Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Cisza białych ścian


Bluberries
Pokój śniadaniowy
Pokój śniadaniowy
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Stół i fotele z pleksiglasu firmy Plexicraft. Przeszklone drzwi firmy Anderson Windows.

Bluberries
Pokój dzienny
Pokój dzienny
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Stół ze srebrnej płyty laminowanej. Na nim rzeźba z białego alabastru syna Verna zatytułowana "Twarz alabastrowa"

Bluberries
Eleanora i Bertram
Eleanora i Bertram
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Na ścianie "Dom w twarzy"

Bluberries
Sypialnia
Sypialnia
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Drzwi wejściowe wykonane z czarnej płyty laminowanej zaprojektował Bertram, zaś srebrne klamki w kształcie rombów wymyśliła Eleanora. Zimą kominek jest codziennie używany przez gospodarzy.

Bluberries
Sypialnia
Sypialnia
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Większość mebli w sypialni, jak łóżko, stół w kształcie rombu i trójkątne krzesła, została zaprojektowana przez Bertrama. Stolik wykonany ze szkła umożliwia obserwowanie życia na dolnym piętrze.

Bluberries
Pokój gościnny
Pokój gościnny
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Nad łóżkiem rzeźba Bertrama wykonana z brązu"Trojaczki i duży brat", przedstawiająca synów Eleanory i Bertrama. Na stole rzeźba syna Alexa "Wieloryby-matka z dzieckiem"

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Stół i fotele z pleksiglasu modnego w latach 70. firmy Plexicraft. Obok dwa lustra firmy Hampton Glass z Southhampton. Centralne miejsce zajmuje najnowszy obraz Eleanory "Adam i Ewa" z 2006 roku.

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Stół i krzesła z pleksiglasu firmy Plexicraft. Świeczniki firmy Nambe Fred Boll 2002. Na szafce ze srebrnej płyty laminowanej taca włoskiej firmy Sabatenai. Nad nią obraz Bertrama "Masywy górskie".

Bluberries
Salon
Salon
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Stół i krzesła z pleksiglasu firmy Plexicraft. Nad stołem obraz Bertrama "Masywy górskie".

Bluberries
"Dom w pudełku"
"Dom w pudełku"
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Bluberries
Obraz z serii "Niewidzialne twarze"
Obraz z serii "Niewidzialne twarze"
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Bluberries
Obraz z serii "Niewidzialne twarze"
Obraz z serii "Niewidzialne twarze"
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Bluberries
"Twarz widziana w tyle samochodu"
"Twarz widziana w tyle samochodu"
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Bluberries
"Żeglując" - Eleanora Kupencow
"Żeglując" - Eleanora Kupencow
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07

Bluberries
Eleanora w swojej pracowni
Eleanora w swojej pracowni
Piotr Rymwid-Mickiewicz
2007-06-07


Artystka Eleanora Kupencow wyrosła na Greenpoincie. Choć jej rodzice pochodzili z Polski, wychowali ją z dala od rodzimej kultury w obawie, że ta utrudni zaklimatyzowanie się dziecka w nowym kraju. To nie przeszkodziło jej jednak powrócić do korzeni.

Po latach zaciekawiona kulturą swych przodków pojawiła się w polskim konsulacie na Manhattanie. Zachwyciła ją współczesna ilustracja, wystrój pałacyku przy Madison Avenue i polska mowa. Od tej pory pilnie śledzi wszelkie wydarzenia związane z rodzimą kulturą, znakomicie gotuje ukraiński barszcz i uczy się języka. Maluje niezwykłe, nasycone barwą obrazy, które krytycy nazywają „malarstwem słowiańskim”. W nie właśnie Eleanora i Bertram ubrali swój dom w Sag Harbor.

Dom Eleanory Kupencow i Bertrama Alpera urzeka spokojem i ciszą białych ścian. Zanurzony w zielonych koronach drzew stał się miejscem pracy i odpoczynku, shangrilą dla dwóch niespokojnych artystycznie dusz.    

Wszystko zaczęło się od niewielkiego spadku, jaki Bertram dostał po swojej matce. Pierwszym pomysłem był zakup łodzi, takiej samej, jaką mieli bracia Eleanory, na Florydzie i na Long Island. „Mieszkaliśmy wtedy przy Jones Beach na Long Island i pomysł z łódką wydawał się całkiem dobry. Był jednak jeden problem – ani ja, ani Bertram nie wiedzieliśmy nic o konstrukcji silnika i obsłudze łodzi. Do dziś zresztą mój mąż nie ma pojęcia co znajduje się pod klapą samochodową, ja nawet nie wiem, gdzie jest klapa. Co więc byśmy z taką łódką zrobili” – zastanawia się Eleanora. Postawili na kompromis – dom nad wodą i mała, niewymagająca wielkiego zachodu łódka okazały się najlepszym rozwiązaniem. Eleanora zaproponowała Sag Harbor, niewielkie urocze miasteczko położone kilka mil od słynnych Hamptons. Znalazła się tam pewnego weekendu przypadkowo, na wieczorze poezji u przyjaciół i uległa kompletnemu zauroczeniu. „Natychmiast zadzwoniliśmy do agenta nieruchomości, który jednak poinformował nas, że w cenie, w jakiej poszukujemy, nie ma nam nic do zaoferowania. Powiedziałam do Bertrama, że musimy poczekać, bo dobre rzeczy zawsze przychodzą do nas w odpowiednim momencie” – kontynuuje Eleanora. I tak się stało. Parę tygodni później kilka nowych domów pojawiło się na rynku, jeden z nich, w typowym hamptońskim stylu, szczególnie przypadł Alperom do serca. Parę miesięcy później byli już jego właścicielami. Nie chcieli domu wielosypialniowego, który nieustannie gromadziłby gości i rodzinę, ale niewielki, przytulny domek, który byłby ich nieustającym „drugim miesiącem miodowym”.

Dom był w pełni wyposażony w meble, które częściowo zaspokajały gusty nowych właścicieli. Zatrzymali stół, krzesła i fotele, wszystkie modnej w latach 70. firmy Plexicraft. Za namową Bertrama kupili nową rozłożystą kanapę, której Eleanora nie lubi i nazywa „matką z wielkim biustem”.


„Mężczyźni uwielbiają miękkie, głębokie meble, w których mogą się wygodnie zapaść. To przypomina im bezpieczne dzieciństwo, z dobrym gustem jednak nie ma nic wspólnego” – wyjaśnia gospodyni. Zgodziła się na kompromis, bo mieszkanie na Manhattanie zostało zaprojektowane wyłącznie wedle jej pomysłu. Zatrudniła znakomitych designerów, którzy stworzyli kolekcję wspaniałych mebli, wśród których do dziś czuje się dobrze i wygodnie. Wymiana mebli okazała się procesem szybkim i bezbolesnym, co od razu nastroiło skłaniającą się ku minimalizacji Eleanorę do następnych zmian. „Nie lubię natłoku mebli i myślę, że wynika to z niedobrych doświadczeń z naszym pierwszym domem w Clinton w stanie New Jersey. W każdym oknie wisiały firanki i weneckie żaluzje, które kompletnie blokowały światło i widok za oknem, a sam dom tonął w masie nieskoordynowanych, eklektycznie pozbieranych mebli” – mówi Eleanora.

Procesem znacznie bardziej skomplikowanym niż eliminacja zbędnego umeblowania okazało się usuwanie obić ścian i fragmentarycznych meblowych wstawek w nieładnym mocno różowym kolorze, nazywanym potocznie „kolorem mafii”. Wyglądało to nieładnie zwłaszcza na gładkiej płycie laminowanej. Alperowie wymienili je na łagodne srebro, takie samo, jakiego użyli do renowacji swojego mieszkania na dolnym Manhattanie. Monochromatyczny w kolorze dom posiada wszystkie odcienie beżu i bieli. Wyłączność tych kolorów była efektem zamierzonym, w wyniku którego jedyny inny kolor do pomieszczeń wnosiły obrazy Eleanory i Bertrama, kwiaty i dywan w salonie, który synchronizuje kolorystycznie z taflą basenu.

Następnym etapem przebudowy okazało się wstawienie dodatkowych luster. „Chcieliśmy pozornie powiększyć całe wnętrze, otworzyć jedną przestrzeń na drugą i stworzyć wrażenie głębi i nieskończoności” – opowiada Eleanora. Do istniejących już trzech wielkich luster dodali nowe – na drzwiach, w podłodze, na pozostałych ścianach i na tarasie. „Gdy czasami w letnią noc siadamy wieczorem na zewnątrz i patrzymy, jak w jeziorze i naszych lustrach odbija się księżyc i gwiazdy, wydaje nam się, że jesteśmy w centrum wszechświata. Dom ma wiele niespodzianek architektonicznych, dzięki którym, przebywając w jednym pomieszczeniu, można obserwować, co dzieje się w pokoju obok albo poniżej”. Rozwiązanie takie daje między innymi szklany, przezroczysty stolik w sypialni na piętrze, przez który można podpatrywać życie w znajdującym się poniżej pokoju śniadaniowym i jacuzzi. Ta część domu jest całkowitą i wyłączną kreacją gospodarzy.

Dobudowanie piętra, pokoju śniadaniowego i małego spa z sauną i jacuzzi było dużym projektem, który zapoczątkował Bertram. Z gliny ulepił pierwszą formę, którą następnie przetransformował na papier. Eleanora nie pochwaliła projektu, Bertram rozbił więc model, ulepił nowy, ale przypiął żonie etykietkę „najtrudniejszej i najbardziej skomplikowanej klientki”. „Marzył mi się przeszklony pokój w formie wieży, ptasiego gniazda, z którego będziemy mogli patrzeć na jezioro i gwiazdy. Natura to największy urok tego miejsca, więc dlaczego jej nie wykorzystać” – twierdzi pani domu. Bliski jej sercu jest koncept architektury japońskiej opartej na zasadzie „pożyczonego widoku”. W tak małym kraju, gdzie domy stoją blisko siebie, buduje się je w taki sposób, by jak najwięcej skorzystać z uroków posiadłości sąsiada. Alperowie chętnie  wykorzystują to w swoim projekcie. Gdy sąsiad z prawej strony wybudował piękne gazebo, tak wycięli drzewa, by cieszyć się jego widokiem. Ale gdy sąsiedzi z przeciwnej strony zainstalowali brzydki plastikowy basen w kolorze wściekłej zieleni, szybko zasadzili rząd krzewów, który zasłonił nieprzyjazny oku obraz. Fakt, że małym nakładem kosztów i energii są w stanie kontrolować widok za oknem i pozornie go powiększać, daje im poczucie spokoju i wewnętrznej estetyki.

Najlepiej odpoczywają w sypialni, gdzie znajdziemy wszystkie geometryczne formy – od trójkątów, po kwadraty, trapezy i romby. Według gospodarzy zachowanie proporcji w formie pozwala stworzyć wrażenie spokoju, ładu i wewnętrznej ciszy. Nie wszystko jednak w domu udało się do końca zaplanować. Część elementów dekoracyjnych pojawiła się na zasadzie przypadku, albo wręcz nieplanowanego zbiegu okoliczności. Do takich należy na przykład wielki dywan w salonie z wyciętymi rombami na obrzeżach. „Jedna z pań sprzątających dom wypaliła w nim potężne dziury, które musieliśmy sprytnie zatuszować, obcinając zniszczone kawałki i zastępując je czarnym granitem. Wygląda to jeszcze lepiej niż wcześniej, a my nauczyliśmy się dodatkowej rzeczy, mianowicie – jak z błędów czerpać korzyści. To tak samo jak w mojej sztuce, gdzie ciągle przemalowuję rzeczy, z których nie jestem zadowolona, odklejam, przyklejam, na starej bazie tworząc coś nowego. Podobnie jest z naszym ogrodem. Poprzedni właściciele wycięli wszystkie cedry, tworząc przed domem niepotrzebną nikomu łąkę. Po przeprowadzce postanowiliśmy natychmiast ją wypełnić, sadziliśmy krzewy, tuje i wiele innych roślin, po czym stwierdziliśmy, że najlepsze będą jednak te cedry” – opowiada Eleanora. Wśród nich ukryli trzy urocze ogrody, w tym jeden japoński z pływającymi kwiatami i orientalną roślinnością.

Dom Eleanory i Bertrama to nieograniczona ścianami wędrówka pomiędzy wnętrzem domu a światem na zewnątrz. Dobry architekt projektując dom wie, że największym bogactwem jego pomysłu jest maksymalne wykorzystanie potencjału terenu, na którym pracuje. Jeśli dookoła masz tak piękną przyrodę, to jedynym rozwiązaniem jest otwarcie domu na nią tak, by niemal weszła do środka. To daje poczucie zawieszenia w czasie i przestrzeni, a kto z nas nie lubi niekiedy zatrzymać się między niebem a ziemią?

 

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 7 LATO 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.