Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Dużo powietrza w Wietrznym Mieście


Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11


Szczególną wagę w swej designerskiej pracy przywiązuje do oświetlenia, projektowania mebli i dopracowywania detali architektonicznych. Ale często powtarza, że sukces projektanta polega na nawiązaniu  szczególnych, pełnych zaufania relacji z klientem zlecającym projekt. Zrozumienie jego potrzeb połączone z kreatywnością i szczyptą wrodzonego optymizmu pozwala tworzyć wnętrza, które mogą pozytywnie zmienić życie ich mieszkańców.
 
Przygoda Edyty Ponikiewskej ze sztuką rozpoczęła się już w rodzinnym Zakopanem, gdzie uczyła się w Szkole Tkactwa Artystycznego Marii Werten. Późniejsza współpraca projektancka z kilkoma firmami budowlanymi w Chicago oraz studia w Harrington College of Design nauczyły ją łączyć estetyczne wizje z praktycznymi rozwiązaniami architektonicznymi. Dziś jako członek biura Design Studio A4 pracuje zarówno nad projektami rezydencyjnymi, jak i biznesowymi.
 
Jednym z największych projektów Edyty była przebudowa apartamentu należącego do znanej chicagowskiej terapeutki, która po udanym „liftingu” jej biura poprosiła designerkę o dalszą współpracę.
 
Apartament znajduje się w wieżowcu nad brzegiem jeziora Michigan, a z jego okien rozciąga się przepiękny panoramiczny widok na każdą część downtown. 25 lat temu, kiedy właściciele zamieszkali razem, kupili dwa mieszkania, a z biegiem lat – kolejne dwa.
 
Już na wstępie pani domu uprzedziła Edytę, że projekt ten będzie ogromnym wyzwaniem. Fakt, że w trakcie wszystkich prac rodzina nie mogła się wyprowadzić, było małym problemem, wziąwszy pod uwagę, że mieszkanie było olbrzymie (5000 stóp kw.). Przez wszystkie lata nie przeprowadzono tu żadnego generalnego remontu prócz kilku poprawek, dzięki którym udawało się dostosować wnętrze do zmieniających się potrzeb.
 
W efekcie mieszkania zostały ze sobą połączone w absurdalny sposób przez wybijanie drzwi, w związku z czym całość stanowiła niefunkcjonalny ciąg pomieszczeń. Największym wyzwaniem było uporządkowanie przestrzeni życiowej tego miejsca, nie pozbywając się niczego, co stanowiło dla właścicieli dużą wartość materialną i sentymentalną. 
 
Ogromna liczba nagromadzonych przez lata przedmiotów porozstawianych w sposób bardzo chaotyczny, uczyniła wnętrze mieszkania wręcz zatłoczonym, mimo jego rozmiaru. On, miłośnik afrykańskiej, polinezyjskiej i prokolumbijskiej sztuki prymitywnej, przez lata zgromadził pokaźną kolekcję różnych dzieł oraz sporo mebli zaprojektowanych przez wybitnych designerów. Natomiast ona, rozkochana w stylu art déco, przyczyniła się do oświetlenia mieszkania pięknymi lampami i kinkietami pochodzącymi właśnie z tego okresu. Nie potrafiła się również rozstać z licznymi fotografiami, grafikami i malarstwem abstrakcyjnym z lat 50., 60. i 70. Oświetlenie w stylu art déco traciło swój urok w zestawieniu z przestarzałym systemem lampek sufitowych. Wśród delikatnych, nowoczesnych mebli projektu Charlesa Pfistera i Florenca Knolla oraz licznych grafik i malarstwa abstrakcyjnego znalazło się sporo antyków, a do tego w oknach wisiały ciężkie kotary w bliżej nieokreślonym kolorze.
 
W tak eklektycznym mieszkaniu odczuwało się atmosferę przepychu w złym stylu. Na domiar złego większość pomieszczeń już dawno utraciła swą funkcjonalność. W bibliotece oraz w domowym biurze panował nieład, stosy książek i dokumentów ustawiane były wzdłuż ścian, ze względu na brak wolnego miejsca na półkach. Ponadto mieszkanie kryło znacznie więcej pomieszczeń-niespodzianek. Jedną z nich była kuchnio-pralnia połączona nie wiedzieć czemu z biurem i biblioteką. Jednak największym zaskoczeniem był dla Edyty pokój córki właścicieli. Został on zaprojektowany dla rocznego dziecka, a w ciągu kolejnych 16 lat jedyną zmianą w nim było większe łóżko i biurko!
 
Swoje prace nad projektowaniem wnętrza Edyta rozpoczęła od długich rozmów z każdym z mieszkańców. Chciała poznać ich potrzeby i oczekiwania. Dzięki temu w jej wyobraźni dość szybko powstał jasny obraz tego, jak to wnętrze powinno wyglądać. Na czas remontu apartament podzielony został na dwie części. Kiedy w jednej prowadzone były prace, w drugiej właściciele mogli mieszkać.
 
