Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Kiedy pojadę do Opola


Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11

Bluberries
brak
2008-01-11


Każdy powrót do Opola – mojego rodzinnego miasta – jest podróżą sentymentalną, bo wiele tamtejszych miejsc ma dla mnie szczególne znaczenie.
 
Przede wszystkim odwiedzam opolski rynek. Nie jest tak duży, jak wrocławski czy poznański, nie mówiąc już o krakowskim Rynku Głównym, ale ma swój kameralny urok. Jest to miejsce bardzo zadbane, wyłożone kostką brukową, jak cała ulica Krakowska – reprezentacyjny deptak miasta, zamknięty dla ruchu samochodów na całej niemal swojej długości. Starą kostkę zostawiono gdzieniegdzie, aby przypominała kocie łby, jakimi kiedyś wybrukowane były najstarsze ulice miasta.
 
Latem zachodnia część rynku rozbrzmiewa gwarem za sprawą ogródków piwnych. Wybór ich jest spory. Każdy – czy to opolanin czy przyjezdny – z pewnością znajdzie tu miejsce dla siebie. Albo w spokojniejszym, zacisznym, albo w tym nieco głośniejszym, bardziej młodzieżowym. Każdy przynależy do restauracji lub kawiarni, których na rynku nie brakuje.
 
Lubiłem tu usiąść, zwłaszcza wieczorem, kiedy zapada zmrok, a w ogródkach zapalają się lampiony lub pochodnie – w zależności od wystroju piwiarni. Robi się nastrojowo, kiedy świetliste kręgi stylizowanych latarni odbijają się od kolorowych kamienic, ściśle otaczających opolski ratusz. Budynek ten był kiedyś po prostu domem kupieckim. Z biegiem czasu otoczyły go kilkupiętrowe przybudówki. Kiedy w 1933 roku przystąpiono do usunięcia szpecących kramów, doszło do zawalenia się wieży ratuszowej. Dzisiejszy kształt wieży pochodzi sprzed wojny. Pod nią mieściła się Piwnica Świdnicka. Dziś jest tam pub w angielskim stylu, który był pierwszym takim barem w Opolu.
 
Rynek był – jak w każdym mieście – centrum handlu. Przyjeżdżali tu nie tylko kupcy. Swoje zakłady mieli tutaj znani w regionie żydowscy i niemieccy rzemieślnicy. Dziś na rynku odbywają się miejskie imprezy, koncerty na stopniach zaaranżowanych na scenę przylegającą do budynku ratusza, to tutaj świętowano w maju 2004 roku wstąpienie Polski do Unii Europejskiej efektownymi fajerwerkami. Tutaj też bawią się opolanie z okazji Dni Opola, tutaj też przychodzą ci, którzy – kiedy w niedalekim amfiteatrze trwa festiwal – chcą pokręcić się wśród „warszawki” i zrobić zdjęcie z kimś znanym z radia lub telewizji. Opole na te kilka czerwcowych dni staje się atrakcją turystyczną na miarę Międzyzdrojów, które też przeżywają najazd z Warszawy, kiedy aktorzy mają tam swój festiwal gwiazd.
 
Na opolskim rynku przy okazji kolejnych festiwali odsłaniane są nawet gwiazdy z nazwiskami polskich piosenkarzy wmurowane w chodnik, wzorem hollywoodzkiego Walk of Fame. Kilka kroków od ul. Krakowskiej znajduje się sympatyczny bar zwany przeze mnie Dworkiem. Taka nazwa kiedyś istniała, gdy tam bywałem, a wzięła się od charakterystycznej zabudowy i wnętrza. Tam również istnieje swoista galeria gwiazd – znane osobistości ze świata muzyki zostawiają odciski swoich dłoni, które zdobią mur otaczający tę kawiarnię artystyczną.
 
Warto przespacerować się ulicą Krakowską. Zawsze kojarzyła mi się z zakupami w tutejszych delikatesach, lodami, wodą z sokiem z saturatora, Domami Towarowymi Centrum, sklepem z zabawkami Jacek i Agatka oraz zachodnimi słodyczami od prywaciarza. To było kiedyś… W czasach mojego dzieciństwa. Dziś ulica jest, obok rynku, najdroższa, jeśli chodzi o ceny lokali, tu znajdują się sieciowe salony z markową odzieżą, sklepy jubilerskie. DT Centrum zamieniły się w nowoczesną Galerię Centrum, a wśród nich zapraszają elegancka lodziarnia, restauracja czy kawiarnia. „Prywaciarz od słodyczy” wciąż jest tam, gdzie był przed laty, podobnie jak sklep z zabawkami.
 
Ulica Krakowska – kiedyś Krakauer Strasse, a później Hindenburg Strasse – kończy się zabytkowymi budynkami Poczty Głównej i dworca kolejowego z 1899 roku. To tutaj odsłonięto w 1911 roku obelisk ku czci „żelaznego kanclerza Rzeszy” Ottona von Bismarcka. Mimo że znałem ten trakt do znudzenia, zawsze – kiedy przyszło mi coś wysłać pocztą – musiałem przejść się Krakowską. Tak dla przyjemności… Krócej jest przez otoczony drzewami i ławeczkami plac Ignacego Daszyńskiego z imponującą fontanną, ale ja i tak wolałem chodzić Krakowską. 
Zawsze spotkało się tam kogoś znajomego…
 
Opolanin nie chadza tam więcej niż raz, ale kiedy ma gości, zwykle chce pokazać im to, co miasto ma ciekawego i historycznego do zaoferowania. Wieżę Piastowską widział każdy, kto na ekranie telewizora śledził występy gwiazd polskiej piosenki. Stoi w jednym z najstarszych miejsc Opola, wznosząc się nad opolskim amfiteatrem. Kiedyś górowała nad Zamkiem Piastowskim, który – po wielu pożarach i odbudowach – został rozebrany na przełomie lat 20. i 30. minionego wieku decyzją władz rejencji opolskiej. Wokół niej wybudowano nowoczesny, jak na owe czasy, budynek, który dziś stanowi siedzibę opolskiego urzędu wojewódzkiego. Okolice wieży to zaś miejsce badań archeologicznych, których efekty – fragmenty średniowiecznej osady – można oglądać w Muzeum Śląska Opolskiego. Wieża pochodząca z 1300 roku jest wciąż otwarta – z jej szczytu można podziwiać panoramę miasta.
 
Widać stąd Kościół Trójcy Świętej z przylegającym do niego klasztorem Franciszkanów. W lochach kościoła znajdują się grobowce ze szczątkami pierwszych książąt władających Opolem – Piastów Opolskich. Widać katedrę św. Krzyża w stylu gotyckim, kościół pw. Matki Boskiej Bolesnej i św. Wojciecha, zwany „kościołem na górce”, główny budynek uniwersytetu, który powstał w wyremontowanym gmachu przedwojennego szpitala, i całe śródmieście Opola aż po wieżę ciśnień z końca XIX wieku, która przed laty wyznaczała jego granice. Dziś to już nie są rogatki miasta, ale jego centrum, i rosnące wokół niego osiedla mieszkaniowe.
 
Kiedy przyjadę do Opola, pójdę na pewno na spacer na wyspy. Część Opola położona jest na wyspie Pasieka, leżącej w korycie Odry, oddzielonej od brzegów rzeką i kanałem. To po tym kanale można od niedawna popłynąć gondolą wzdłuż budynków usytuowanych tuż nad taflą wodną, co przełożyło się na nazwanie tego miejsca „opolską Wenecją”.
Usiądę nad stawkiem tuż przed amfiteatrem i wspomnianą wieżą. Przejdę się po spokojnych cichych uliczkach Pasieki, która została bardzo zniszczona podczas powodzi sprzed 10 lat, a jednak udało się jej odzyskać dawny urok. Stoją tutaj piękne kamienice wybudowane na początku ubiegłego wieku.
Skosztuję znów wyśmienitych naleśników w świetnej naleśnikarni stworzonej w Grabówce, która kiedyś była budką strażnika przy spacerowym dziś moście Groszowym, zwanym „zielonym mostkiem”. Za przejście przez ten most pobierano dawno temu opłatę w wysokości jednego grosza, stąd stara nazwa.
 
Na koniec zajdę na pewno na drugą wyspę – Bolko. To zielone płuca miasta, bez gwaru, hałasu i tłumów. Są tutaj szlaki spacerowe, rowerowe, dużo zieleni i ogród zoologiczny. W 1910 roku miejscy radni zdecydowali się zagospodarować dziki, niedostępny teren na park. Posadzono tam drzewa, wybudowano most, nad wodą w środku wyspy do dziś stoi stara, działająca wciąż kawiarnia. Obecnie Bolko to jedno z najpopularniejszych miejsc weekendowego wypoczynku mieszkańców miasta.
 
Opole nie jest wielkim ośrodkiem. Jeśli jego tempo da się jednak we znaki, pozostaje wciąż wiele miejsc, które stanowią azyl dla zabieganej duszy. Nie trzeba znać tego miasta na wylot, aby go dla siebie odnaleźć. 

dodajdo.com


Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!

Artykuły z numeru:
NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007

Najczęściej czytane





Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK

Copyright © 2007 by magazyntd.com



W serwisie startups mozna znalezc wiele ciekawych projektow. Miedzy innimi sa to projekty lansik, a takze nasza klasa.