Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Ach, idzie wiosna!
Poczułem niezwykły przypływ energii. Ach, otworzyć okno, wpuścić słońce do domu, zacząć gimnastykować zgnuśniałe przez zimę ciało!
Wiosna zmieni moje życie – obiecuję to sobie co roku. Po depresji przyjdzie euforia, po ociekających tłuszczem golonkach i kartoflach – pachnące sałatki, orgia witamin, bukiet barw na talerzu. Po samotnych wieczorach przy kaloryferze – spacery po pachnących pąkami kwiatów parkach oraz cudowne randki w gwiaździste, rozśpiewane cykadami noce.
Z entuzjazmem przystąpiłem do wiosennych porządków. Bo w porządkach na wiosnę jest coś symbolicznego, oczyszczającego, a nawet chrześcijańskiego, gdy łączymy sprzątanie z przygotowaniami do Wielkiej Nocy.
Rozpocząłem od okien. Rozsunąłem ciężkie framugi, wziąłem w garść butelkę windexu i rulon papierowych ręczników. Stanąłem na parapecie, obmywany przez pachnący wiosną wiatr. Na początku było mi zimno, ale szybko rozgrzał mnie ruch.
Po zakończeniu pracy poszedłem do sklepu, aby nabyć nowalijki. Kupiłem pęk rzodkiewki, szczypiorek oraz twaróg. Ciągle pełen wigoru, pomaszerowałem do siłowni, gdzie – w duchu wiosennych postanowień – zamierzałem spędzać godzinę dziennie.
W nocy poczułem, że coś mnie łamie. Może przesadziłem z tą siłownią? Nad ranem czułem się już całkiem źle. Zapchane zatoki, ból głowy, katar; gorączka.
Zrezygnowałem ze szczypiorku na rzecz – dużo obfitszych w witaminę C – witamin C w pigułkach, tych jeszcze z zimy. Szybko przemknąłem się do pracy, nie zważając na ciepłą – nienormalnie ciepłą! – pogodę.
W biurze dowiedziałem się, że połowa osób nie przyszła do pracy z powodu anomalii klimatycznych. Ludzie nie chorują bowiem w zimie, gdyż – jak gminna mądrość głosi – zimno zabija zarazki.
Ja też wziąłem chorobowe. Ponieważ na zaziębienie najlepsza jest gruba pierzyna i chicken soup, twarożek zastąpiłem rosołem, a rzodkiewki zdążyły już zgnić. Na kolację, żeby mieć dużo kalorii do walki z chorobą, zjadłem chleb z pasztetową i ogórkiem kiszonym.
Mimo złego samopoczucia, musiałem zwlekać się z łóżka, by wyprowadzać psa, który pozostawał indyferentny na zmiany pór roku, był natomiast stanowczy, gdy szło o pory spacerów i wypróżniania.
Gdy po trzech dniach choroby poczułem się trochę lepiej, za oknem zaczął padać śnieg z deszczem, rozbryzgując się nieprzyjemnie na (chyba nie najlepiej umytych) szybach.
Przez następny tydzień padało, nie miałem więc nastroju do jakichś gimnastyk, tym bardziej że chyba zakwasiłem sobie wtedy mięśnie.
Postanowiłem więc rozpocząć od wiosennych porządków, a dokładniej – od apteczki. W trakcie przeglądania baterii lekarstw poczułem się jeszcze gorzej. Odłożyłem więc to i zacząłem szorować kafelki w łazience detergentem. Wtedy okazało się, że na detergenty ma alergię pies. Musiałem więc wywietrzyć mieszkanie, i wtedy pies także się zaziębił, a ja się doprawiłem.
Gdy tak sobie leżeliśmy koło siebie, przypomniałem sobie o pierwszej wiosennej randce, którą musiałem niestety odwołać (nie obraziła się, bo sama też, jak to na wiosnę, się rozchorowała). W łóżku czytałem sobie książki o sztuce uwodzenia i w ogóle o miłości – jak to na wiosnę. Wyczytałem, że – wbrew obiegowym opiniom – największą burzę hormonalną przeżywamy… jesienią. Wyczytałem też, że nic tak nie nastraja pozytywnie kobiety, jak płomień świec i strzelanie polan w kominku. I że na dobry nastrój kobiety wpływa endorfina zawarta w czekoladzie. O szczypiorku i rzodkwi jako afrodyzjakach nie było słowa.
Z powodu zmęczenia, a może nawet – przesilenia wiosennego, musiałem zrezygnować z porządków. Wynająłem za to babę, która posprzątała.
Mijały tygodnie. Raz było prawie lato, a potem znowu padał śnieg i wiał przenikliwy wiatr. Ludzie albo się zaziębiali, albo dopiero co wychodzili z grypy. Pocałunki w usta były nadal wykluczone. Do siłowni chwilowo przestałem chodzić, a ponieważ byłem wyjątkowo zajęty, powróciłem do zakupów zup w puszkach – oraz puszek dla psa.
Aż pewnego dnia… jak walnęło żarem! Od razu zrobił się taki upał, że trudno było wytrzymać w domu bez nastawionej na pełne obroty klimatyzacji.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 6 WIOSNA 2006
- Ach, idzie wiosna! - Jan Latus
- Architekt musi być psychologiem - Marcin Żurawicz
- Bezcenne jajko - Dorota Jarowicz
- Dom z bali - Jacek Maliga
- Finansowa pułapka? - Tomasz Deptuła
- Internetowe zagrożenia - Mirosław Waluś
- Jak w indiańskiej legendzie... - Halina Niedzielska
- Kuchenka mikrofalowa - Jolanta Wysocka
- Mój Wąchock -
- Moje centrum świata - Elżbieta Kieszczyńska
- Pięciogwiazdkowe condo -
- Piękny dźwięk cieszy oko - Jan Latus
- Podłogi drewniane - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Polacy budują Amerykę -
- Tu mieszkał Karol Wojtyła... - Józef Kołodziej
- Współgranie kontrastów - Agata Ostrowska-Galanis
- Wzornictwo przemysłowe w MoMA - Ewa Kara
- Z europejską nutą - Aneta Sadowska
- Z głową w kwiatach - Małgorzata Sulewska
- Zamieszkać w... Karolinie Północnej - John Douglas Hite
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK
