Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Strachy w Chicago
Wśród szklanych budynków kampusu Uniwersytetu Illinois Hull House wygląda jak kapsuła zastygłego czasu. Dwukondygnacyjna willa z białymi kolumnami i tarasem została wybudowana przez Charlesa J. Hulla w 1856 roku, kiedy pachniało tam jeszcze prerią. Jednak już wkrótce, po wielkim pożarze, w pejzażu pojawiły się kominy fabryczne, zaczęły wyrastać zakłady przemysłowe i osiedla robotniczych slumsów. Mieszkali w nich w większości nowo przybyli z Europy imigranci – głównie Włosi, Grecy, Żydzi, ale także i Polacy. Właśnie oni – zwłaszcza kobiety – stali się celem wysiłków edukacyjnych, wychowawczych i pomocy materialnej Jane Addams, która wraz z Ellen Starr Gates w1889 roku założyła w Hull House ośrodek opieki społecznej. Instytucja rozwijała się przez prawie 50 lat, stając się jedną z najbardziej postępowych Ameryce.
Paradoksalnie jednak na początku XX wieku Hull House wywołał zainteresowanie o zgoła odmiennym charakterze. Po mieście rozniosła się wieść, że w domu mieszka „dziecko szatana”. Przez długi czas ustawiały się przed bramą kolejki kobiet, które chciały na własne oczy zobaczyć „diabelskie nasienie”. Niejedna z nich wydawała ostatnie centy, żeby dojechać na miejsce wydarzenia.
Na nic zdały się tłumaczenia pracowników instytucji i samej fundatorki, która potem w swojej biografii poświęciła sporo miejsca temu epizodowi. Emocje rosły i pojawiały się nowe wersje opowieści. W jej licznych odmianach powtarzał się ten sam motyw – złego męża czy ojca – choć anegdota odzwierciedlała różne tradycje kulturowe samych autorek.
Według najbardziej popularnej wersji włoskiej pewna młoda katoliczka wbrew woli rodziców poślubiła ateistę. Kiedyś mąż wpadł w szał, zrzucił ze ściany obraz Matki Boskiej, pomstując, że wolałby mieć raczej diabła w domu niż taki wizerunek. Żona wkrótce powiła dziecko, które miało nie tylko rogi, ale i diabelski charakter. Maleństwo wcześnie zaczęło palić papierosy i wyśmiewało swoich rodziców. Zdesperowany ojciec, nie mogąc sobie z nim poradzić, przyniósł je do Hull House. Pracownicy instytucji chcieli ochrzcić dziecko, ale ono wyrwało się księdzu i zaczęło pląsać między tylnymi rzędami ławek. Nawet niezmordowanej w swych zabiegach wychowawczych Addams nie udało się go okiełznać, trzymała je – jak wierzono – pod kluczem w pokoju na poddaszu, gdzie w końcu umarło czy też wywieziono je do przytułku w Waukegan.
Addams uważała, że legenda tak mocno rozpłomieniała wyobraźnię imigrantek, gdyż mogły się z nią identyfikować. Pozwalała zapomnieć o trudach życia i dawała choć na chwilę poczucie własnej wartości. W pewnym momencie ustało zainteresowanie i wydawało się, że 100 lat później nikt już o niej nie będzie pamiętał. Pewnie tak by się stało, gdyby nie to, że w budynku – obecnie muzeum – zauważono przedziwne zjawiska. A to jakieś przedmioty same się przesuwają, a to po schodach wędrują ponure cienie postaci. Niektórzy odwiedzający to miejsce zaklinają się, że widzieli w okienku na poddaszu kształty zdeformowanej twarzy… Ale widmo małego „diabełka” nie jest jedynym, które w domu się objawia. Błąka się tam jeszcze duch samej Addams, a także dziewczyny, która popełniła samobójstwo w pokoju na pierwszym piętrze. W przyległym ogrodzie między dziwacznie powykręcanymi drzewami zdarza się zobaczyć zakapturzonego mnicha, który nagle rozpływa się w powietrzu, a innym razem Indianina – niegdyś w tym miejscu pochowanego szamana szczepu Potowatome.
