Czwartek, 28 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Zapach domu
Trafiłyby zapewne także wtedy, gdyby ktoś przemalował fasadę na zjadliwy pomarańczowy i ciepnął grecką kolumnadę. Mruczek i Azor nie byliby więc najlepszymi czytelnikami magazynu poświęconego architekturze i estetyce wnętrz. Dla ludzi natomiast najważniejszy jest zmysł wzroku. Po prostu, dom ma być ładny. Podobać musi się kolor ścian, kształt mebli i barwa kwiatów na klombie. Podobać ma się każdy detal – i ich kompozycja.
Ale przecież i inne nasze zmysły uczestniczą w ocenie domu. Na przykład dotyk. Dla wielu architektów zastosowany materiał jest istotny nie tylko ze względu na wygląd, ale na fakturę. Surowy, chropawy beton czy cegła dają zupełnie inne wrażenie sensoryczne, gdy przejechać po nich ręką, niż gładki, chłodny marmur lub granit. Polakierowane drewno jest równie gładkie, ale cieplejsze; drewno surowe daje zupełnie inną sensację. Inaczej czujemy się stąpając boso po grubej wykładzinie dywanowej, inaczej – w obcasach po dębowym parkiecie.
Czy domy też słychać? Wbrew pozorom, budynki też wydają swoiste dźwięki. Są domostwa wyciszone jak grób, zbudowane z grubych, ceglanych murów, wyposażone w potrójne okna. Tak się buduje w Europie. Architektura amerykańska (czy też np. japońska) jest lżejsza. Cienkie, gipsowe ściany i lekkie okna odfiltrowują tylko część szumu ulicy i kłótni sąsiadów. We wnętrzach wszechobecny jest szum klimatyzatorów, wentylatorów i lodówek. Cichsze wydają się za to kroki i rozmowy domowników. Na zewnątrz amerykański dom hałasuje wystawionymi na ulicę gardzielami klimatyzatorów. Huczą też potężne agregaty na dachach manhattańskich drapaczy chmur. Europejskie budynki są przy nich ciche jak myszki. Nocą śpią głębokim snem; te na Manhattanie – ciągle gadają.
Osoba niewidoma, nie mogąc docenić piękna domu, może przesuwać ręką po jego powierzchniach. Wyczuwa lepiej od nas wszystkie kształty, faktury i dźwięki. Zapewne jest też bardziej wyczulona na zapachy.
Czytelnicy tego pisma zapewne porównują często Amerykę do Polski, niech więc te porównania dotyczą także zapachu domów. A różnią się one niesłychanie.
W Polsce pachnie ziemią, cementem i cegłą. Zapachy to mocne, wilgotne, chłodne. W Warszawie, gdzie buduje się wiele, dominują te właśnie wonie: najpierw usuwanej pod wykop fundamentów ziemi, często wilgotnej i zmarzniętej. Potem leje się aromatyczny cement, pachną surowe cegły. Polskie domy, z wyjątkiem nowoczesnych biurowców, gdzie dominuje stal i szkło, stawiane są tradycyjnymi metodami. Ich zapachy są więc zapachami ziemi, wiejskimi, naturalnymi. Ciągle pachnie drewno, gdyż z niego buduje się szalunki i kładzie podłogi; czasem drewniane są też framugi okien. Potem pachnie mokry tynk, gdyż domy w Polsce prawie nigdy nie są okładane licówką, prawie zawsze zaś – tynkowane.
Amerykański dom, jak w ogóle wiele amerykańskich produktów czy roślin, zdaje się nie mieć zapachu. Gorące powietrze pochłania zapachy stawianych na Manhattanie wieżowców; zostaje jedynie kurz. Gdzieś pod niebem spawacze dokładają kolejne zapałki metalowych belek – za daleko, aby poczuć woń gorącego żelaza.
Może trochę pachną belki i deski, z których stawiany jest szkielet przeważającej części domów mieszkalnych i pawilonów handlowych. Pachną też, choć blado, płyty gipsowe. Te zapachy nie mają jednak zmysłowego, pierwotnego charakteru, nie przywodzą skojarzeń z naturą, z zimną wilgocią cmentarzy, z chłodną stęchlizną piwnic i wnętrz europejskich kościołów.
Amerykański dom zaczyna pachnieć dopiero wtedy, gdy jest wykańczany. Inne to są zapachy, nie tak naturalne, ale też ładne. Świadczą bowiem, że budowniczy jest już prawie u mety, że już wkrótce ktoś zaludni te wnętrza, szczęśliwy ze swojego nowego domu. Pachnie świeżo położona na ścianach farba. Słodko pachną plastikiem świeżutkie carpets i kserokopiarki czekającego na pierwszych lokatorów biura. Pachnie darń położona przed nowym domkiem jednorodzinnym.
Zapachy nowych dywanów, lodówek i zmywarek szybko wyparują. Dom jako taki nie będzie miał tego silnego aromatu (czy też – odoru), który przynoszą dziesiątki, a nawet setki lat starzenia się, absorbowania przez mury ludzkich woni, zapachów gotowanej kapusty i pieczystego, wdychania i wydychania powietrza z atmosfery. Amerykański dom, bardziej plastikowy i powiewny niż forteczne mury europejskich starówek i nowobogackich willi, otworzy za to swoje podwoje – podobnie jak wpuszcza hałasy z zewnątrz – na zapach okolicznych drzew, łąk i jeziora, wiewiórek i okazjonalnego skunksa. Chętnie będziemy te drzwi otwierać i spędzać dużo czasu w ogrodzie, na ganku, na werandzie i przy basenie. A budynek będzie się z przyrodą zapachami dzielił i wymieniał. Tak więc nie zapamiętamy specyficznego zapachu swojego, amerykańskiego domu. Ale pies zawsze trafi.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 8 JESIEŃ 2006
- Bydgoszcz - Wojciech Kowalski
- Duet na cztery ręce - Agata Ostrowska-Galanis
- Internetowe poszukiwania - Mirosław Waluś
- Jesienne tango z kwiatami - Jolanta Wysocka
- Jesienny pomocnik, czyli... power blower - Aneta Sadowska
- Liberalizm i Red Sox - Katarzyna Zalewska
- Listopad... miesiąc chryzantem - Małgorzata Sulewska
- Malarstwo 'naiwne' - Czesław Karkowski
- Manewry na trudniejsze czasy - Tomasz Deptuła
- Małe mieszkanie z widokiem na wielki świat - Aneta Sadowska
- Mebel F. - Aneta Sadowska
- Na ostrzu noża - Ewa Sukiennik-Maliga
- Okruchy wspomnień... -
- Quhnia... rodem z Powiśla - Janusz M. Szlechta
- Rezydencje multimilionerów - Ewa Sukiennik-Maliga
- Spyker... Latający Holender - Marek Siodłoczek
- Strachy w Chicago - Danuta Peszyńska
- Zapach domu - Jan Latus
- Ze słońcem na dachu - Jolanta Wysocka
- Zielone oazy - Halina Niedzielska
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK