Piątek, 29 sierpnia 2008
Aktualny numer NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
Maszyna wolności
Dla wielu jazda motocyklem to coś o więcej niż tylko rekreacyjna przejażdżka, to prawdziwe katharsis.
Szybkość, adrenalina i kontakt z naturą pozwalają na prawdziwy trans i oderwanie się od rzeczywistości. Jest to doświadczenie porównywalne do przebywania w stanie nieważkości, w głębinach na rafie koralowej czy do akrobacji samolotowej.
Legenda, która narodziła się w Milwaukee w 1903 r. za sprawą Williama Harleya, studenta wydziału mechanicznego Uniwersytetu Wisconsin-Madison, i współpracy braci Davidson, nabrała na przełomie lat nowego wymiaru. Zaczęło się od pierwszej konstrukcji opartej na ramie zwykłego roweru z niewielkim silnikiem, na której bez pomocy dodatkowego pedałowania nie dało się pokonać niewielkiego wzniesienia (właściciele polskich komarów pamiętają zapewne to uczucie), poprzez motory produkowane na potrzeby wojska w czasie I i II wojny światowej, po najnowsze sportowe VRSC i superciężkie (400 kg) krążowniki szos typu Touring.
Firma, która rozwinęła skrzydła za sprawą zamówień wojskowych i przezwyciężyła w swej historii wiele kryzysowych momentów, istnienie zawdzięcza w dużej części mitowi wykreowanemu przez rebeliantów, jednośladowych kowbojów XX wieku oraz reklamie niedościgłego w tej specjalności Hollywoodu.
Obecnie Harley-Davidson (H-D) specjalizuje się w produkcji ciężkich motorów z silnikami o pojemności powyżej 750 cm3. Obejmuje ona trzydzieści modeli ‘08, zgrupowanych w pięć rodzin: Sportster®, Dyna®, Softail®, VRSCTM, Touring, różniących się między sobą silnikiem oraz konstrukcją ramy i zawieszenia.
Klasycznym napędem są dwucylindrowe silniki w układzie „V”, czyli tłokami umiejscowionymi wobec siebie pod kątem 45 stopni. Konstrukcja zapewnia uzyskanie dużej mocy przy zachowaniu mniejszych rozmiarów samego modułu napędowego. Zastosowany układ jest powodem pracy silnika w charakterystycznych nierównych interwałach czasu. Odgłos ten – uznawany powszechnie jako znak firmowy Harleya – próbowano opatentować bezskutecznie w latach 90. Popularność unikalnego odgłosu jest tak duża, że konkurenci firmy dysponujący nawet lepszą technologią regulacji pracy silnika są wręcz zmuszani przez klientów do jego kopiowania (Honda Shadow American Classic Edition – ACE). Jak dotąd, nikt nie wyobraża sobie, aby cokolwiek mogło zmienić to wyrafinowane przyzwyczajenie.
Produkowany rekordowo długo Sportster narodził się pół wieku temu z nowoczesnym „sercem” w postaci górnozaworowego silnika Ironhead. Typ silnika przyjął się w motoryzacji do dziś, pomimo szeregu zmian technologicznych i materiałowych. Ostatecznie ewoluował on w silnik Evolution o pojemnościach 883 i 1200 cm3. Mniejsze i lżejsze niż pozostałe harleye, sportstery wykorzystywane były z sukcesami w wyścigach crossowych oraz żużlu. Wielokrotnie modyfikowane, zachowały dalej sylwetkę najbardziej zbliżoną do swych wyścigowych przodków.
Kolejna rodzina sportowych maszyn VRSCTM (V-Twin Racing Street Custom) zwana też V-Rod lub Revolution za sprawą używanego wysokoobrotowego silnika zaprojektowanego przy współpracy z Porsche, to prawdziwe pojazdy XXI wieku. Rewolucyjna konstrukcja, odbiegająca od tradycyjnej sylwetki Harleya, w zupełności zasługuje na swą nazwę. Napędzana, chłodzonym cieczą, 60-stopniowym V-2 motorem o poj. 1131cm3 zapewnia spory moment napędowy oraz sportowe parametry. W wersji wyczynowej V-Rod Destroyer potrafi osiągnąć czas poniżej 10 sekund w zawodach na dystansie 0,25 mili.
Silniki montowane w obu wymienionych grupach Sportster i VRSC współpracują z 5-biegową transmisją. Pozostałe modele bazują na tradycyjnych wartościach i stylistyce Harleya. Wyposażone w duże, fantastycznie brzmiące silniki chłodzone powietrzem, Twin Cam 96TM (1584 cm3), współpracują z 6-biegową transmisją.