Kolumny, ściany nośne i piony ograniczają niestety możliwości projektowe apartamentu w wieżowcu. Ogromnym plusem był jednak fakt, iż wszystkie połączone mieszkania usytuowane były na końcu korytarza, dzięki czemu trafiła się niepowtarzalna okazja wykupienia tej części budynku. Te kilka stóp dodatkowej przestrzeni stanowiło rozwiązanie problemu niefunkcjonalnego połączenia pomieszczeń w dziennej części mieszkania. Dzięki niej wąski korytarz można było przekształcić w przestrzenny hol, co pozwoliło na przebudowę i przearanżowanie znacznej części apartamentu. Jedna ze ścian tego reprezentacyjnego pomieszczenia została wyłożona wypalanymi hiszpańskimi płytkami, na niej zaś zainstalowano fontannę oświetloną małymi ściennymi kinkietami, które dawniej wisiały przed wejściem do starego domu właścicielki. Podłoga wyłożona tu została włoskimi płytkami ceramicznymi w ciemnobrązowym kolorze imitującym drewno, pomiędzy które wplecione zostały listwy z drewna w tym samym kolorze. Dzięki temu hol nabrał imponujących kształtów, a zarazem wkomponował się w resztę mieszkania.
 
Pomiędzy pozostałymi pomieszczeniami, w miarę możliwości, poszerzone zostały przejścia lub zmieniona lokalizacja drzwi. Powiększona przestrzeń podkreślona została jasnym kolorem podłóg z czerwonego wybielanego dębu o szerokich deskach. Dzięki użyciu ekologicznych farb oraz wodnego lakieru Edyta uzyskała wyjątkową barwę. Zlikwidowała też ciężkie zasłony i firanki, a na ich miejsce zaprojektowała delikatne zasłony Roman Shades z białego jedwabiu.
 
Od razu zajęła się też zmianą oświetlenia, co nie było łatwym zadaniem. Sufity w tym budynku, jak w większości wieżowców, są betonowe i na wysokości zaledwie 8 stóp. Ze względu na uwarunkowania konstrukcyjne architekt nie wyraził zgody na wiercenia w betonie, co ograniczyło możliwości wyboru oświetlenia. Światła musiały być nowoczesne, eleganckie i praktyczne, by odpowiednio eksponować liczne dzieła sztuki, ale nie odwracać od nich uwagi. Dlatego też Edyta wybrała nowoczesne oświetlenie włoskich projektantów z mlecznego szkła murano. Natomiast sufitową lampę art déco powiesiła nad onyksowym stołem w jadalni, gdzie świetnie komponowała się z zainstalowanymi na ścianach kinkietami i stylowym kredensem Florence Knoll z lat 60.
 
Następnym etapem pracy były meble. Większość z nich Edyta oddała do renowacji, tapicerowania i zmiany koloru. Część nowych zaprojektowała sama (do sypialni, łazienek, pokoju telewizyjnego, a także drzwi i szafy) – podyktowane to było nietypowymi wymiarami pomieszczeń, kolorystyką, a także dość specyficznymi wymaganiami klientów.
 
Ku ogromnej radości właścicieli udało się wygospodarować dodatkowe pomieszczenie na pokój telewizyjny, który wcześniej przylegał bezpośrednio do ich sypialni. Często odczuwali z tego powodu lekki dyskomfort i brak prywatności, dlatego że był to jedyny telewizor w całym mieszkaniu. Edyta próbowała namówić właścicieli do przeniesienia przechodniej sypialni w głąb mieszkania. Przyzwyczajenie jednak sprawiło, że żaden z argumentów ich nie przekonał, więc za pomocą rozsuwanych drzwi postarała się zapewnić im maksimum prywatności.
 
Niespodziewanie szybko przebiegł remont domowego biura, biblioteki, garderoby oraz przeprojektowanie kaloryferów. Te ostatnie obłożone zostały praktycznymi panelami, które można łatwo zdjąć w razie awarii, z wierzchu ozdobionych pięknymi onyksami.
 
Nieco więcej czasu Edyta poświęciła na zaprojektowanie łazienek. Wszystkie zostały utrzymane w nowoczesnym stylu. Odpowiednio dobrane oświetlenie oraz materiały, jak szklane włoskie mozaiki, marmury, drzwi prysznicowe, nietypowe kształty elementów wykończeniowych, sprawiły, że łazienki wydają się dziś większe i przestronniejsze.
 
Końcowym etapem było dobieranie i ustawianie wszystkich dzieł sztuki tak, aby w końcu znalazły się na właściwym miejscu, oraz kupowanie brakujących dodatków, jak np. dywany. Takie zabiegi nadają ciepła i przytulności pomieszczeniom.
 
Po 14 miesiącach intensywnych prac zamierzony efekt został osiągnięty. Mieszkanie zmieniło swój wygląd i charakter. Właściciele określili całe przedsięwzięcie jako total life makeover. Teraz ich jedynym zmartwieniem jest strach przed zburzeniem tej z trudem osiągniętej muzealnej harmonii w eklektyczny chaos. To jest bowiem dziecinnie proste. 
 

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.