jest? Mimo długotrwałych poszukiwań nie udało się nam znaleźć takich ludzi. Po prostu nie ma osób, które – wymieniając swoje cechy charakteru albo też np. wymieniając cechy pożądanego partnera życiowego – nie użyłyby słowa „domator”. Bo też kto jest przeciwieństwem domatora? Pędziwiatr? Włóczęga? Bezdomny może?

Określenie siebie jako domatora daje potencjalnemu partnerowi wiele obietnic: jestem stały w uczuciach, spokojny, łagodny. Jestem realistą, trzymam się ziemi, potrafię utrzymać dom. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, jestem rodzinny, dbam o rodzinę.

On: inni uganiają się za spódniczkami, babrają się w polityce, gonią za jakimiś chimerami. A ja będę – przysięgam – siedział co wieczór i w każdy weekend w domu. I tak aż do śmierci.
Ona: już się w młodości wyszumiałam, teraz wiem, że najważniejsza jest dla mnie rodzina, dom i święty spokój. Będę dobrą żoną, matką i gospodynią. Będę co wieczór i w każdy weekend – przysięgam – siedziała w domu. Aż do śmierci.

Bywając z Polsce, stwierdzam ze zgrozą, że wszyscy moi znajomi (czyli ludzie już w wieku średnim) są domatorami. I to jakimi! Pytania do nich o dobre kluby nocne spotykają się z wyrozumiałym uśmieszkiem: – Ja już z tego dawno wyrosłem! Pytania o restauracje, atrakcje poza miastem, koncerty, imprezy uliczne przynoszą zawsze taką samą odpowiedź, w samorozgrzeszającym się tonie: – My już tak za bardzo nie chodzimy, wiesz, dzieci. Wolimy posiedzieć sobie w domu. Obydwoje z żoną jesteśmy raczej domatorami. Potem dochodzi lista wytłumaczeń: że praca, firma, szef, życie publiczne i polityczne, Polska cała, cały syf wokoło tak ich stresuje, że potem po prostu muszą się schować w domu, żeby się zrelaksować. Czeka domowe ognisko, kuszą domowe pielesze. Zapraszają kapcie i podomka.
(Takie same argumenty mają zresztą polscy domatorzy w Ameryce).

To, że Polacy są wyjątkowymi domatorami, potwierdza spacer po polskich miastach. Oczywiście poważną wymówką jest klimat. Od listopada do marca jest ciemno, zimno i ponuro. Ulice są wymarłe, co potwierdza, że wychodzić z domu nie ma żadnego sensu. Ktoś czasem pójdzie do kina, na imprezę promocyjną, do znajomych. Ale potem – szybko do samochodu, a z samochodu – szybciutko do domu! – Kochanie, nastaw wodę na herbatę! Rozgrzać się, zrelaksować. Założyć kapcie i podomkę. Udało się, przeżyliśmy kolejny dzień. Jesteśmy w domu.

Także w cieplejszych porach roku trudno powiedzieć, żeby np. warszawiacy chętnie wychodzili wieczorami z domów. W szczycie sezonu zapełni się kilka kawiarnianych ogródków, ale w przeciętną niedzielę już wczesnym wieczorem ulice są kompletnie opustoszałe.

Co wtedy robią ludzie? Ano, siedzą w domach. Czasem siedzą, i oglądają telewizję, bo nie mają pieniędzy na wyjście do restauracji – taką wymówkę ma zresztą większość. A jak mają pieniądze – też siedzą w mieszkaniu, tyle że jest to mieszkanie duże i pięknie urządzone. Bo skoro polscy domatorzy spędzają całe życie w domu, jego uroda ma dla nich pierwszorzędne znaczenie. Niech nowojorscy utracjusze przewalają pieniądze w barach. My oszczędzamy na hiszpańskie kafelki i włoski ekspres do kawy.

Ta koncepcja życia staje się wątpliwa w przypadku rozwodu (co dotyczy już prawie połowy małżeństw), no ale zostawmy ten nieprzyjemny temat poza łamami naszego, miłego i przyjemnego, pisma.

Czy są jakieś nacje, grupy wiekowe, które nie są domatorami? Tradycyjnie narody południowe spędzały wiele czasu jadając na mieście i bawiąc się. Sprzyjał ulicznemu życiu ciepły klimat. Do pewnego stopnia ciągle tak jest, ale i ich ogarnia choroba konsumeryzmu, a mówiąc konsumeryzm mamy na myśli nie konsumpcję suszonej szynki z winem o północy, lecz nabywanie dóbr w rodzaju kafelków i ekspresów do kawy.

Może zresztą zamknięci w domach pozostają przedstawiciele wielu narodów, czego dowodem angielska maksyma My home is my castle i tabliczki na furtkach „Uwaga! Zły pies” w różnych miastach świata.

Chętnie przebywają na mieście młodzi mieszkańcy Manhattanu (zatłoczona, nieładna dzielnica Nowego Jorku, gdzie mieszka 0,01 procent czytelników „Twojego Domu”), ale to może dlatego, że wynajmują ciasne mieszkanka z sublokatorami, więc wieczorem muszą się wyrwać do jakiegoś Starbucksa. Tak przynajmniej o nich mówimy.

Grupą, która tradycyjnie nie mogła usiedzieć w domu, była dorastająca młodzież. – Ty to usiedzieć nie możesz! Gdzieś cię nosi! Ciągle nie ma cię w domu! W ogóle tu nie mieszkasz! Pobyłbyś trochę z nami! – wzdychały w swoim codziennym, cichym cierpieniu Matki Polki.

Ale ten problem mamy rozwiązany. Młodzież świata nie wychodzi już z domu. Siedzi w swoich pokojach, gdzie za pośrednictwem komputera porozumiewa się z innymi młodymi, również siedzącymi w swoim pokoju przed komputerem. Minie trochę lat i przeniosą się do większego pokoju, tego z kanapą i telewizorem. Pozostaną w nim, z przerwami na pracę i zakupy, aż do śmierci. Być może zresztą będą siedzieć w nim sami. Tak czy inaczej, jest to dobra wiadomość dla pism adresowanych do domatorów.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 9 ZIMA 2007

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.