Czwartek, 20 listopada 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Tu mieszkał Karol Wojtyła...


Bluberries
Minioranżeria
Minioranżeria
Józef Kołodziej

Ta dzisiejsza niewiele różni się od tej, w której bywał kardynał

Bluberries
Obraz papieża z dedykacją
Obraz papieża z dedykacją
Józef Kołodziej

Obraz papieża ze specjalną dedykacją przywieziony z Rzymu przez dr. Filipczaka należy dziś do Ireny Wolskiej.

Bluberries
Niepozorny dom przy Fenlon Blvd. należał do siostry ciotecznej Karola Wojtyły.
Niepozorny dom przy Fenlon Blvd. należał do siostry ciotecznej Karola Wojtyły.
Józef Kołodziej

Tu jeszcze jako kardynał zatrzymywał się podczas każdej wizyty w USA.

Bluberries
Kardynał Karol Wojtyła
Kardynał Karol Wojtyła
archiwum ZZPG


Parterowy dom, położony przy 474 Fenlon Blvd. w Clifton, New Jersey, nie zwraca uwagi niczym szczególnym. Może tylko niektórzy przechodnie niebędący Polakami spojrzą przelotnie na polską flagę wywieszaną z okazji różnych świąt, zastanawiając się przez chwilę, jakie państwo reprezentuje.

Dla Polaków biało-czerwona flaga jest sygnałem, że w tym domu mieszkają rodacy. Ale tylko niewielkie grono znajomych właścicieli domu wie, iż jest to dom niezwykły, gdyż przebywał w nim kiedyś wielki Polak – kardynał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II.

Obecni właściciele Irena i Jerzy Wolscy są bardzo przywiązani do swojego parterowego domu i chętnie opowiadają o jego niezwykłej historii. Od innych typowych amerykańskich domów odróżnia go to, że jego front zbudowany jest z czerwonej cegły z otynkowanymi na biało dużymi fragmentami, bez sidingu. Natomiast boczne ściany i od strony ogrodu są obłożone drewnianą wykładziną w kolorze ciemnobrązowym, harmonizującą z otaczającymi dom drzewami, krzewami i turkusowym kolorem wody w basenie. Zadbany trawnik od frontu z krzewami i kwiatami świadczy o zamiłowaniach ogrodniczych właścicieli.

Gospodyni wita mnie w obszernym pokoju gościnnym, skąd można podziwiać piękny widok na ogród z basenem przez oszkloną ścianę niewielkiej oranżerii. Z pokoju gościnnego mały korytarzyk prowadzi do łazienki oraz dwóch sypialni – dużej i małej. Pani Irena domyśla się, że to właśnie w tej małej mieszkał kardynał Wojtyła, kiedy przejeżdżał w odwiedziny. Z pokoju gościnnego prowadzą drzwi do pokoiku, w którym ówcześni właściciele, państwo Filipczakowie mieli okazałą bibliotekę. To prawdopodobnie tutaj kardynał spędzał długie godziny na czytaniu książek, modlitwie czy też korespondencji. Do piwnicy prowadzą schody z małego korytarzyka koło biblioteczki. Kiedy państwo Wolscy kupili ten dom, piwnica była już wykończona, z dużym barkiem w rogu, tak iż można było tu przyjmować gości. Obok wejścia do piwnicy stoi mała oszklona szafka z lalkami w strojach krakowskich. Część tych lalek zostawił w pudełkach dr Filipczak, kiedy sprzedał dom obecnym właścicielom. Jest wielce prawdopodobne, iż mogły być one prezentami kardynała dla jego siostrzenicy.

Od strony ogrodu widoczne są jedyne dwie przeróbki, których państwo Wolscy dokonali po kupnie domu. Pierwsza dotyczyła łazienki, która została poszerzona o około 12 stóp. Druga to powiększenie jadalni (o tę samą długość co i łazienka doń przylegająca) i zamiana jej na małą oranżerię z widokiem na ogród i basen. Obie przeróbki zostały dokonane w 1990 roku. „Jest to domek mały, skromny, ale jakże przyjazny i ciepły” – mówi gospodyni.

W jego historię wpisał się kilkakrotny pobyt w nim kardynała Karola Wojtyły, a opowiada o tym człowiek, który sam wybudował ten dom. Ed Kurtz, były żołnierz II wojny światowej, wysoki mężczyzna, który – mimo swych 90 lat – zadziwia kondycją i zdrowiem. Mieszka w domu na sąsiedniej działce, opiekując się swoją 95-letnią siostrą.

A cała historia zaczęła się kilka lat po II wojnie światowej, kiedy pan Edward zakupił działkę 120 x 80 stóp od niejakiego Myrona T. Holmana, która znajdowała się przy ulicy Fenlon w Clifton. Trudno wtedy było mówić o ulicy, gdyż była ona wyznaczona tylko na… mapie (tzw. paper street). W rzeczywistości na tym terenie rosły jedynie drzewa i krzaki. Postanowił jednak zbudować tu domu, i to własnymi rękoma. Najpierw trzeba było wyciąć drzewa i dzikie chaszcze na tej „papierowej ulicy”, aby był tymczasowy dojazd do działki. Następnie przez ponad rok Ed Kurtz budował sam, z minimalną pomocą innych, swój dom typu ranch. Frontowa ściana powstała z cegły i drewna. Natomiast trzy pozostałe – z bloczków betonowych (cinder block), obłożonych deskami. Dom pan Kurtz budował po godzinach pracy i w weekendy. Prace elektryczne, hydrauliczne i grzewcze zostały wykonane przez fachowców, gdyż takie były wymagania banku, który udzielił pożyczki na budowę. Rok po wybudowaniu domu, który jednak okazał się trochę za mały na rodzinę, 11 maja 1956 roku pan Kurtz sprzedał go polskiemu lekarzowi, dr. Borysowi Filipczakowi i jego żonie Zofii, a sam przystąpił do budowy następnego na sąsiedniej działce. Państwo Filipczakowie, którym – z racji praktyki lekarskiej właściciela – powodziło się bardzo dobrze, zaraz po kupnie domu wybudowali basen, 20x40 stóp o pojemności 40 000 galonów z podgrzewaną wodą. Nie przerabiali nic wewnątrz.

