Czwartek, 28 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Garsoniery z ukrytym morałem


Bluberries
Franklin Delano Roosevelt
Franklin Delano Roosevelt
2007-07-09

Bluberries
Rezydencja w Springwood
Rezydencja w Springwood
Aneta Sadowska
2007-07-09

Tu urodził się Franklin Delano Roosevelt

Bluberries
Biblioteka i salon gościnny
Biblioteka i salon gościnny
Aneta Sadowska
2007-07-09

Południowe skrzydło domu, w którym znajdują się biblioteka i salon gościnny zostało zaprojektowane i dobudowane przez FDR.

Bluberries
Top Cottage
Top Cottage
Aneta Sadowska
2007-07-09

Malowniczo położone ulubione miejsce odpoczynku Franklina Roosevelta


Tytułowe określenie pochodzi od słówka garcon, w jego pierwotnym znaczeniu jako chłopca, a także młodzieńca. Przyjęło się ono dobrze w języku polskim i wcale nie trąci myszką. Co innego wiktoriański bachelor’s apartment, który nie ma dobrego odpowiednika we współczesnej angielszczyźnie.

Love nest i jego pochodne, odzwierciedlając istotę rzeczy, wydają się zbyt sentymentalne. Może dlatego upowszechnił się eufemizm pied-a-terre, który znaczy coś więcej niż mieszkanie wynajęte na potajemne schadzki.

W kwestiach cudzołożnych związków sięgamy najczęściej do Francuzów. I nic w tym dziwnego, skoro to właśnie oni wymyślili kurtyzany i konkubiny. Jak rzekł kiedyś Aleksander Dumas, węzły małżeńskie, a miał tu raczej na myśli łańcuchy, są tak ciężkie, iż trzeba trzeciej osoby, aby je udźwignąć. I tu dochodzimy do tej trzeciej, która się ukrywa pod kryptonimem the other woman. Czapki z głów przed Anglikami, którzy z właściwą sobie ironią znaleźli bardzo precyzyjny termin. The Mistress, naturalnie bez żadnych dodatków poza zaimkiem dzierżawczym, upowszechniła się lotem ptaka za oceanem, a oznacza tylko i wyłącznie kochankę żonatego mężczyzny, która może, acz wcale nie musi być jego utrzymanką.

Tak się utarło, iż garsoniera stanowi klucz do męskiego świata. Podlega modom i zmianom, podobnie jak inne mieszkania i domostwa, choć ze swojej istoty jest zaprzeczeniem ogniska domowego. Nielegalnie uwite gniazdka, niezależnie od swoich uroków, nie cieszą się dobrą reputacją. Toteż garsoniery są tu raczej pretekstem do opowiedzenia nie tyle skandalicznych, co miłosnych historyjek. Któż z nas nie lubi słuchać o grzechach wielkich i możnych tego świata. Wybór nasz padł na 32. prezydenta, który był mocno związany z Nowym Jorkiem.

Franklin Delano Roosevelt urodził się w 1882 roku w Springwood – majątku ziemskim, położonym w dolinie Hudsonu, nieopodal miejscowości Hyde Park. Starszy od niego o 24 lata kuzyn Theodor, należał do znacznie uboższej, nowojorskiej gałęzi tego samego holenderskiego rodu. Pełnił on rolę mentora wcześnie osieroconego przez ojca i dość chorowitego chłopca, wychowywanego z wielkim oddaniem przez matkę. Zarówno Sarah z domu Delano, jak i Teddy widzieli w nim zadatki na wielkiego polityka. I rzeczywiście, poszedł on w ślady 26. prezydenta, tyle tylko, iż został jego przeciwieństwem, a więc zagorzałym demokratą. W 1905 roku ożenił się z Eleanor, bratanicą Theodora, a zarazem swoją kuzynką. Rooseveltowie wykazywali fatalną wprost skłonność do takich związków, co nie przysparzało im tężyzny fizycznej.

Sarah, żelazna dama o władczej naturze, postawiła uwielbianego syna przed faktem dokonanym, ofiarując nowożeńcom dom na 68 Wschodniej Ulicy. Piękne domostwo miało jedną, za to zasadniczą wadę z punktu widzenia Eleanor – przylegało bowiem do drugiej kamienicy, którą teściowa zakupiła dla siebie. Co więcej, kazała uprzednio wybić na parterze łączące je przejście. Franklin bagatelizował nieuchronne konflikty i utarczki pomiędzy kobietami o silnych charakterach, które darzyły go zaborczym uczuciem. Poza tym znajdował odskocznię w karierze partyjnej, wygrywając w 1910 roku wybory do stanowego senatu. W międzyczasie wykształcona i bardzo ambitna Eleanor prowadziła dom, rodząc mu synów i córki. Ostatnie dziecko wydała na świat w 1916 roku.

W 1914 roku Woodrow Wilson powołał FDR najpierw na stanowisko zastępcy, awansując go po dwóch latach na podsekretarza do spraw marynarki wojennej. Eleanor podążyła za mężem do Waszyngtonu. Nie znając zupełnie towarzyskiego millieu w stolicy, zatrudniła jako osobistą sekretarkę Lucy Mercer, która, z racji nieprzeciętnej urody, jak i pochodzenia, obracała się we wpływowych kołach od wczesnej młodości. Nie mogąc się przyzwyczaić do nowego miejsca, pani Roosevelt wyjeżdżała z dziećmi na wakacje do Maine i na długie pobyty we własnej posiadłości Vall Kill, położonej w pobliżu Springwood.

Franklin doskonale sobie radził z kobietami, lubił ich towarzystwo i posiadał magnetyczny urok, toteż piękna panna, pomagająca mu pod nieobecność chlebodawczyni, straciła dla niego głowę. Niewinny flirt i przyjaźń przekształciły się stopniowo w potajemny romans. Kroniki zanotowały tylko jedno miejsce dyskretnych spotkań, a więc jacht „Sylph”. Cierpiąc na dotkliwą chorobę morską, Eleanor unikała wody jak mogła. Rozpakowując bagaże męża, który – po bezwarunkowej kapitulacji Niemiec – powrócił ze służbowej podróży do Europy, znalazła liściki miłosne od Lucy.

Zakochana bez pamięci we Franklinie, bardzo boleśnie przeżyła jego zdradę. Mocno wychudła, zaniedbała dzieci i zaczęła przemyśliwać o rozwodzie, nie wierząc obietnicy męża, iż przestał się spotykać z Lucy, co było wówczas zgodne z prawdą. W 1919 roku niezłomna Sarah postawiła obojgu ultimatum natury finansowej, mając na oku dobro rodziny. Ukochany James zapisał jej w testamencie cały majątek, była też jedyną dziedziczką fortuny Delano. Niezwykle hojnie wspomagała małżonków, co pozwoliło im na wystawne życie. Rozwód byłby w tym przypadku równoznaczny z politycznym samobójstwem i należy wątpić, czy skłonny do amorów FDR, który przecież nigdy nie tracił zimnej krwi, kiedykolwiek dążył do zalegalizowania tego romansu. Poza tym Lucy nigdy by za niego nie wyszła, będąc – o ludzki paradoksie! – praktykującą katoliczką.

Posiadając biegunowo różne osobowości, Rooseveltowie zupełnie się nie dobrali. Skryta z natury i pozbawiona poczucia humoru Eleanor, która nie umiała okazywać swoich uczuć, nie była łatwa w pożyciu. Miała przy tym tendencję do nieznośnego moralizatorstwa. Zbyt trzeźwa i racjonalna, nie była w stanie nauczyć się postępowania z mężczyznami. Widząc jasno wady Franklina, zamiast dyplomatycznie przymknąć oczy, usiłowała zrobić z niego chodzącą doskonałość. Nic dziwnego, iż Franklin, przyzwyczajony przez matkę do cieplarnianej atmosfery, ulegał pokusom ze strony bezkrytycznych wielbicielek.

Po ujawnieniu długoletniego romansu z Lucy, co nastąpiło dopiero na początku lat 50., opinia publiczna zapoznała się także z komentarzem wygłoszonym w małym gronie podczas pierwszej kadencji FDR. Alice Roosevelt, najstarsza córka Theodore’a, która przepadała za Franklinem, nie cierpiąc jego połowicy, rzekła, co następuje w odniesieniu do innych kobiet w życiu* serdecznego przyjaciela z dzieciństwa: „Pragnie on radości i oparcia, właśnie dlatego, że ożenił się z Eleanor”.

W 1920 roku Lucy zrobiła wielką partię, poślubiając bogatego Winthropa Rutherfurda, który przez kilkanaście miesięcy starał się o jej rękę. Starszy od niej o 27 lat, wdowiec z pięciorgiem dzieci, był nadal bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Tymczasem pogodzeni małżonkowie osiedli z powrotem w Nowym Jorku. Latem następnego roku Franklin zachorował na polio. Chodził o kulach, spędzając większość wolnego czasu w Springwood, gdzie intensywnie pływał. Ćwiczenia w wodzie poprawiły jego stan, powstrzymując na pewien okres postępujące kalectwo.

Eleanor potrzebowała dodatkowej pomocy, mając na wychowaniu pięcioro dzieci, w wieku od piętnastu do pięciu lat. Poprosiła swoją 29-letnią kuzynkę po kądzieli o opiekę nad mężem. Margaret Suckley, a w zdrobnieniu Daisy, chętnie wyraziła zgodę, zamieszkując w drewnianej willi na obrzeżu letniej posiadłości w Hyde Park.

Niezwykle oczytana i bardzo interesująca panna, była bibliotekarką z zawodu. Miała tak surowe obyczaje, iż przezywano ją w rodzinie purytanką. Utwierdziło to jej otoczenie w przekonaniu, iż Daisy łączyły z Franklinem jedynie przyjazne stosunki. Zaprzeczyła temu zawartość tajemniczego kufra, otwartego po jej śmierci w 1991 roku. Złożyły się na nią opasły pamiętnik i 38 listów z Białego Domu, które liczyły po kilka stroniczek, zapisanych maczkiem. Obejmowały one okres pomiędzy 1933-45 rokiem.

Jak wynika z dzienników, skryty romans obojga trwał przez jedenaście lat, przekształcając się następnie w serdeczną zażyłość, utrzymywaną już na odległość. Nie wiedzieć, kiedy FDR znajdował czas, aby pisać dla niej wyrywkowe kroniki z najdłuższej prezydentury w amerykańskiej historii. Stanowią one fascynujący dokument z czasów Wielkiej Depresji i drugiej wojny światowej.

Okrężną drogą dotarliśmy wreszcie do jedynej garsoniery z prawdziwego zdarzenia. Gdy wydał się skrupulatnie ukrywany sekret Daisy i Franklina, okropnie zaniedbany cottage został poddany pieczołowitej restauracji. Na początku przewodnicy, oprowadzający turystów po muzeum i rezydencji FDR w Hyde Park, opowiadali o romansie i willi, w której się on rozgrywał. Jednak dość szybko zamilkli, a teraz – wbrew historycznemu świadectwu – wręcz zaprzeczają. Zachowują w ten sposób nimb, otaczający bohatera wszystkich liberałów.

32. prezydent zaprosił Lucy wraz z mężem na swoją pierwszą inaugurację, utrzymując z nimi towarzyskie stosunki. Nigdy o niej nie zapomniał, skoro po śmierci Winthropa, która nastąpiła w 1941 roku, wznowił przerwany romans. Pod nieobecność małżonki Lucy odwiedzała w sekrecie White House; spotykali się też w domach najbliższych przyjaciół. Osłodziła mu wojenne lata, a przypadek zrządził, iż była przy jego śmierci, wyrządzając ostatni i mimowolny despekt Pierwszej Damie.

Pogodziwszy się z mężem w 1920 roku, Eleanor nigdy jednak nie wybaczyła mu zdrady, nalegając na platoniczne stosunki i partnerski związek. Jeśli wierzyć źródłom, dała Franklinowi wolną rękę. Ponieważ byli bardzo do siebie przywiązani i mieli podobne poglądy, połączyła ich ścisła współpraca na niwie politycznej. Eleanor odkryła wreszcie swoje prawdziwe pasje, przywodząc sufrażystkom i działając na rzecz reform społecznych.


* Oprócz Lucy Mercer, Alice miała także na myśli dwie kolejne sekretarki, a więc Marguerite LeHand i Grace Tully.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 7 LATO 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.