Opatrzone swojsko brzmiącymi nazwami typu; Road King, Street Glide, Fat Bob, Low Rider, Night Train lub Fat Boy nawiązują do bogatej i specyficznej subkultury Harleya-Davidsona.
Grupa podtrzymująca mit wokół Harleya to zespół 300-funtowych mężczyzn i kobiet z przezwiskami w stylu Icepick (ostry szpikulec do kruszenia bryły lodu), dla których przywiązanie do swej „świni” jest na tyle duże, że każdy z nich szybciej dobrowolnie oddałby się szlochając w ręce psychoanalityka, niż miałby się przesiąść na substytut ich niedościgłej „maszyny wolności”.
W tym miejscu należy się wyjaśnienie, że świnią (Hog), lub jeśli ktoś woli – wieprzem, nazywany jest w swym środowisku Harley. Kojarzona pejoratywnie nazwa nie przeszkodziła firmie zmienić symbol używany na giełdzie na slangowy HOG.
Specyficzny dialekt jest prawdziwym dziwactwem światka Harleya-Davidsona. Każdy model, a w szczególności każda część motoru posiada co najmniej trzy nazwy. Oprócz oficjalnej, nadanej przez fabrykę, w obiegu funkcjonuje jednocześnie kilka dodatkowych. Nazewnictwo zaczyna prawdziwie ewoluować, gdy zaczynamy się przemieszczać z miasta do miasta, nie wspominając już o terenie innego stanu, gdzie przybywa jak grzybów po deszczu liczba funkcjonujących lokalnych synonimów.
Jedną z zagadek, która jest ciągle pożywką dla folkloru otaczającego modele z silnikiem V-Twin, jest konstrukcja najtańszego, podstawowego Sportstera. Aby dosięgnąć nogami ziemi i podeprzeć się całą stopą, potrzeba wzrostu koszykarza. Z tak wysoko usadowionym siedzeniem ma się wrażenie, że głową sięga się chmur. Sportster od 50 lat był i ciągle jest podstawowym modelem, który powinien zachęcać początkujących do jazdy na motorze. Nie jestem jednak pewien, czy trzymanie przysłowiowych kciuków za nowicjuszy próbujących utrzymać balans w trakcie pierwszych jazd może być zupełnie wystarczające.
Wykorzystanie nowych modeli H-D i nowoczesnej technologii miało różne oblicza. Pod koniec lat 70. i początku lat 80. niektóre gangi rabujące banki używały sportsterów jako pojazdów służących do ucieczki z miejsca przestępstwa. Szybsze i bardziej zwrotne niż duże i ciężkie policyjne „krążowniki”, zapewniały skuteczną ucieczkę przed szeryfem i sprawiedliwością.
W okresie powojennym Hollywood „ciężko pracował” nad zepsuciem reputacji Harleya, kręcąc filmy o motorowych gangach wyjętych spod prawa. Jeden z pierwszych „The Wild One” (Dziki) z Marlonem Brando w roli głównej, oparty na kanwie autentycznych zamieszek w miasteczku Hollister w Kalifornii, został uznany za skandaliczny i niebezpieczny, a jego pokazy został zakazane na kilkanaście lat w Wielkiej Brytanii. Harley, dzięki celuloidowym obrazom, na długie lata stał się synonimem gangu Hells Angels i generalnie rozrabiaczy, którzy „biją babcie łańcuchami”. Przekonali się o tym bohaterowie klasycznego filmu „Easy Rider”, ginąc na drodze w Luizjanie.
Czasem jednak rzeczywistość prześciga fikcję, szczególnie gdy dochodzi do sporów terytorialnych pomiędzy grupami. Co jakiś czas w mediach można znaleźć informacje o aresztowaniach wśród Aniołów Piekieł handlujących narkotykami na dużą skalę czy morderczych potyczkach pomiędzy motorowymi gangami. W jednym z najgorszych incydentów (River RunRiot) zginęły trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych przed wejściem do kasyna w Las Vegas. W trakcie incydentu doszło do krwawego porachunku pomiędzy gangiem Mongołów (jednego z najbardziej przestępczych i kryminalnych gangów motocyklowych z południowej Kalifornii) a grupą Hells Angels.
Niepisanym obowiązkiem harleyowca jest pielgrzymowanie na coroczne zloty jednośladów. Jest to podstawowa sprawa, którą planuje się i czeka na nią cały rok. Hells Angels utrzymują, że ich członkowie przemierzają rocznie 20 tys. mil (ponad 30 tys. km) po kontynencie.
Starzy wyjadacze twierdzą, że niekoniecznie sam cel rajdu jest najważniejszy, ale sama podróż w to miejsce. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Ktokolwiek wędrował kiedyś poprzez Amerykę, wie, jak wciągająca jest taka przygoda. Najtrudniejszy jest moment powrotu.
Prawdziwą mekką dla kilkusettysięcznego tłumu „pielgrzymów” wędrujących na swych dwukołowych rumakach (w większości harleyów) stała się niewielka miejscowość Sturgis, położona przy międzystanowej autostradzie I-90 w Dakocie Południowej.
Już w 1938 r. zloty w tym miejscu zapoczątkował „Pappy” Hoel, założyciel klubu motocyklowego Jackpine Gypsies (Sosnowi Cyganie), inicjując tam pierwsze wyścigi na torze. Historyczne miejsce, obrosłe po latach legendą, przyciąga dziś tłumy. Jest to wydarzenie, które każdy fan Harleya chciałby przeżyć wielokrotnie. Oprócz zwiedzania miasteczka sama okolica obfituje w malownicze szlaki, które warto zaliczyć w czasie rajdu. Warto wspomnieć dzikie pejzaże Parku Badlands, pozostałość prehistorycznego wulkanu zwanego Devil’s Tower, głowy prezydentów wykute w skale w Mount Rushmore, powstający pomnik wodza indiańskiego „Szalonego Konia” czy stada bizonów w parkach stanowych Bear Butte lub Custer. Bizony na wolności oraz jedną z najdłuższych jaskiń na świecie można podziwiać w sąsiadującym parku narodowym Wind Cave. W okolicy nie brak więc przyrodniczych, jak i zorganizowanych atrakcji.
Na zjeździe w Sturgis zobaczymy wszystko to, co na pozostałych wielkich zlotach, plus całą masę dodatkowych rzeczy. Oprócz wspomnianych historycznych wyścigów, które do dziś stanowią jedną z atrakcji, do miasteczka ściągają najważniejsi producenci motorów, części zamiennych i akcesoriów, organizując największą i najlepiej wyposażoną wystawę tego typu w Ameryce. Oprawę tworzą występy zespołów muzycznych, pokazy motorów, wybory miss czy najlepszego tatuażu oraz wiele innych. Dużą grupę stanowią konstruktorzy motorów, zajmujący się przeróbkami lub budową motorów według własnych pomysłów. Nie brak wśród nich prawdziwych arcydzieł.
Dla firmy zapowiada się kolejny wspaniały rok celebrowania swej wiekowej tradycji. Punktem kulminacyjnym obchodów 105. rocznicy powstania będzie zapewne otwarcie muzeum Harleya-Davidsona w centrum Milwaukee. Fani z całego świata już teraz powinni zarezerwować sobie wolny czas na 28-31 sierpnia 2008 roku.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu!
Artykuły z numeru:
NR 12 JESIEŃ/ZIMA 2007
- Baron's Cafe - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Czy to nie wspaniałe? - Dagmara Babiarz
- DODO Dom - Aneta Sadowska
- Dużo powietrza w Wietrznym Mieście -
- Home improvment - Jan Latus
- Hotel dla Reksa - Katarzyna Zalewska
- Każdy dom ma duszę - Jolanta Wysocka
- Kiedy pojadę do Opola - Marcin Poznań
- Manhattan w dwudniowej pigułce - Ewa Sukiennik-Maliga
- Maszyna wolności - Marek Siodłoczek
- Na dachach Ameryki - Mirosław Waluś
- Niewielkie pranie - Wiktoria Sudoł-Dawdo
- Opowieść z meandrami - Halina Niedzielska
- Portret pikowej damy - Agata Ostrowska-Galanis
- Te wspaniałe dyniowate - Jolanta Wysocka
- W gąszczu pnączy - Małgorzata Sulewska
- W kulistej galerii - Czesław Karkowski
- W moim magicznym domu... - Anna Ćmakowska
- Wynajmij, zamiast sprzedać - Tomasz Deptuła
Najczęściej czytane
Magazyn Twój Dom dostępny jest w polonijnych
sklepach w USA lub w prenumeracie. W Polsce można go nabyć w salonach EMPiK