Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Liberalizm i Red Sox

Czyli... zamieszkać w Massachusetts


Bluberries
Boston
Boston
Chee-onn Leong
2007-06-18

Kamienice w Beacon Hill " najpiękniejszej wiktoriańskiej dzielnicy Bostonu

Bluberries
Cape Cod
Cape Cod
Jimmy Lopes
2007-06-18

Typowa zabudowa wybrzeży Zatoki Dorsza

Bluberries
Boston
Boston
Elena Elisseeva
2007-06-18

Historyczna część Bostonu, zwana Północnym Krańcem (North End), jest najbardziej europejską dzielnicą miasta.

Bluberries
Mt. Greylock
Mt. Greylock
Denis Tangney
2007-06-18

Najwyższy szczyt w stanie Massachusetts (3491 stóp)


Jeśli chcesz się przenieść do Massachusetts, lepiej od razu zapisz się na kurs wiedzy o Red Sox i New England Patriots. Mieszkańcy tego stanu są bowiem tak emocjonalnie związani ze swoimi drużynami sportowymi, że trudno między nimi czuć się dobrze, nie dzieląc ich pasji.

Miłość ta jest równie silna, jak nienawiść do New York Yankees, nowojorczycy byli bowiem od lat największą przeszkodą dla bostońskich bejsbolistów do osiągnięcia wymarzonego tytułu mistrzowskiego.

Mało jest zgodnych opinii mieszkańców Massachusetts o swoim stanie (z wyjątkiem tych dotyczących sportu), choć praktycznie zawsze deklarują, że jest to miejsce do życia najlepsze z możliwych. „Massachusetts to absolutnie cudowny stan, gdzie ludzie mogą cieszyć się wszystkimi czterema porami roku, nigdzie się z niego nie ruszając” – twierdzi V. Williams z Bostonu. „Mamy zimne, śnieżne zimy, ciepłe, słoneczne lata, pięknie kolorowe jesienie i ukwiecone wiosny” – opisuje dumnie Elizabeth z Bestfield. Dla wielu osób jednak tamtejsza pogoda jest wariacka, okropna, nieprzewidywalna. Najczęściej padające epitety to „koszmarnie gorące lato” i „cholernie lodowata zima”. Chętnie wtedy używane jest słówko wicked (niegodziwy, zły), które w ustach mieszkańców Nowej Anglii ma często po prostu wzmacniające znaczenie i jest synonimem dla „naprawdę, bardzo”. The summer is wicked hot, The Red Sox are wicked good – mówią i jednocześnie ostrzegają: „Jeśli nie pochodzisz z Nowej Anglii, używając wicked, brzmisz idiotycznie”.

W 2005 r. liczba ludności Massachusetts wynosiła prawie 6 400 000, z czego większość (ok. 5 800 000) zamieszkuje zurbanizowaną część wschodnią. Zachód jest rolniczy, rzadko zaludniony. 80 proc. stanowią ludzie rasy białej, z czego najwięcej jest potomków Irlandczyków, a następnie Włochów, Francuzów, Anglików, Niemców oraz Greków, Litwinów i Polaków. W 2003 r. Massachusetts Institute for a New Commonwealth przeprowadził sondaż na dużą skalę, podczas którego badano poziom zadowolenia mieszkańców stanu. 71 procent jego respondentów uznało jakość swego życia za dobrą lub bardzo dobrą. Jednak tylko 15 proc. uważało, że poprawiła się ona w ostatnich latach, a 25 proc. chciałoby przenieść się gdzie indziej, gdyby miało możliwość. Problemem numer 1 dla największej liczby sondowanych okazała się możliwość zakupu domu po przystępnej cenie.

Przeciętny dochód mieszkańca Massachusetts w 2004 r. wynosił 42 102 dol. na osobę – drugi najwyższy w USA. Rozpiętość jednak jest znaczna. Stąd narzekania na drożyznę mieszkaniową. Na rynku sprzedaży nieruchomości znacznie więcej, szczególnie w okolicach Bostonu, jest oferowanych kondominiów niż domów jedno- czy wielorodzinnych. W dzielnicy South Boston, gdzie mieszka sporo Polaków, ceny kondominiów jedno- i dwusypialniowych zaczynają się od 190 tys. dolarów. Jednak żeby mieć jakiś wybór przy zakupie, trzeba dysponować sumą 245-300 tys. Na dom jednorodzinny potrzeba minimum 360 tys., jednak w okolicach 400 tys. ciągle znacznie więcej jest możliwych do kupienia kondominiów. Ceny większości sprzedawanych domów kształtują się tam w granicach 500-600 tys. dolarów. Niewiele niższe są ceny np. w oddalonych ok. 40 mil na południe miejscowościach Norwell czy Marshfield, choć kondominium tam można już trafić za 130 tys. dolarów, a mały domek za 270 tys.

Przystępniejsze są ceny w Worcester, drugim największym mieście stanu, położonym w jego centralnej części. Nienajatrakcyjniej ono wygląda z autostrady, ale może poszczycić się starymi, pięknymi dzielnicami, dobrymi szkołami, niską przestępczością i wielką różnorodnością restauracji. Jednosypialniowe kondominium można tu kupić już za 75 tys. dolarów, a dom jednorodzinny za 180 tys., choć raczej trzeba liczyć ok. 220 tys. Na dom wielorodzinny trzeba mieć ok. 300 tys. dolarów. Ceny całkiem znośne – i niejeden agent nieruchomości powie „to tylko niepełna godzina drogi od Bostonu”. Jeśli ktoś jest spoza stanu, może się na tę przynętą skusić. Ci, którzy mieszkają w Worcester, ostrzegają, że w godzinach szczytu ten przejazd prawie zawsze wydłuża się do dwóch godzin, a gdy ktoś chce korzystać z komunikacji publicznej, musi się liczyć z ciągłymi usterkami. Miasto historycznie industrialne, przebudowuje się i zmienia na ciekawsze kulturalnie, tu znajduje się m.in. znane muzeum wojska Higgins Armory. I choć jego rodowici mieszkańcy złośliwie twierdzą, że najbardziej unikatowym zjawiskiem są tam burze śmieciowe, podczas których wiatr miota odpadkami po ulicach, to Worcester przyciąga w ostatnich latach szybko rosnącą liczbę imigrantów (także Polaków).

Kolejną opcją do osiedlenia jest imigranckie Lowell na północy. Miasto ulubione przede wszystkim przez Azjatów (głównie z Kambodży), jest kompletną mieszanką etniczną. „Lowell jest słynne ze swoich młynów i walk gangów. Znajduje się tam 35 kafeterii Dunkin' Donuts, z czego tylko w trzech są pracownicy mówiący po angielsku – tak opisuje go jeden z jego mieszkańców w Urban Dictionary. – Przez większość roku jego centrum jest okupowane przez bezdomnych i tylko na czas Lowell Folk Festival (w tym roku w lipcu reprezentował nas tam polonijny zespół z Connecticut Dennis Polisky and the Maestro's Men) zjeżdżają się tam odważnie ludzie z podmiejskich Chelmsford, Westford, Andover” – pisze dalej. Na tym samym forum jednak inny wieloletni mieszkaniec miasta broni go, uważając za barwne i interesujące. Dla imigranta miejsce wydaje się nienajgorsze. Ceny kondominiów kształtują się na poziomie 55-90 tys., zaś ceny domów jednorodzinnych rozpoczynają się od 195 tys. dol. Kto chce kupić tani dom w Massachusetts, może spróbować w Springfield czy Chicopee – wystarczy tam mieć 100-170 tys. W obu miastach żyje spora grupa Polonii, ale powiat, w którym leżą – Hampden (południowy zachód) – jest jednym z biedniejszych w stanie.

Bardzo atrakcyjne są tereny nadmorskie południowo-wschodnie, czyli przede wszystkim Cape Cod (Przylądek Dorsza). Piękne wybrzeże Massachusetts przeżywa w każdy letni weekend najazd przybyszów z Connecticut i Nowego Jorku oraz Bostonu. Jest to centrum turystyczne stanu i w związku z tym nieruchomości zasadniczo są drogie, nie ma też ich zbyt wiele do wyboru. W okolicach Provincetown czy Truro na dom trzeba przeznaczyć ok. 450 tys., tańsze zdarzają się w Hyannis – od 260 tys. dol.

Co myślą o Massachusetts jego mieszkańcy? „Najgęściej zaludniony stan na północnym wschodzie. Znany z Red Sox, Patriots, złych kierowców, autostrad o dwóch nazwach (I-95 jest tam nazywane drogą 128) i Dunkin' Donuts” (stąd pochodzi sieć kafeterii i jest ich tu niezwykle dużo) – twierdzi Steve z Bostonu. Niektórzy nazywają swój stan Taxachusetts, narzekając na nadmierne podatki, ale nie jest to zbyt sprawiedliwy osąd, bo personalny podatek dochodowy jest tam ustalony na stałym poziomie 5,3 proc., a podatek od sprzedaży wynosi 5 proc. „Massachusetts odegrało wielką rolę w kształtowaniu narodu amerykańskiego, poczynając od pielgrzymów. Tu odbyły się sądy nad wiedźmami z Salem, bitwy o Concord i Lexington, 'bostońska herbatka' (początki walki o niepodległość) i wiele innych wydarzeń, o których uczymy się na lekcjach historii” – dumnie twierdzi Erica z Worcester. Massachusetts było szóstym stanem, który dołączył do Unii. „Tu ma swoją siedzibę słynna Bostońska Orkiestra Symfoniczna. Tu znajduje się kilka znanych uniwersytetów, jak Harvard, MIT czy Wellesley, oraz 12 345 innych uczelni wyższych!” – chwali się także Erica.

Boston – stolica stanu i jego centrum kulturalne – jeszcze w pierwszej połowie XX w. był konserwatywnym miastem, gdzie rządy faktycznie sprawował strzegący czystości moralnej New England Watch and Ward Society. Pod jego wpływem w 1903 r. splądrowano i ukarano księgarnię Old Corner za sprzedaż „Dekamerona” Boccaccia, w latach 20. wycofano z półek księgarskich prace m.in. Ernesta Hemingwaya i Sinclara Lewisa. Na scenach teatrów grano poprawione wersje wielu sztuk, tzw. wersje bostońskie. Od tamtej pory jednak Massachusetts zasadniczo się zmieniło i dziś ma reputację bardzo liberalnego stanu. Politycznie zdecydowanie górują tu demokraci – mają całą reprezentację stanu w Kongresie. Stąd pochodzi najbardziej znana rodzina tej partii – Kennedych. I choć od 1991 r. gubernatorami są republikanie, także uważa się ich za wyjątkowo liberalnych. Od 2004 r. Massachusetts jest też pierwszym stanem w USA, gdzie wprowadzono prawo zawierania małżeństw gejowskich.

I na koniec mały smaczek – bostończycy zarzekają się, że absolutnie nie jeżdżą pojazdem zwanym „kaczą łódką” (Duck Boats Tours), że jest to zabawa tylko dla turystów. W 2004 r. jednak – po pierwszym od 86 lat triumfie Red Sox w World Series – zwycięska drużyna przeparadowała ulicami Bostonu przed 3-milionową wiwatującą publicznością właśnie w „kaczych łódkach”.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 8 JESIEŃ 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.