Zofia Filipczak była siostrą cioteczną kardynała Karola Wojtyły. Była także, jak wspomina Edward Kurtz, znaną śpiewaczką operową, której wspaniały głos słychać było często w najbliższym sąsiedztwie.

Całą historię budowy domu, wizyt w nim kardynała oraz wrażeń z osobistych z nim spotkań opisał Ed Kurtz w dwóch książkach, („The Bomb Shell” i „How to Win Friends And Influenza”), w rozdziale zatytułowanym – „The Pope Slept Here”.

Ed Kurtz pamięta kardynała Wojtyłę jako człowieka o jakiejś tajemniczej sile, który nigdy nie próżnował. Pamięta, że kardynał dużo pracował w ogrodzie państwa Filipczaków, a świerki, które osobiście sadził, rosną do dziś przy basenie, w którym często pływał podczas wizyt w Clifton. „Po raz pierwszy odwiedził swoją kuzynkę w 1969 roku, o ile dobrze pamiętam” – wspomina pan Ed. Podczas zimowych wizyt kardynał jeździł ze swoimi kuzynami w góry na narty. Podczas nieobecności kardynała w USA wszystkie jego rzeczy osobiste razem z nartami były przechowywane w pokoju, w którym sypiał. Okazjonalnie zdjęcia kardynała były drukowane w gazetach, a także pokazywano go w telewizji.

W 1977 roku zmarła żona dr. Filipczaka, który kilka lat później, w 1981 roku ożenił się z najbliższą przyjaciółką żony – Ireną Dybko.

Za namową drugiej żony dr Filipczak zdecydował się sprzedać dom, zabierając uprzednio wszystkie pamiątki pozostałe po kardynale Wojtyle, a wówczas już papieżu Janie Pawle II.

„12 listopada 1982 roku kupiliśmy ten dom od dr. Filipczaka za sumę 105 tys. dol. plus 10 tysięcy udzielonej przez niego bezprocentowej pożyczki – opowiadają dalszą jego historię Irena i Jerzy Wolscy (pan Jerzy to były członek Zespołu Pieśni i Tańca Stoczni Gdańskiej w Polsce i tutejszych zespołów polonijnych). – Znaliśmy historię tego domu, o którym wszyscy sąsiedzi mówili po wyborze kardynała Wojtyły na papieża, że jest świętym domem. Po wprowadzeniu się do niego znaleźliśmy drewniane narty, na których jeździł kardynał. Niestety, nie zachowały się do dzisiaj – żałuje pani Irena. – Dr Filipczak miał sentyment do domu, który nam sprzedał. Często nas odwiedzał, snując wspomnienia z pobytu w nim kardynała”.

Także inni sąsiedzi do dzisiaj bardzo mile wspominają Karola Wojtyłę, mówiąc o nim, że był obdarzony tajemniczą siłą, którą się odczuwało w jego obecności, ale trudno to wyrazić słowami. Wspominają także jego łagodność i dobroć, która udzielała się innym. Peter Shurbetz, 87-letni dziś sąsiad państwa Wolskich, zapamiętał dobrze kardynała, spacerującego ulicą i mającego dla każdego czas, aby na chwilę przystanąć i zamienić parę słów. Pamięta go także jako tego, który bardzo kochał przyrodę. Te spotkania robiły na nim zawsze wielkie wrażenie, choć nie wie, czym to wytłumaczyć. Wielu sąsiadów do dzisiaj przechowuje po nim różne pamiątki. W 1982 roku dr Filipczak spotkał się z Ojcem Świętym w Rzymie, przywożąc jego zdjęcie, które ofiarował państwu Wolskim. Dr Filipczak starał się w Urzędzie Miasta Clifton, po wyborze kardynała Wojtyły na papieża, aby jego dom był ogłoszony „historycznym punktem” w Clifton. Sprawa ta nigdy nie doczekała się akceptacji w City Hall.

Pani Irena również pamięta dobrze kardynała Wojtyłę. Widziała go na początku lat 70. na mszy w kościele parafialnym, pod wezwaniem Holy Rosary w Passaic. We mszy koncelebrowanej przez kardynała uczestniczyło bardzo wielu księży. Po mszy był wydany bankiet – chyba na jego cześć.

„Mieszkamy w tym domu już długo, lubimy go, ale na pewno zgodzilibyśmy się sprzedać, gdyby jakaś organizacja polonijna chciała go przeznaczyć na małe muzeum Jana Pawła II” – odpowiadają na moje pytanie państwo Wolscy.

Są bardzo dumni i szczęśliwi, że los pozwala im być w miejscu, gdzie na zawsze swoją cząstkę i wspomnienia pozostawił, a także w sercach ich oraz sąsiadów kardynał, późniejszy papież.

Żegnając mnie przed domem gospodyni zatrzaskuje niechcący drzwi. Niestety klucze zostały w środku. Pani Irena jest lekko zmartwiona przymusowym kilkugodzinnym czekaniem na zewnątrz. W tym momencie niespodziewanie nadjeżdża mąż. „A mówiłam – zwraca się do mnie – że papież się tym domem opiekuje”.

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 6 WIOSNA 2006

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.