Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Sztuka prawdziwie nowoczesna


Bluberries
Suzanne Tucker
2007-07-03

Bluberries
Ekspozycja zatytuowana "RWBs" autorstwa Liz Larner
Ekspozycja zatytuowana "RWBs" autorstwa Liz Larner
Whitney Museum of American Art
2007-07-03

Wykonana z aluminiowych rurek, sznurka, materiału, wstążek, kłódek i kluczy. Whitney Biennial 2006: Day For Night

Bluberries
Obraz Jacka Laroux zatytułowany "Water Bonsai"
Obraz Jacka Laroux zatytułowany "Water Bonsai"
www.laroux.com
2007-07-03

Z kolekcji "Illuminations", drukowany na szkle i podświetlony matowym, jednolitym światłem


Co będziemy wieszać na ścianach mieszkań i domów przyszłości? Czy w nieodległych już czasach nadal –  jak przez minione setki lat – będziemy umieszczać obrazy w złoconych ramach?

Zapewne tak, bo efekt artystyczny i estetyczny osiągany przez kontrast – stary obraz w nowoczesnych wnętrzach – będzie wiecznie aktualny, będzie nieustannie robił wrażenie. Czy jednak cokolwiek zmieni się w sztuce na użytek domowy?

Prognozowanie jest najżałośniejszym zajęciem z możliwych. Trudno nawet przewidzieć pogodę na jutro, a co dopiero rozprawiać o dalszej przyszłości społecznej, technicznej i kulturowej. A zjawiska te wpłyną na nasze poczucie piękna, na nasze obyczaje i upodobania.

Ledwo ktoś ogłasza jakąś wizję przyszłości, a już zaprzecza mu rzeczywistość. Świat przyszłości wyobrażony przez fantastę początków XX wieku wygląda na jego obrazie wręcz humorystycznie. Nazwiska owego autora nie pamiętam, ale wymalował on krajobraz miejski pełen zabawnych wąsatych mężczyzn w tużurkach i melonikach na głowie, kroczących wzdłuż wysokich budynków pod rękę z kobietami w długich, obfitych sukniach i fantazyjnych koafiurach. Ulicami ciągną samochodowe dryndy, niewiele różniące się od bryczek bez koni, po bokach suną cykliści na swych rowerach o ogromnych przednich kołach. Zaś niebo nad nimi wypełnione jest balonami i śmiesznymi samolocikami, jako pojazdami przyszłości. Ta wyobrażona absolutna nowoczesność wyglądała przerażająco, wręcz śmiesznie anachroniczne.

Nie od dziś wiadomo, że wykroczyć poza horyzont danej nam przez epokę wyobraźni jest szalenie trudno. Właściwie – niemożliwe. Horyzont ów więzi nas i wyznacza pole widzenia. Punktem wyjścia dla wypowiedzi o nieznanym jest i może być przecież tylko to, co znane.

Mówiąc więc o dekoracjach mieszkalnych wnętrz przyszłości może więc bezpieczniej będzie puścić całkowicie wodze fantazji?

Aż tak radykalnych kroków nie zalecałbym. Mamy bowiem możliwość wglądu w przyszłość, skoro zawsze dzisiejsza rzeczywistość zawiera w sobie zarodek świata jutra.

Nad sztuką dnia jutrzejszego zastanawiają się kuratorzy wielkich dwuletnich przeglądów artystycznych dokonań, imprez organizowanych przez Whitney Museum. Biennale sztuki, które już zostało zamknięte, było ogromną imprezą, z eksponatami „wylewającymi się” poza budynek tej placówki i zaprezentowanymi w wielu innych miejscach Nowego Jorku. Towarzyszyły jej liczne imprezy – wykłady i prelekcje oraz dodatkowe prezentacje i spotkania z artystami. Był to prawdziwy festiwal sztuki nowoczesnej w Nowym Jorku.

Istotą, główną częścią biennale jest jednak ekspozycja w samym Whitney – raz na dwa lata pokaz najnowszych osiągnięć artystycznych. Organizatorzy starają się nie tyle dobierać do wystawy dzieła reprezentatywne dla pewnych nurtów współczesności, typowe dla obecnie tworzonej sztuki i najlepsze dokonania. Główny wysiłek kuratorów wystawy zmierza ku zaprezentowaniu sztuki przyszłości; nie tyle tego, co jest obecnie, ale tego, co będzie głównym nurtem prac twórców plastyki jutro. Sztuka wybiegająca w przyszłość stanowi o istocie biennale w Whitney.

Ale jak wyobrazić sobie, co będzie sztuką jutra? Nie sposób. Organizatorzy więc jakby po omacku próbują skierować uwagę swoją (i naszą – widzów) na wiele odmiennych dokonań. Stąd oglądamy co dwa lata prace dziwaczne, „odlotowe”, do niczego niepodobne. Znikają szybko wraz z ich twórcami i w następnym biennale już o nich nie słychać.

Na tegorocznym przeglądzie zwróciło moją uwagę dziełko właściwie mało się rzucające w oczy pośród krzykliwych, pompatycznych i autoreklamiarskich dokonań. O ile inne omiatałem tylko wzrokiem, przed tym stałem długo. „To będzie sztuka przyszłości” – pomyślałem.

A stałem przed właściwie czymś, co przypominało tradycyjny obraz. Na niewielkim prostokącie intensywnie niebieskie niebo, barwną płaszczyzną przechodzące w błękitne morze, ciemnozielony trawiasty stok, a nim dwie białe owce. Co w nim było osobliwego? Był to film na płaskim ekranie monitora, nie grubszym niż zwyczajny obraz w ramie wiszący na ścianie. Owce poruszały się leniwie, wolno gryząc trawę, czasem po niebie przesuwała się podobna owcom chmurka. Z ruchomego obrazu tchnęło spokojem, relaksem, sielskością.

Ależ oczywiście! Przyszła sztuka będzie skrzyżowaniem komputerowego monitora i ekranu telewizora. W tym medium będą działać artyści. Koniec z nieruchomym obrazem, precz z martwą (dosłownie) naturą, postaci zastygłe w pozach będą śmieszyć i irytować.

Niedawne upowszechnienie płaskich ekranów sprawia, że technologia udostępniła wreszcie artystom taflę, którą można powiesić na ścianie. Zaś wypełnienie tej obramowanej płaszczyzny treścią to zadanie artysty. Ludzie spokojniejsi będą woleli zawiesić w salonie coś, jak wspomniane owce pasące się na wzgórzu. Młodzież będzie wieszać zapewne gwałtowniejsze ruchome obrazy.

Moją pewność, iż w tym kierunku pójdzie główny nurt sztuki przyszłości, dodatkowo wzmacnia znamienne doświadczenie. Niedawno w Museum of Modern Art wszedłem do sali, w której dominowało, przytłaczało, autentycznie zniewalało wielkie malowidło artysty hinduskiego pochodzenia, stanowiące wielobarwną i pomysłową wariację na temat „Ogrodu ziemskich rozkoszy” Hieronima Boscha. Stałem oniemiały. Wkrótce do sali weszła grupa młodzieży. „Wycieczka szkolna”, domyśliłem się. Młodzi Amerykanie nawet nie zwrócili uwagi na wspaniałe dzieło. Automatycznie skierowali się w dalszy róg pomieszczenia, gdzie wisiał monitor telewizora, na którym można było obejrzeć pracę z modnego dziś nurtu tzw. wideo-art. Przyssali się wzrokiem do ekranu, na którym coś się poruszało. Stali i wpatrywali się w mechaniczny (i dla mnie wybitnie nieciekawy) ruch obrazu, kompletnie ignorując tradycyjne dzieło sztuki.

To zwróciło ich uwagę, to ich zainteresowało; musi się ruszać, musi być na ekranie, musi przypominać im coś znanego i swojskiego. Czyli monitor – komputera albo telewizora. W tym wymiarze rozstrzygnie się batalia o sztukę przyszłości.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 7 LATO 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.