Wśród opowieści o chicagowskich nawiedzonych budynkach szczególnie intrygująca jest historia związana z Glessner House. Dotyczy ona nie tylko wyjątkowego – ze względu na architekturę i historię – domu, ale również jego twórcy, którego duch – i to ponoć dosłownie – jest tam wciąż obecny. Przypominająca kamienną fortecę budowla – dziś obiekt muzealny – jest jednym z nielicznych zachowanych domów przy historycznej Prairie Avenue. Na przełomie wieków była to najbardziej wytworna – jak zachwalał informator wystawy światowej 1893 roku – ulica na zachód od 5 Avenue w Nowym Jorku. Po obu stronach wznosiły się wiktoriańskie rezydencje Fieldów, Pullmanów, Kimballów i innych prominentnych chicagowskich rodzin. Okres świetności okolicy był jednak krótkotrwały. Już na początku dwudziestego stulecia zaczęły tam wyrastać fabryki i magazyny, w pobliżu poprowadzono linię kolejową. Tętniące niegdyś życiem domy pustoszały, z czasem niszczały, aż w końcu większość z nich wyburzono.
Taki sam los spotkałby niechybnie dom Glessnerów, gdyby nie został uratowany przez grupę mieszkańców i architektów w 1966 roku. Obecnie zabytek architektury jest jedynym zachowanym w Chicago dziełem Henry’ego Hobsona Richardsona, którego prace inspirowały Louisa Sullivana i Franka Lloyda Wrighta. Nie był to ostatni projekt architekta, ale uznawany jest za szczytowe jego osiągnięcie.
Kiedy jednak dom został postawiony w 1887 roku na rogu Prairie i 18 Ulicy, wzbudził wiele krytycznych reakcji. Nawiązujący do stylu romańskiego odbiegał od tradycyjnej zabudowy ulicy, w której dominowały wiktoriański gotyk i klasycyzm. Sąsiadów raziły masywne kształty kamiennej budowli z małymi oknami od frontu. Nowatorskim pomysłem architekta było bowiem „otwarcie” domu nie na ulicę, lecz na zaciszny dziedziniec, na który wychodziły szerokie okna. Stamtąd też tylko można podziwiać baszty, wieżyczki i inne architektoniczne urozmaicenia tylnej elewacji.
W przeciwieństwie do surowej bryły budynku, wnętrza sprawiają wrażenie ciepłe i przytulne. Oryginalne sprzęty, obiekty sztuki, książki przybliżają postaci gospodarzy: Johna Jacoba Glessnera, założyciela i jednego z dyrektorów kompanii International Harvester oraz jego żony Frances Mackbeth. Oboje mieszkali w domu przez 50 lat, ciesząc się – jak John pisał w książeczce dla swoich dzieci „The Story of a House” – każdą spędzoną w nim chwilę. Po śmierci właściciela w 1936 roku dom został przekazany chicagowskiemu oddziałowi Amerykańskiego Instytutu Architektów, który miał tam utworzyć muzeum, bibliotekę i ośrodek edukacyjny. Niestety, tak się wówczas nie stało. Dopiero zakupienie budynku przez Chicago School of Architecture Foundation (od 1977 roku Chicago Architecture Foundation) umożliwiło spełnienie woli właściciela.
Żadne jednak zmiany administracyjne ani prowadzone od lat prace remontowe i konserwatorskie nie zdołały przepłoszyć ducha, który – jak zapewniają świadkowie – z nieskrywanym ukontentowaniem pojawia się tam o dziwnych porach. Słychać wtedy odgłosy ciężkich kroków w pustych pokojach i nie wiadomo dlaczego włącza się lub gaśnie nagle światło. Widziano nieraz cień masywnej postaci przechadzającej się po wybrukowanej ścieżce obok domu i znikającej nagle bez śladu. Nietrudno się domyślić, że mógł być to fantom samego architekta, którego portret – zgodnie z wolą właściciela – wciąż wisi na ścianie w głównym holu. Wizerunek przedstawia potężnego mężczyznę – Richardson ważył wówczas 350 funtów. Architekt ukończonego domu Glessnera nigdy nie zobaczył, zmarł kilka tygodni wcześniej. Mówił jednak do swoich asystentów, że sam mógłby w nim zamieszkać… Krążą słuchy, że kiedy jego duch odwiedza dom, na Prairie Avenue rozlega się tętent pędzących koni.
Czerwony heraldyczny lew na białym tle, elewacja z cegły i gustownie postarzałego drewna, dwukondygnacyjne wnętrze stylizowane na angielski pub i autentyczna czerwona budka telefoniczna z Londynu – oto Red Lion Pub, jedno z najintensywniej i najliczniej nawiedzonych miejsc w Chicago.
Postawiony w 1882 roku budynek służył kolejno jako dom mieszkalny, salon hazardu, pralnia i sklep. W 1984 roku kupił go i odrestaurował architekt John Cordwell, który otworzył pub pod obecną nazwą. Na cześć swego ojca, który zmarł w Anglii i nie został właściwie pochowany, wstawił na piętrze witrażowe okno. Wkrótce klienci zaczęli zgłaszać zawroty głowy i poczucie czyjejś obecności przy przechodzeniu obok witrażu. Cordwell przypisywał to zjawisko duchowi swego ojca.
To był tylko początek. Dziś można się dowiedzieć o całej plejadzie duchów niepokojących to miejsce i – oczywiście – przysparzających mu popularności. Od czasu do czasu klientka korzystająca z damskiej toalety na piętrze nie może długo otworzyć drzwi, a kiedy jej dobijanie się sprowadza na pomoc obsługę, okazuje się, że wystarczy przekręcić klamkę. Ten dowcip sytuacyjny jest sprawką Sharon, brunetki ubranej w stylu lat 20. XX w., która zmarła w tamtym czasie w najbliższym sąsiedztwie. Innym razem z toalety słychać wrzask, ale spieszący na ratunek przekonują się, że nikogo tam nie ma.
Przy barze zjawiają się i znikają dwaj mężczyźni – brodaty brunet i blondyn, który zabił brodacza za dług karciany. Innym razem klienci zwracają uwagę na intensywny zapach lawendy – to znak, że jest w pobliżu duch zmarłej w tym domu upośledzonej umysłowo dwudziestolatki, znanej z nadużywania lawendowych perfum. Zdarza się, że wchodzący do sali na piętrze z przerażeniem alarmują obsługę, widząc na podłodze nieruchomą, zakrwawioną kobietę. Pracownicy pubu wiedzą, co zastaną – pusty pokój bez śladu zjawy. Tam właśnie wiele lat temu zmarła kobieta w gwałtownym ataku epilepsji. Jedyny naprawdę złośliwy i niebezpieczny – duch dawnego mieszkańca, znanego jako Dirty Dan Danforth – działa jako niewidzialna siła, która spycha ludzi ze schodów. Jedną z jego ofiar był obecny współwłaściciel pubu Colin Cordwell, którego „brudny Dan” posłał do szpitala.
Jeśli bywalcy Red Lion nie mają dość wrażeń, mogą przejść przez ulicę, aby po drugiej stronie Lincoln Avenue rzucić okiem na dawne kino Biograph, miejsce śmierci słynnego bandyty Johna Dillingera w 1934 roku. To tam właśnie, wskazany agentom FBI przez dziewczynę, znaną w miejskiej legendzie jako „Lady in Red”, padł zastrzelony podczas ucieczki w boczną uliczkę. Tam właśnie można czasem zobaczyć cień mężczyzny, który biegnie, pada i znika, rozpływając się w powietrzu.
Współpraca: Krystyna Cygielska
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 8 JESIEŃ 2006
- Bydgoszcz - Wojciech Kowalski
- Duet na cztery ręce - Agata Ostrowska-Galanis
- Internetowe poszukiwania - Mirosław Waluś
- Jesienne tango z kwiatami - Jolanta Wysocka
- Jesienny pomocnik, czyli... power blower - Aneta Sadowska
- Liberalizm i Red Sox - Katarzyna Zalewska
- Listopad... miesiąc chryzantem - Małgorzata Sulewska
- Malarstwo 'naiwne' - Czesław Karkowski
- Manewry na trudniejsze czasy - Tomasz Deptuła
- Małe mieszkanie z widokiem na wielki świat - Aneta Sadowska
- Mebel F. - Aneta Sadowska
- Na ostrzu noża - Ewa Sukiennik-Maliga
- Okruchy wspomnień... -
- Quhnia... rodem z Powiśla - Janusz M. Szlechta
- Rezydencje multimilionerów - Ewa Sukiennik-Maliga
- Spyker... Latający Holender - Marek Siodłoczek
- Strachy w Chicago - Danuta Peszyńska
- Zapach domu - Jan Latus
- Ze słońcem na dachu - Jolanta Wysocka
- Zielone oazy - Halina Niedzielska
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK