Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Jak w indiańskiej legendzie...
Patrzyli na siebie krzywo, dając się omamić złudzeniu, że trawa zieleni się lepiej po cudzej stronie. Tak długo zżerała ich zawiść, aż wdali się w bratobójczą walkę. Stoczyli ją na pograniczu, obrzucając się ogromnymi głazami. Śmiertelnie ranni, polegli obaj na placu boju, a ich ziemie odziedziczyli Indianie. Leżące pokotem kamienne bloki upamiętniają heroiczne zmagania.
Podanie, w którym pozwoliłam sobie na poetycką licencję, jest o tyle prawdziwe, iż podnóża tego płaskowyżu osiedliło się plemię ze szczepu Algonkinów, co miało miejsce po ustąpieniu lodowca i ociepleniu się klimatu, a więc około 10 tysięcy lat temu. Jednocześnie legenda usiłuje wyjaśnić, skąd się wzięły powalone skały, które wyglądają jak megality, z grubsza obrobione ludzką ręką.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Malownicze pasmo Schunemunk znajduje się w Orange County, na północny-zachód od Bear Mtn.-Harriman State Park. Nazwa stanowi obrazowe wyrażenie w jednym z dialektów języka Algonkinów i oznacza palenisko, które nie ma sobie równych. Pierwsza zgłoska brzmi w wymowie jak „ska”, a dalszy ciąg zachowuje swoją fonetykę.
U podnóża masywu z dawien dawna żyli Indianie z plemienia Leni Lenape, którzy nadali sobie imię ludzi z kamiennej krainy. Uprawiali tu kukurydzę, dynie i różne odmiany fasoli, wybierając w tym celu zaciszne kotlinki. Okazałe drzewa, rosnące na zboczach, szły na budowę kanoe i podtrzymywanie ognia. Obszerne wigwamy były sporządzone z konarów i gałęzi, a pokrywały je pasma kory. Kobiety gospodarowały w domu, pomagając na roli i trudniąc się zbieraniem płodów leśnych. Mężczyźni polowali na grubszą i drobną zwierzynę, jak również łowili ryby, wyprawiając się także nad rzekę, która płynie w obu kierunkach, jak określali Hudson.
W momencie przybycia pierwszych holenderskich osadników w wioskach, ciągnących się po obu stronach Schunemunk, mieszkało około kilkunastu tysięcy tubylców. Choć tu i ówdzie dochodziło do drobnych utarczek, to obopólne stosunki układały się dość przyjaźnie, a podtrzymywała je dodatkowo ożywiona wymiana handlowa. W miarę upływu czasu choroby zakaźne przywleczone przez białych, a także alkohol robiły swoje i liczba czerwonoskórych topniała w oczach.
Ich sytuacja pogorszyła się jeszcze, gdy w 1664 roku Korona Brytyjska przejęła władzę nad prowincją Nowy Jork. Anglicy z reguły tępili Indian ogniem i mieczem, a ci ostatni nie pozostawali im dłużni. Przed samym wybuchem amerykańskiej rewolucji okoliczne plemię liczyło zaledwie kilkaset osób. Ostatnia wioska, położona na zachodnim krańcu Schunemunk, przetrwała jedynie do połowy XIX wieku.
Po obu stronach padały niewinne ofiary toczących się walk. W kronikach przetrwała tragiczna historia rodziny Stacy, która utrzymywała dobre stosunki z plemieniem Leni Lenape. Najstarszy syn zaprzyjaźnił się nawet z młodym wojownikiem o imieniu Naoman. Ich gospodarstwo znajdowało się z dala od innych kolonistów. Pewnego wieczoru Naoman wywołał ukradkiem gospodynię z zagrody, ostrzegając ją przed zbliżającym się napadem na okoliczne farmy. Jednocześnie kazał jej złożyć przysięgę na Biblię, iż go nie zdradzi.
Nieszczęściem dla siebie, niezbyt zasobni Stacy postanowili zabrać trochę dobytku w drogę, co opóźniło ucieczkę. Zbiegów pochwycili indiańscy czatownicy. Żywiąc uzasadnione podejrzenia, Indianie usiłowali wymusić imię zdrajcy na kobiecie, która zachowywała milczenie. Gdy zagrożono torturami najmłodszej dziewczynce, z kręgu wojowników wystąpił Naoman, przyznając się do winy. Roztrzaskano mu głowę tomahawkiem, zadając następnie śmierć męczeńską rodzinie Stacy.
Podobnie jak Mohonk i Minnewaska, Schunemunk należą do osobliwych i niezwykle atrakcyjnych formacji skalnych, przypominając wyglądem niekończący się bastion, który rozdwaja się na północy. Po pierwsze, stanowią one prawie jednolity grzbiet, posiadający niezbyt wielkie spadki wysokości. Najwyższe wzniesienie nie ma nazwy, dochodząc do 1700 stóp. Całe pasmo osiąga długość przeszło ośmiu mil, ciągnąc się od miejscowości Salisbury Mills do Monroe.
Po drugie, tak jak Highlands, które wznoszą się po wschodniej stronie Hudsonu, składają się one z gnejsów i granitów, tyle tylko, że ich ostateczne ukształtowanie miało miejsce znacznie później, czyli w okresie dewonu. Pomijając tu kolejne etapy, ostatecznym rezultatem skomplikowanych procesów geologicznych jest tzw. puddingstone, który nie występuje gdzie indziej. Czerwono-różowe zabarwienie dają skałom hematyty, wbite w twarde podłoże. Tu i ówdzie przygasza je beż piaskowców, w którym połyskują jak diamenty ziarnka kwarcu i miki. Zgodnie z przypuszczeniem specjalistów część podwójnego grzbietu została powalona podczas wygórowania się Taconics, formując spektakularne megality. Jak zwykle proza nie dorównuje legendzie.
Leżące prawie o rzut kamieniem od metropolii, piękne Schunemunk nie są zbyt popularne wśród nowojorskich turystów. Powód jest prosty: dotrzeć tu można przede wszystkim samochodem. Wymieńmy w tym miejscu trzy najważniejsze drogi dojazdowe, a więc szosę 17 i autostradę 87. Zjazd 16 prowadzi do szosy 32 i dalej na północ do Highlands Mills, Woodbury czy Mountainville. Zapaleńcy, którzy nie uznają żadnych przeszkód, mogą skorzystać z autobusów odchodzących z dworca Port Authority, licząc się wtedy ze znacznym przedłużeniem wycieczki. Dodajmy, iż szlaki turystyczne, przecinające pasmo wzdłuż i wszerz, wiodą ścieżkami wydeptanymi przez zapomniane indiańskie plemię.
Na piechurów czeka tutaj sześć oznakowanych szlaków, o łącznej długości 27,7 mili. Można je podzielić na cztery, wcale nie najłatwiejsze wyprawy, podczas których trzeba się dobrze napocić. Podejścia na pasmo są strome, zaś główne dróżki wcale nie biegną jak po stole i trzeba uważnie patrzeć pod nogi, nie licząc różnic w wysokości. Mniej doświadczonym doradzam wybór krótszej trasy, a także wycieczkowania wiosną lub jesienią, aby ochronić się przed palącymi promieniami słońca. Posługujemy się mapą turystyczną „Schunemunks” lub zestawem „West Hudson Trails”, które wydała NY-NJ Trail Conference. Można je nabyć w sklepach East Mountains Sports (EMS) lub Campmore w Nowym Jorku i w New Jersey.
Najpiękniejszy szlak ze wszystkich, czyli Jessup Trail (8,6 mili, znaki żółte) prowadzi z południa na północ niezwykle widokowym grzbietem, na który składa się kilka wyraźnych wzniesień. Dróżka bieży zakolami w dół i w górę, omijając urwiska. Przelicza się ją na osiem godzin marszu dla zaawansowanych, bez chwili odpoczynku. Mniej więcej w połowie drogi dołącza do niej na krótko Long Path, znaki szmaragdowe, po czym oba szlaki się rozbiegają. Warto wiedzieć, iż Długa Ścieżka – nasze turystyczne wyzwanie pod adresem szlaku Appalachów – łączy dwa stany; Nowy Jork i Vermont. Ten prawdziwy maraton pieszy liczy około 220 mil, ciągle się wydłużając.
Zdobywając grzbiet od południa, widzimy kolejno Kittatinny, z wierzchołkiem High Point, na którym stoi wysoka wieża. W dali wyłania się przepiękna panorama Catskill. Po piramidalnym kształcie rozpoznajemy Slide Mtn. Jak na dłoni rozpościerają się lubiane przez wszystkich Shawangunk, widoczne od Sam’s Point w Minnewasce, aż po wieżę w Mohonku. Od wschodu leżą lesiste wierzchołki w Harriman Park i Black Rock Forest. Na horyzoncie majaczy Perkins Memorial Tower na Górze Niedźwiedziej, a przez lornetkę zobaczymy wstęgę Hudsonu.
Każdy z krótszych szlaków ma swoją specyfikę. Sweet Clove Trail przebiega wiosną w dolinie fiołków, prowadząc na grzbiet od zachodniego skraju pasma. Zamiast otwartego stoku Dark Hollow dostarcza odmiennych wrażeń, idąc w głębokiej rozpadlinie. Z kolei Barton Swamp i Western Ridge pełnią rolę łączników pomiędzy dłuższymi trasami.
Na rekonesans planujemy wiosenną krótką wyprawę, w dniu z ciemnobłękitnym nieboskłonem, po którym płyną kłębiaste obłoczki, co zapewni nam najlepsze widoki.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 6 WIOSNA 2006
- Ach, idzie wiosna! - Jan Latus
- Architekt musi być psychologiem - Marcin Żurawicz
- Bezcenne jajko - Dorota Jarowicz
- Dom z bali - Jacek Maliga
- Finansowa pułapka? - Tomasz Deptuła
- Internetowe zagrożenia - Mirosław Waluś
- Jak w indiańskiej legendzie... - Halina Niedzielska
- Kuchenka mikrofalowa - Jolanta Wysocka
- Mój Wąchock -
- Moje centrum świata - Elżbieta Kieszczyńska
- Pięciogwiazdkowe condo -
- Piękny dźwięk cieszy oko - Jan Latus
- Podłogi drewniane - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Polacy budują Amerykę -
- Tu mieszkał Karol Wojtyła... - Józef Kołodziej
- Współgranie kontrastów - Agata Ostrowska-Galanis
- Wzornictwo przemysłowe w MoMA - Ewa Kara
- Z europejską nutą - Aneta Sadowska
- Z głową w kwiatach - Małgorzata Sulewska
- Zamieszkać w... Karolinie Północnej - John Douglas Hite
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK




